strudzona odrzucam wszystko co wokół mnie
jest rzeczą i człowiekiem
dociekliwością łap snu
gardzę powietrzem, którym oddycham
wodą, której jestem owocem
myślą szaroburym wspomnieniem
nie ma mnie dla samej siebie bo jestem nikim
więc niepotrzebnie błądzę po majowych łąkach obsypanych kwieciem
pylącymi trawami wzruszeń. nie mogę zapomnieć o tym, że kiedyś tworzono mnie z uczuć
a dziś zimna nieczuła jak kamień nie umiem się wzruszać jabłkiemw twoich dłoniach.
odrzucam dziś tęczę wrzos konwalię. moje sumienie skupiło się w bursztynie. ktoś odnajdzie bursztyn za dziesięć milionów lat gwiezdnych. zrobi z tego wisiorek. przywiesi do szyi.
koniec będzie zwyczajny.