POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane tych, którzy odeszli » Jan Stanisław Kiczor » Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2013 r.
Zamknięty przez: Leszek Wlazło
2018-02-18, 20:05
Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2013 r.
Autor Wiadomość
Leszek Wlazło 


Wiek: 64
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 18822
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-02-18, 20:02   Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2013 r.

Przeznaczenie

„…Nad własnym bólem ulatać mogilnym…”
/L. Staff/



Odszedł. A chciał tak wiele. Myślał, że się przyda.
Nie dostrzegł (któż dostrzega?) snu, co za nim bieży.
W chłodnej obojętności (choć tego nie widać),
Spoczął. O inne światy horyzont poszerzył.

A miał o coś zabiegać i w czymś uczestniczyć,
Poprawić, upowszechnić, świeże nadać tchnienie…
Bezlitośni, szelestem, nadeszli mgielnicy;
Duch wziął rozbrat z powłoką i minął się z cieniem.

Głaszcze lamp migotanie wielką przestrzeń nieba
Jeszcze niedowierzanie na niejednej twarzy,
Jeszcze ból w jakiejś piersi rośnie i dojrzewa…
Przy innych pewnie świecach, wieczór ci się marzył.

A wszystko swoim torem. I zegar nie zwleka;
Powrócimy do domów. Na swój czas poczekać.


Interpretacja

Położysz obok książkę. Otwartą na dowolnej stronie,
a wypełznie z niej wszystko, co przeczuwasz choć nie rozumiesz,
zajdą na siebie treści, pogubią się realia - koniec.
I przyjrzyj się niespiesznie sobie, zamotanemu w tłumie.

Nic nie znaczy spis treści, raczej chwilę spójrz na przedmowę,
być może tam odnajdziesz jakiś klucz, wskazówkę, bo trzeba
jak nie samego siebie, chociaż własny ujrzeć nagrobek,
w którym już pochowano to, co może chciałbyś odgrzebać.

Po diabła ci to było. Książka, rzecz wielce kłopotliwa,
chce się dobrać do ciebie, zawłaszczyć, formułować myśli,
wprowadzić w obce światy, w konglomerat zdarzeń i dziwactw
o których ani marzysz, ani nawet nigdy nie wyśnisz.

Zresztą, rób jak uważasz., żeby tylko nie było na mnie,
żeś się opuścił w życiu, wędrując w taką nadistotność,
którą zaczniesz połykać gorliwie i nazbyt zachłannie,
biegnąc ciągle do przodu. I tylko świat jakby się cofnął.


Fronti nulla fides*

W zdumieniu tkwi mój ogląd rzeczy - umiera, co żyć wcześniej miało
I wielki tumult pośród chętnych, a przecież chcieli iść na całość.
Idąc za późno zrozumieli, że skierowano ich donikąd,
Trafili w burzę, gdzie piorunom wciąż towarzyszy losu chichot.

Zgubione słowa, gesty czyny, osamotnione na rozdrożach
I nie wie nikt gdzie prawda leży, gdzie kłamstwo, fałsz, gdzie łaska boża.
Zglajchszaltowały się uczucia, to co umarło powstać nie chce,
A sumy pragnień, dążeń, marzeń - darmo do góry wznoszą ręce.

Śnimy nasz sen o lepszej porze na pustym łożu, bez pościeli,
Ktoś się pozwijał w cichej drzemce, inny zaś chrapać się ośmielił.
Wszystko tak pędzi szlakiem przeszkód, kręcąc się w wirach niespełnienia;
W zaułkach diabeł ogień krzesi - lepiej się widzi w światłocieniach.


*fronti nulla fides (łac.) - Nie ufaj pozorom.


Taka sobie instrukcja

z okazji ogłoszonego konkursu

Na konkursy najlepiej wyślij wiersze proste,
Nie rozpaczaj o zdradach, o życiu, szarzyźnie;
Nie staraj się jurorów intelektem chłostać.
Zaufaj, swoje wiedzą więc i tak nie błyśniesz.

Owszem, nutka ironii, zgrabna metafora,
Czy celny oksymoron. Ale bez przesady;
Najlepiej coś pomiędzy tym, co jest na forach
I z wyższej nieco półki, na przykład - „monadyzm”.

