Wysłany: 2012-07-31, 17:08 Luśka powiedz, co ja mam zrobić?
Luśka powiedz, co ja mam zrobić?
- Luśka, Luśka powiedz, powiedz, co ja mam zrobić?
Siedziały w uniwersyteckim Tamie, udającym bar, restaurację, "takie coś pomiędzy" w przerobionej dawnej sali gimnastycznej. Wtorki były dniami dostaw słodyczy. Poza Tamem słodycze bywały rzadziej, szczególnie chałwa.
Tu za godzinę przyniosą skrzynki z chałwą, więc siedziały, czekając i sącząc sypankę. Herbatę zalewaną wrzątkiem od pani Józefiny, królującej za ladą. Wolały swoją herbatę, bo ta z ekspresu, czy jak mu tam, miała metaliczny, dziwny smak.
Kostki cukru topiły się powoli. Widać było jak zamieniają się w gęsty syrop na dnie grubych szklanek. Tandetne, aluminiowe łyżeczki nie wydawały głośnego dźwięku, gdy mieszało się syrop z fusami, już nasączonymi i opadłymi na dno.
- Co masz robić? – dziewczyna nazwana Luśką, powtórzyła pytanie. – Sama powinnaś wiedzieć. Ty go znasz najlepiej, najdłużej. Z różnych sytuacji. Ja mogę tylko obserwować. Z boku wszystko inaczej wygląda. Inaczej niż w łóżku, inaczej niż, no wiesz. Ja bym poczekała Rysku, nie spieszyłabym się.
- Niteczko, ale ja go kocham. Ja chyba go kocham... – Rysek wyglądała na zdeterminowaną.
- Jak kochasz, to trudno. Serce nie sługa, nie zna co to pany... – Luśka-Niteczka próbowała sobie przypomnieć jak to szło, dalej. – A czemu go kochasz?
- No wiesz, mądry jest, bardzo. Dyplom dostanie z wyróżnieniem. Działa. Ma ten swój klub dyskusyjny, pracuje nad książką, ma tylu ciekawych znajomych. Ambicje – Irena, czyli Rysek-Irysek przekonywała przyjaciółkę, że Franciszek jest wyjątkowym człowiekiem.
- Mądry, ja wiem, że mądry - inteligencja pracująca. To już ustaliłyśmy. Ale jak u niego z sercem? Uczuciami? Ja tego nie widzę. Przecież teraz powinien Cię nosić na rękach, latać za Tobą, szukać każdej sposobności, żeby być razem. Teraz ma na to czas. I co? Nic. Zebrania, korekty, spotkania, randki z niby-wydawcami. Nie wiem Irysku, naprawdę nie wiem. Ja w nim widzę tylko chłód i intelekt. Czy chcesz wyjść za intelekt?
- Wiesz, w domu go bardzo lubią. Bo ambitny, bo pisze, bo dyplom, wyróżnienia. Siostra go lubi, brat... – Irena wyliczała atuty Franciszka.
- Kto z nim będzie na co dzień? Twój dom, rodzice, Maja, czy Ty? Zastanów się. Ja w nim nie widzę człowieka.
- No coś ty? Nie widzisz człowieka w moim Franiu? A co?
- Intelekt. Widzę intelekt, odłączony od ciała. A ciało, też ma wiele do życzenia. Te brązowe paznokcie? Ja wiem, przesadzam, kto zwraca uwagę na takie drobiazgi, ale... Pomyśl tylko, ile on pali, przecież to niemożliwe, żeby tyle palić. Ile ty wypalasz dziennie? – Luśka starała się chwytać różnych nitek, by spruć to, co utkała Irena.
- Tak z dziesięć, czasem i mniej.
- No widzisz. A kiedy ostatnio dał Ci kwiaty?
- Kwiaty? E tam kwiaty, ja nie potrzebuję kwiatów.
- Tak Ci się zdaje. A jakąś niespodziankę? Przygotował jakąś?
- Nie, nie ma czasu. Pisze. Przecież wiesz, że jest zajęty.
- Wiem. A łóżkowe sprawy? – zapytała cicho Luśka.
- To też wiesz. Jest nam dobrze razem – Irena sięgnęła po papierosa.
- Nam? Czy jemu? – napierała Luśka.
- Nie wiem. Mnie też – Rysek mówiła to z nutką ociągania.
- Lepiej niż z Krzysiem? – to był ostatni atut, po który sięgnęła Luśka.
W czasie całej rozmowy, Krzysztof ukrywał się w cieniu. Obydwie przyjaciółki wiedziały, że w końcu wejdzie w rozmowę, pojawi się jak dobry duch. Ten drugi, dobry duch.
