POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane tych, którzy odeszli » Michał Witold Gajda /misza/ » Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2011 r.
Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2011 r.
Autor Wiadomość
Leszek Wlazło 


Wiek: 70
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 19054
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-01-16, 11:36   Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2011 r.

Most nocą

Matowa matnia stali
to matecznik
Wielkiego Tkacza Mostu

czyha napięty
blady ambulans czmychnął

strzeż się przechodniu

zdwojone lustrem wody
zewrą się rdzawe szczęki
świateł głodnego miasta



Rzymskie epitafium

Na sczerniałej tablicy wyczuwane palcami
jakieś znaki, starannie odkrywane spod mchu.
Ale nie odczytamy, tajemnicę zna kamień
- dotyk ręki autora i sekretną treść słów.

Bo potrzebne jest słońce znad ogrodów cezara,
cienie pinii z Zatybrza i rosnących tam palm,
żeby słowa zrozumieć, aby rytm się odnalazł
i popłynął wierszami, które teraz już znam.

Idzie wieczór i cykady pochowane na drzewach,
obudziły mieszkańców starych ruin i zmierzch.
Poruszyły się cienie, a łaciński poemat,
uwolniony z kamienia, pożeglował we śnie.


W styczniu

Mróz pospawał soplami nieżywe gałęzie,
skamieniało jak granit, błoto polnej drogi.
Światła z okien sypnęły w zaspy zimny ogień,
ale one drzemały w spóźnionej kolędzie.

Znieruchomiał w ciemnościach zmierzwiony baldachim
nagich drzew, prowadzących do furtki plebanii,
gdzie na śniegu, pieczęcie drobnych racic sarnich,
ślady wron, ale człowiek żaden tu nie trafił.

Ciemne okna zza krzewów patrzą w szklaną ciszę.
Kiedy śpi już spokojnie zacny ksiądz dobrodziej,
chodzą leśne stworzenia przy jego zagrodzie.
Nie pogada z ptakami, jak święty Franciszek.

Zakochany pies w gwiazdach nagle zawył krótko,
zbudził kruka, co piórem trącił śnieżną gałąź
- teraz będzie już czekał styczniową noc całą,
aż pojawi się słońce, zamarznięte żółtko.


Kwietniowy pejzaż

Dzień niedopity słodzą tanie wina.
Przez dno butelki - cudowną lunetę,
można oglądać odległe pejzaże.

Za hałdą bloków, gdzie się dzień zaczyna,
witraż kałuży u twych stóp pokaże,
jak długą zimę topi szary kwiecień,

spowity w chmury z niebiańskiej kotłowni,
gdzie palą przeszłość, zbędną i zużytą.
Czas się zatrzymał, zapadł w odrętwienie,

jakby chlał ciągle od wielu tygodni
samogon deszczu. Teraz tęgo drzemie
w setkach obrazków, jak fotoplastikon.


Spiekota

Gdzie jest miejsce gorące, suche i niczyje,
upał łaty na łąkach płową nicią szyje,
a kurz kółka wykręca i chętnie odsłania

frywolnie skórę ziemi klnącej na spiekotę.
Ludzi w słońcu raz piecze, raz polewa potem
i cherlawe jabłonie rzuca na kolana.

Nie dba o to, pod miedzą bezrobotny pastuch,
że gdzieś dalej, horyzont drżącą wstążką lasu,
kusi cieniem i wodą, jak fatamorgana.

Tam, wsi dachy czerwone chłodem ganków mamią,
świeżym sokiem wiśniowym, studzienną otchłanią.
Szyba nieba faluje jeszcze dniem pijana.

Zapach traw wypoconych zmieszał się ze zmierzchem,
co na pola wypędził zmęczone powietrze,
wiatrem tchnął w drzew splątanych bolesne korony.

Spłoszył trzciny wysokie, wyrwał z odrętwienia
wszystkie żywe istoty, jakie nosi ziemia,
cieszące się z dnia końca, chociaż był spóźniony.


Nad ranem (wersja druga)

Siebie mamy na pierwsze śniadanie i deser.
Gładkie plecy ostrożnie biały ranek odkrył,
lśnił we włosów puszystych potarganym lesie
i błyszczał coraz mocniej na ustach wilgotnych.

Stary zegar już dawno zatrzymał wahadło,
pokazując, że północ, szkłem figlarnie błysnął.
W skrzyżowanych spojrzeniach łatwo było zgadnąć,
że to, co noc nam dała, to jeszcze nie wszystko.

Zaprosimy dni nowe, co stoją za oknem.
Może będą od miodu lipami pachnące?
Albo cierpkie jak wiśnie jeszcze rosą mokre
lub dojrzałych winogron podchmielone słońcem?

Oczy zamkniesz i chętnie pozwalasz się dotknąć,
bo palcami z twych ramion zmęczenie wyczeszę.
Potem wstanę, na oścież otwierając okno
- mamy dzień na śniadanie i siebie na deser.


La danse macabre

wg. Guy'a Marchant'a : "La Danse macabre" 1486

Bierzcie jagnię,
bekę piwa,
każdy pragnie
poużywać.

Weź i wieprza,
i słoninę.
A zawołać trza
rodzinę.

Beczki wturlamy
w wąskie ulice
i zapraszamy
was, nierządnice.

