Ulica była pusta.
Jest takich wiele na przykład w snach. Gotowe na przybyszów, wyciągające ramiona perspektywy w głąb, w poprzek, na skróty, załamany przełaj. Kocie łby, żwir, asfalt. Popękane, udające przeszłość, przepływ czasu, który jeszcze się nie zdarzył. By był, niewątpliwie konieczny jest przybysz, lub choćby przechodzień z nawarstwionymi zmarszczkami na czole, z nerwowym tikiem powieki, ze wspomnieniami rybitw nad odległymi zatokami.
Z pierwszym echem kroków zaczyna przesypywać się klepsydra. Wygodny światłoczuły zegar, który powinno się obracać do góry dnem. Nigdy nie wiadomo kiedy, bo miałki piasek, ususzone liście buków, wapienne skały, muszle o falbankowych brzegach, rozbite kryształy z najwyższej półki, używane od święta albo nigdy, przesypuje się szybciej, wolniej, bez reguł, zależnie od woli przechodnia.
Niezauważone naczynie czasu tkwi w wilgotnym cieniu pod murami. Ulica musi mieć mury, ściany, jakieś okna z zazdrostkami. Zjawiają się znikąd, ze spojrzenia, zauważenia, myśli, że ściana z odrapanych cegieł kruszyła się czerwonawą sypką glinką, a ona pomagała farbować kałuże, a w kałużach niebo. Nad ulicą gdzieś powinno być niebo, wypatrzone do nieskończoności, jako że nikt nie wie co to, i stąd to nie-.
Na środku ulicy przystanek wiatru. Miejsce jednakowo dobre, jak pozostałe, dużo miejsca. Zatrzymał się w centrum krajobrazu, opiekując się niewielką kartką. Ciepły podmuch podnosił ją do góry, delikatnie ponownie kładł na kamienie, znów podrzucał, tarmosił lekko, jak zabłąkany kundelek. Kartka nie była pusta, pusta była ulica, zaludniona tylko przez wiatr i klepsydrę, której nie miał kto odwrócić, gdy pora.
Przechodzień minął klepsydrę, zauważając jej kształt, nie połączywszy go jednak z żadną logiczną czynnością. Od zawsze zajęty obserwacją i wygładzaniem upartych zmarszczek nie spostrzegał niczego, co byłoby godne zastanowienia, zatrzymania na chwilę, która mogła zmienić się w węża, smoka, kurę gdaczącą na koguta, gołębia lub stukot kopyt rozpędzonego konia, ciągnącego wóz z dwojgiem zakochanych.
Kartka znosiła pieszczoty ciepłego podmuchu.
Przechodzień zniknął w perspektywie bramy, która rozścielała resztki glazurowanych kafli w kobaltowo-kremowo-białe arabeski.
--- przeczytaj, przeczytaj, to nic, że wygląda na list, cudzy, niebezpiecznie obcy, z tajemnicami, których nie odgadniesz, nie rozwikłasz, nie znając szczegółów, pociąg wyrusza ze stacji Q z prędkością --- przeczytaj, może jest tam coś dla ciebie, wyraźny znak, ostro nastrugana strzałka z wierzbowej witki, nić, drgająca pod ciężarem kropel rosy, rano w domyślnym krążku słońca, odbitka aureoli lampy w siatkówce, słowo, pomoc w sklejeniu potłuczonej filiżanki, którą on postawił tak blisko skraju, a ostrzegałaś, spadnie, przesuń, ale sama nie wyciągnęłaś ręki, czekałaś aż się wydarzy, żeby móc wyrzucić z siebie, nie mówiłam, przestrzegałam, widzę przyszłość, staczającą się ze skraju, politurowaną przyszłość, mozaikę potłuczonych wiśni i zbędnego, wciąż całego ucha
--- przeczytaj, czytaj, czytaj tam musi być, wszystko, kolejność, jak było, będzie, lub chaos, skomlenia nostradamusowe na użytek jednego istnienia, pytie pluszczące się w lodowatym źródle
Kwadrans na lekturę, zanalizowanie, korektę, przepisanie na czysto i zwrócenie całości do zatwierdzenia. Wyłącznie kwadrans. Kto pierwszy...
Po co było podnosić? Czytać? Sarkazm ciekawości. Chichoczący wiatr z ulicznej wysepki nieistniejącego pejzażu.
Jest trudniej, niż wcześniej. Spiętrzone atlasy światów, krain równoległych, poprzecznych, błyskawicznych i ciągutek lawendowych złocistych jak zachody słońca, zbieranych z uporem maniaczki. Niemożliwe początki, zakręty, przypuszczalne rezultaty, wygrane, połowiczne radości, zakończenia, pasaże, bramy i furtki w zmurszałych płotach, ogrody zapomnienia w które wciągają od pierwszej chwili zarejestrowania błękitnego kwiatka na cienkiej łodyżce w zielniku, staromodne spojrzenie na przypadki.