- Przecież on Cię tak kocha. Nie wstydzi się tego. Jest mądry, opanowany, dyplom bez wyróżnienia, ale za to ile radości, serca.
- Masz rację, ale właściwie już z nim zerwałam – Irena przydusiła papierosa na spodeczku i zaczęła bawić się łyżeczką do herbaty.
- Kiedy? Czemu? – Luśka była zaskoczona. – Zerwaliście?
- Franio postawił ultimatum, że albo-albo. I jak Maja się dowiedziała, że jeszcze się spotykam z Krzysiem, to zrobiła awanturę.
- Co ma Twoja siostra do Twoich sercowych spraw? Ty powinnaś decydować. Właśnie... –
Luśka nagle uprzytomniła sobie, że dała się wciągnąć w grę. Że Rysek tak naprawdę nie wie, co robić i szuka odpowiedzi i teraz ona zachowuje się jak Maja. I nie powinna.
- Wiesz co, to nie ma sensu. Musisz sama zdecydować. Ja już nic na ten temat nie powiem. Pytałaś, powiedziałam co myślę. Zdania nie zmienię, to nie ja czekam na oświadczyny Franciszka. Ja bym za niego nie wychodziła. Kropka.
Przy bufecie ustawiała się długa kolejka. Pani Józefina w białym fartuchu i śmiesznym czepku na ufryzowanych lokach, stała dumnie wyprostowana przy wadze. Studenci i osoby z zewnątrz, bo ulica także wiedziała o wtorkowych dostawach chałwy, czekali posłusznie. Gdy przychodziła ich kolej prosili o pół kilo, kilo, do dwóch, bo na więcej nie pozwalał koniec ogonka, każdy chciał chałwy. Rysek i Luśka zostawiły swoje stygnące sypanki i pobiegły do kolejki.
≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈
- Miałaś rację – powiedziała Irena. siedząca w cieniu parasola.
Słońce prażyło. Na jabłonkach, w niewielkim przydomowym sadzie, wisiały jeszcze zielone jabłka. Spoglądając na nie, czuło się ich cierpki smak, kwas niedojrzałego miąższu, który potrzebuje ciepła, upalnych nocy, dni, tygodni, by w końcu pacnąć słodyczą przypadkowo tuż pod nogi, gdy przyjdzie na to pora. Wysokie malwy przytulone do ścian domu świeciły bielą, brzęczały pszczołami.
- Sąsiad ma trzy ule, stąd tyle pszczół – tłumaczyła Irena, podążając za oczyma przyjaciółki. – Na jesieni przyniósł dwa słoje miodu dla mnie i dla dziewczynek. I dla Mai, ale to osobno.
- To Maja tu bywa? – Luśka zaciekawiona przestawiła leżak bliżej przyjaciółki.
- Tak, często. Między konferencjami. Wypoczywa. Zajmuje się dziewczynkami, jak tu jesteśmy.
- A Franciszek? Widuje się z córkami?
- Rzadko. Ale to nic. Lepiej, żeby w ogóle nie przyjeżdżał. One go bardzo kochają. Szczególnie Isia. Jest młodsza, więcej go potrzebuje. Asia mniej.
- A Ty? – Luśka uważnie spojrzała na przyjaciółkę.
- Ja? Ja się nie liczę. W sumie nigdy się nie liczyłam. Tylko w łóżku, ale i to nie zawsze tak, jak sobie to kiedyś wyobrażałam. Pamiętasz? Miałaś rację. Krzysztof byłby... – oczy Ireny zwilgotniały.
- Kto mógł przewidzieć? – Luśka próbowała odgonić zbierającą się deszczową chmurę. – Franciszka nie lubiłam, bo brakowało mi w nim serca, no wiesz, takich zwykłych odruchów, ciepła, radości, bezinteresownej dobroci. Trudno to wytłumaczyć, bo to raczej była intuicja, bardziej intuicja niż dedukcja. Emocjonalne wnioski rozmarzonej młodej kobiety, która sama czekała na miłość swojego życia.
- I przewidziałaś. Teraz trochę za późno, żeby zaczynać. Szukać...
- Nie przewidziałam, Rysku – Luśka wzięła dłoń przyjaciółki w swoją – Ja tak czułam. Ja tylko przeczuwałam. Nic więcej. Przecież po ślubie oboje mieliście tyle czasu dla siebie. Mogliście się wychowywać, uczyć się od siebie, zmieniać na podobieństwo... Pamiętam jaka byłaś zakochana. A ślub? A kapelusz? Na zdjęciach tak ładnie, ślicznie wyglądaliście.
- Dawno... dawno temu i nieprawda.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E