Tańcuje miasto:
chłopek ze śmiercią,
szkielet z niewiastą,
półczłek ze ćwiercią.


Wesołe cuda,
radości wiele
- zagra na dudach
suchy wisielec.

Zrobimy koło
pod tą muzykę,
tańcząc wesoło
- żywy z umrzykiem.

Silni niewiarą
- na świeżym grobie
para za parą
folguje sobie.

Pijmy toasty!
W górę puchary!
Zmarłym niewiastom.
Utracie wiary.

Umarłym dzieciom
niepochowanym.
Nim kruki zlecą
gród nasz pijany.

Pani Zaraza
balu królowa
może rozkazać,
by nas pochować.

Jesteśmy sami,
pusta ulica.
Ona nad nami,
jak szubienica.


Prawdziwy Polak o rodzimej literaturze

Żaden Prawdziwy Polak nie odmówi mi racji,
literaturę naszą, czas poddać pasteryzacji.
I w prozie i w poezji - szczególnie tej lirycznej
wypleńmy trujące i obce - zielsko polskojęzyczne.
Bo: Kochanowski był lizus, a Rey to pornograf stary.
Fredro uszedłby w tłoku, ale też nie znał miary.
Cóż, renegat Krasicki zbrukał duchowne szaty.
Naruszewicz, Karpiński to poeci na raty.
Mickiewicz - Żyd i mason ("wieszcza" bym mu nie dał"),
Krasiński ślepy pierdus, a Słowacki - pedał.
Gombrowicz też nie leciał wcale na kobity,
a Żeromski zboczony,bo lubił być bity.
Potocki? "Rękopisik"...Szczęśliwy, bo bogacz.
Wyspiański syfilityk, pan Kasprowicz - rogacz.
Zapolska - prawie dziwka, lesba - Konopnicka.
Dno moralne, pszepaństwa! Jak stąd do Giżycka!
Reymont schizol po traumie, Prus do czubków drugi
i Norwid. Gołodupiec. Zero. Same długi.
Sienkiewicz snob i dentol a Dąbrowska - jędza.
Oto polski Panteon! Dno! Moralna nędza!
Orzeszkowa nudziara, a Kazio Temtmajer
umarł w biedzie. Od razu widać, że to frajer.
Gałczyński alkoholik, jak komuch Broniewski.
Herbert? Miłosz? Nie nasi. Nie uronię łezki.

Nie ma kim się pochwalić, choć chęci najszczersze.
Teraz zamknę się w szafie. Będę pisał wiersze.


Miasteczko

Gdzieś bywa zieleń, w rzekach woda świeża,
ale nie tutaj, tu - w wymarłym mieście,
wąskie uliczki wiatr wolno przemierza
i tylko czasem deska w płocie westchnie.

Siedząc na ławce można siebie słuchać,
patrzeć na liście ostów tak zetlałe,
że przy dotknięciu pryska chmura sucha,
biała jak niebo - zawsze nazbyt białe.

Mirażem cienia mamią martwe drzewa,
zwid psa przegania niewidoczne ptaki.
W takim miasteczku żaden nie zaśpiewa
i wiatr się snuje anemiczny jakiś.

Nikt nie zagląda przy takiej pogodzie
w stare zaułki wyjaśnione żarem,
w szczerbate mury wyczuwane smrodem
i zżółkłą łąkę za zamkniętym barem.

Tak niedaleko. Zza piaszczystych wzgórzy
gdzie się wychyla tylko niebo lniane,
słychać odgłosy warującej burzy
i gwizd pociągu, który tu nie stanie.


Gdy wiosny były młodsze

Gdy wiosny były młodsze, a świat bardzo mały,
ściany domu wabiły jeszcze farbą świeżą,
lipy kwitły przy płocie, tam gdzie pnie ich leżą,
a przydrożne topole mniej cienia dawały.

Wtedy chciałem napisać list, którego słowa
dźwigam przez wszystkie lata, jak dług niespłacony.
Twój śmiech cichy, twarz pięknej madonny z ikony,
miałem w wierszu opisać i go podarować.

I tak, jak stary głupiec, gdy go ktoś okradnie
cofa się, kręci w kółko, szuka po kieszeniach
pochylam się w ciemności i błądzę bezradnie

w dawnych miejscach, na kartkach wytartych notesów...
Nie odczytam już szyfru Twojego imienia,
w labiryncie nazw ulic, nie znajdę adresu.


Kanał reklamowy

Żółte słoneczko nigdy nie zachodzi
na kolorowej planecie Gdzie Indziej
pogodnych ludzi na tle ładnych domów
a dni są zawsze dobre do zakupów

Tutaj Królewna potrząsa bonusem
biała od mydła i pasty do zębów
- prezent dla dziecka z kosztami pogrzebu
rabat na wiadro w racie za komputer

Czipsowa wróżka i żaba z sedesu
mieszkają w chatce z chrupiącej panierki
czarują zorzą krajowej produkcji
radość rodziny z nowego kredytu

Szczęście bez vat'u w firmowych salonach
gratka darmowa każdemu się przyda
oddychaj swobodniej nawet do trzech razy
idąc tropem rolki miękkiego papieru
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane tych, którzy odeszli » Michał Witold Gajda /misza/ » Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2011 r.


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo