Graf spotyka O'mana na ulicy, bo tych najwięcej się spotyka na drodze życia. Przez chwilę stoją, przed chwilą poklepali się po ramionach, plecach, pokuksali czule.
- Eee, Graf, jak leci? - pyta O'man.
- Jak z nosa - odpowiada zapytany, bo kto inny nie powinien, i też niby dlaczego.
Nie należy wtrącać swoich groszy do czyjejś skarbonki.
- A ci? Jak?
- A nijak, też leci - wypowiadając te słowa, O'man przestaje kuksać i szpera po kieszeniach.
- To co? Piwko? Jakieś? - rzuca bezosobowo, w przestrzeń wciąż tej samej ulicy.
Nie, trochę się zmieniła, jednak, ponieważ wszystko się zmienia i płynie i naruszana jest oziębłość otoczenia myślami o 'gdzie-by-tu'.
- Niedaleko - O'man przetrząsa pamięć, jak przed chwilą kieszeń. Pamięć jest bogatsza. - Może znasz? Ślepy Zaułek.
- Hehe, nazwa, niech cię - ocyka się Graf z zamyślenia.
Chwilowo się zamyślił nad losem swoim, a tu przecież żyć trzeba i los w spokoju zostawić, niech się toczy.
- To co? Vamoose stąd? Bracie? - O'man, chcąc nie chcąc zostaje wodzem wyprawy.
Ślepy Zaułek wita oparami i atmosferą wyszukanych kształtów.
- Po jednym? - pyta Graf, pyta chociaż wie, że pytanie bez sensu, całym swym jestestwem wie, że jedno nie wystarczy.
... tak jak ze słowami, człowiek myśli, że jedno-dwa napisze i starczy: nie ma co się rozdrabniać, strzępić język, ale daremny trud, więc płyną krople, ciurkiem, kurkiem, strumykiem, rzeczką, rzeką, rozlewiskiem, morzem, oceanem, jak przez pełne kufle, bracia: Graf z O'manem.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E