Nie znasz gustów jurorów, więc lepiej nie dworuj
Z partii, ludzi, systemów, czy różnych odmieńców,
Zdaj się na przysłowiowe poczucie humoru,
Opisz randkę udaną (może być w Zieleńcu).

Gdy mimo to nie wygrasz, zacytuj z pamięci:
„Najlepszych doceniają na ogół po śmierci”.


Zachłanność

Tak mi pani w krew weszłaś, nasączyłaś ciało,
Wdzierając się w intymność najmniejszych szczegółów,
Że nie mogę pozwolić sobie na niestałość
I nie wiem - tkwię w rozkoszy, czy zwijam się z bólu.

Kunsztownie omotany tkliwością dokonań,
Pocałunków w nadmiarze, pieszczot bez oddechu.
Dałem wpleść się w męczący, miłosny idiomat,
W pozycje żywcem wzięte z antycznych reliefów.

Zamykając mnie w klatce nadmiernych pożądań,
Uczyniłaś kanarkiem własnego kaprysu,
I tak się teraz czuję, jakby anakonda
Spadła na mnie w spokojnej alei cyprysów.

Poluzuj. Otwórz klatkę. Zobaczysz - dzień za dniem;
Kanarek będzie wierny. Będzie śpiewał ładniej.


Powroty

Chciałbym z tobą wyruszyć w taką podróż senną,
Gdzie pachnie hoya bella czy hoya carnosa
Znaleźć przeszłość rozmarzeń w gotykach Palermo
I plac, który ze wspomnień dawno opustoszał.

Widzę moment, gdy wbiegłaś na Plazza Pretoria
Prosto od Via Firence czy Via Calderai
Z ekscytacją wędrówki po ślepych tryforiach,
Gdzie cię szczegół kamienny zachwycał i bawił.

Tyle innych wydarzeń, a ja wciąż, po latach,
Przechowuję znaczenia wszelkich toponimów,
I pamiętam sukienkę z całą ochrą świata,
Z kanionu Alkcantary – zapach rozmarynu.

Nie bądź zatem zdziwiona, że gdy chce się zdrzemnąć,
Wciąż zapraszam w tę podróż, choć już tylko senną.


Już czas

Gdy coraz bardziej mi doskwiera,
Złudna poprawność, relatywizm,
Gdy każą ciągle się przebierać,
Abym klakierem został czyimś,

Zakrzyknąć muszę: Stop! Panowie!
Nie będzie tak, jakbyście chcieli,
Bo czuję od was zgniły powiew:
Hucpę, blagierstwo i orwellizm.

Dość się tam w górze, namnożyło
Nieudaczników i frustratów;
Trzeba w tej sitwie zrobić wyłom,
Na każdą dupę po sto batów.

Wściekłość ogarnia, brak zachwytów,
Gdy nam szubrawiec i kanalia
Roztacza wizję dobrobytu
Świetlanej drogi – nowy wariant.

Krzycząc donośnie i najprościej,
Będę gwałtowny protest krzewił,
By mnie nie uczył moralności
Obłudnik, szuja, dorobkiewicz.

Ja protestuję. Nie pozwalam,
By byle dziwka i ladaco,
Grzebiąc w historii, wciąż ją kalał
Licząc, że jeszcze mu zapłacą.

Niechaj odpowie za przewiny,
Na jakimś placu – wobec tłumów,
Każda łachudra, oszust, cynik.
Czy wybaczymy? – Non possumus!


Dobre sny nie chcą trwać

Gdy wywalono mnie z roboty
(Jakaś redukcja, jakiś kryzys);
Dali odprawę – cóż mi po tym,
Jak długo będę mógł z niej wyżyć?

A więc nie było lepiej wcale,
Za to zysk jeden - święty spokój;
Bezpiecznie sobie zasypiałem
Szukając lepszych własnych boków.

I przychodziły sny ogromne:
Gdym został szefem moich szefów;
Pełen radości nieprzytomnej,
Zemstą się bawię, bez pośpiechu.

Przejąłem willę, jakiś basen
Jachty i pełne forsy konta
W luksusach żyjąc, tylko czasem
„Byłym” zlecałem – coś posprzątać.

Tak, aż do granic przebudzenia
(Od codzienności trudno uciec);
Tamtym na lepsze wciąż się zmienia,
A ja? Cóż, nadal – gołodupiec.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane tych, którzy odeszli » Jan Stanisław Kiczor » Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2013 r.


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo