Zapoczątkowując cykl przedstawię sześć wierszy. Łączy je jeden schemat układający wiersze w pary. Każdy z dwuwierszy przedstawia tę samą historię opowiedzianą przez dwoje osób dramatu. Inny punkt widzenia, inne osąd, inne słowa, myśli, a łączy je ten sam czas i miejsce akcji. Mam nadzieję, że spodoba się Wam takie podejście do tematu relacji damsko-męskich.
Wziął mnie jak dziwkę z ulicy,
szybko i brutalnie dokonał aktu zemsty.
Dotknie ją, może na to liczył.
Pokonana
zbierałam gest pogardy zamiast,
pytaniem w oczach się speszył.
Żałosny był przy tym stary głupiec,
mylnie rozumiał sens wyrzutu.
Psia krew dogodził mi, potem jak kundel uciekł,
ciężko dyszałam na łóżku.
Przyjdzie, wiedziałam o tym,
nie oprze się pokusie,
znowu ujrzę te przerażone oczy.
Odejścia i powroty stały się rytuałem,
zmieniała się sceneria.
Odarta z marzeń
kochałam i przeklinałam, Boże przebacz.
Zmrożona wódka musiała go zastąpić,
samotność wyzierała z kąta.
Cholerny świt ktoś za oknem włączył,
wstałam, żeby posprzątać.
[04-12-2006 r.]
Reminiscencje - odbicie
Była fizycznością, nic nieznaczącym epizodem.
Zadając gwałt myślami był przy innej,
lżył brakiem uczuć. Mijał przyśpieszony oddech
równie szybko jak pamięć o zdarzeniu.
Jeszcze spojrzał w oczy, zdołał się przemóc,
potem żałował, bo poczuł się jak chłystek.
Pokonaną zostawił na łóżku,
wyszedł, gdyż słowo mogło boleśnie ukłuć.
Wiedział, że wróci tkwiąc w periodycznym schemacie,
zwierzęco zaspokoi potrzeby
i odejdzie, znowu niezatrzymany płaczem.
Odgadł, że piła, musiałby być ślepy
by nie dostrzegać zmieniających się etykiet.
Był przy niej w jakiś dziwaczny sposób.
Zmagającej się z bytem
wspaniałomyślnie starał się pomóc.
Czasami jedynie refleksje czyniły z niego człowieka.
Na chwilę przestawał dostrzegać w niej tamtą kobietę,
w pokoju pojawiała się zapalona świeczka,
wracało życie wraz z zapomnianym śmiechem.
Z milionem kryształowych oczu
przez chwilę nie byłam sama.
Już dawno miał tu być, oszust
po raz kolejny skłamał.
[09-12-2006 r.]
Wizerunek - odbicie
Była piękna, jednak drażniły go narcystyczne zapędy,
godziny spędzone przed lustrem
to jakby czas wykradziony dłoniom. Puste
objęcia - kurzem przyprószone sprzęty,
mimowolnie przyrosłe do pilota palce,
drżały zapomnianym tańcem.
Bez sensu mijane ulice
kłaniały się witając znajomego.
Który to raz? – liczę,
samotność przekazuję drzewom.
Wrócił, zawsze wracał,
namiętności brały górę.
Zatracał się w koronkowych paskach,
na chwilę, na bardzo krótko zapominał.
Wnętrza wypełniał klimat,
cienie ożywały ruchem.
Szklarz, dobry znajomy, jutro
wprawi kolejny raz w ramę,
w przestrzeń dwuznacznie pustą,
niewypełniony wdziękiem fragment.
Uwikłany w periodyczny schemat
jakby z oddali słyszę – do widzenia.
no nieźle, przeczytałam z ciekawością i jest tu dobra poezja, treść niesamowita, głęboka, pokazana oczami dwojga ludzi, i wyraźna granica, której nie dało się przekroczyć, wołanie o miłość a zarazem dystans, bo miłość boli
mimo trudnego tematu piękna poezja, metafory również
pozdrawiam
no nieźle, przeczytałam z ciekawością i jest tu dobra poezja, treść niesamowita, głęboka, pokazana oczami dwojga ludzi, i wyraźna granica, której nie dało się przekroczyć, wołanie o miłość a zarazem dystans, bo miłość boli
mimo trudnego tematu piękna poezja, metafory również
pozdrawiam
Beatko sprawiłaś mi niekłamaną radość tym wpisem. Już myślałem, że te dawne wiersze, przejdą bez echa. Była to trudna próba zmierzenia się z psychiką odmiennego patrzenia i odczuwania innej płci. Te wiersze to także inne spojrzenie na poezję rymowaną, bliższą wierszowi wolnemu, niż klasyce gatunku. Dziękuję za miłe słowa i odwiedziny.