Dwie minuty czytania, trzynaście paraliżującego powoju wrastającego w skórę, świdrującego tkanki, nerwy, kości, zielone myśli.
Dzyń! dzyń! czas się skończył.
Tu składamy prace.
Pusta ulica, jakich wiele w snach. Wiatr z wysepki tarmosi kartkę.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
tak wyglądał, tak się opisał, wiedział, że wzbudzi "zainteresowanie" - wyławiaczu dopełniaczowych metafor
chciałoby się usłyszeć więcej, ale przyzwyczajonam
i naturalnie dziękuję za czytanie
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
swojskie i obce
nużące i ciekawe
namacalne nierealne
opowiadać
i pisać
txs za powrót
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Wtedy gdy spokój i cisza, zanurzam się między wersy i szukam i znajduję to coś, co zaciekawia, co mówi, że ja też ale nie umiem, i że wrócę za jakiś czas po cichutku by znów szukać i odnajdować....
_________________ a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
Wtedy gdy spokój i cisza, zanurzam się między wersy i szukam i znajduję to coś, co zaciekawia, co mówi, że ja też ale nie umiem, i że wrócę za jakiś czas po cichutku by znów szukać i odnajdować....
i tak właśnie toczy się czas, ten najważniejszy, spokojny, cichy, gdy się znajduje, ważne że się szuka, odnajduje...
dziękuję za odwiedziny, Li
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Przez chwilę nie była pusta. Czytałam. Zaciekawiona
Cieszę się, bardzo.
dziękuję (jest na niej to, co się chce by było)
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
serce mam ogromne
dobroci w nim ocean
nie oceniam
przez myśl nie przeszło
pojęcie wybaczania
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
an [Usunięty]
Wysłany: 2013-03-23, 12:19
Krążę wokół tych słów, Elu... Wracam tu już kolejny raz. Niepokoi ta pusta ulica, wiatr... klepsydra...
Wszystko takie senne, nieuchwytne... a zarazem znajome... jakbym tu kiedyś była...
Kto wie: może w snach nasze myśli przenikają się z myślami innych i może potrafimy nawiedzać wzajemnie swoje światy? A może to tylko wrażenie...
Nieistotność? - Dla kogoś nieistotne będzie, że dziś świeci słońce, podczas, gdy ktoś inny dostrzeże w tym prawdziwy cud... Niektórzy wchodzą w swoje sny niedbale i wychodzą z nich bez zastanowienia. Inni patrzą w nie, jak w lustro, szukając tam odbicia rzeczywistości, odpowiedzi na za dnia nurtujące pytania...
To my stanowimy, co jest, a co nie jest istotne, wytyczamy drogę naszym myślom, decydujemy, jak postrzegać rzeczywistość. Robimy to bardziej lub mniej świadomie. Wybieramy sposób patrzenia.
Możemy przejść pustą ulicą i nie dostrzec nic. Porzucona kartka papieru może być listem od Boga, początkiem czegoś ważnego, albo jedynie nieistotnym skrawkiem papieru...
Podobnie sen.
Krążę wokół tych słów, Elu... Wracam tu już kolejny raz. Niepokoi ta pusta ulica, wiatr... klepsydra...
Wszystko takie senne, nieuchwytne... a zarazem znajome... jakbym tu kiedyś była...
Kto wie: może w snach nasze myśli przenikają się z myślami innych i może potrafimy nawiedzać wzajemnie swoje światy? A może to tylko wrażenie...
Nieistotność? - Dla kogoś nieistotne będzie, że dziś świeci słońce, podczas, gdy ktoś inny dostrzeże w tym prawdziwy cud... Niektórzy wchodzą w swoje sny niedbale i wychodzą z nich bez zastanowienia. Inni patrzą w nie, jak w lustro, szukając tam odbicia rzeczywistości, odpowiedzi na za dnia nurtujące pytania...
To my stanowimy, co jest, a co nie jest istotne, wytyczamy drogę naszym myślom, decydujemy, jak postrzegać rzeczywistość. Robimy to bardziej lub mniej świadomie. Wybieramy sposób patrzenia. Możemy przejść pustą ulicą i nie dostrzec nic. Porzucona kartka papieru może być listem od Boga, początkiem czegoś ważnego, albo jedynie nieistotnym skrawkiem papieru...
Podobnie sen.
Chyba nie zadziałało: zapamiętałam...
Piękny komentarz, Katarzyno
... zapamiętam.
I przepraszam, że dopiero dziś odpowiadam i dziękuję.
serdecznie
e
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E