A może by tak przygarnąć porzucone myśli
Odebrać z biura rzeczy nikomu nie potrzebnych
Zapisać je w pamięci by kiedyś móc je wyśnić
Jak marnotrawne dzieci wyklęte i przyjęte
A może by tak powrócić do chłodnego świtu
Do słońca broczącego czerwienią na tle nieba
Pozwolić by klepsydra zrobiła krok do tyłu
A czystej wody kropla raz jeszcze mnie obmyła
Niech małża ziarno piasku w ramionach szczelnie schowa
Zmęczony czas niech zaśnie jak stróż na nocnej zmianie
By mlecznobiała Perła znów mogła oczarować
W zieleni Malachitu zanurzyć się jak w trawie