Diaboliki
NIE ZNAJĄ LITOŚCI.
Diaboliki są
SILNE.
Ich przeznaczeniem jest
ZABIJAĆ
w obronie człowieka, dla którego zostały wyhodowane.
NIC WIĘCEJ SIĘ NIE LICZY.
Wyglądamy jak ludzie. Jesteśmy agresywni, zdolni do bezgranicznego okrucieństwa i absolutnej lojalności. Właśnie dlatego jesteśmy strażnikami zamożnych rodzin.
Służę córce senatora, Sidonii, którą traktuję jak siostrę. Zrobiłabym dla niej wszystko. Teraz, aby ją ochronić, muszę udawać, że nią jestem, zachowując w tajemnicy moje zdolności. Wśród bezwzględnych polityków walczących o władzę w imperium odkryłam w sobie cechę, której zawsze mi odmawiano – człowieczeństwo.
Mam na imię Nemezis i jestem diaboliką.
Czy mogę zostać iskrą, która rozbłyśnie w mroku imperium?
Z założenia jest to książka dla młodzieży. I rzeczywiście, główni bohaterowie, Nemezis i Tyrus, są ode mnie znacznie młodsi. Czy to bariera? Nie. Czy miałam problem, żeby wejść w ten świat? Znów: nie. Przeczytanie 412 stron zajęło mi trzy wieczory. I musiałam bardzo ze sobą walczyć, żeby nie rzucić obowiązków, by zatopić się w tej historii bez reszty.
Książka ma słabsze momenty - wątek miłosny chwilami mdły (choć pewnie, gdybym była nastolatką, sądziłabym inaczej), ale miał swój urok. Fabuła - niezła, aczkolwiek czuję niedosyt. Natomiast to, co się autorce udało bezsprzecznie, to tytułowa postać. Diaboliki: mordercy hodowani w zagrodach, niczym zwierzęta. Humanoidy, ale wyjątkowe, bo łudząco podobne do ludzi. Tu kłania się Philip K. Dick i jego "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?" Czy S. J. Kincaid wzorowała się w jakikolwiek sposób na legendzie nurtu science fiction? Pojęcia nie mam, ale to było pierwsze, o czym pomyślałam, poznając historię Nemezis. Jest nadludzko silna i inteligentna (jak Roy Batty) i piękna (niczym Rachael, no może z wyjątkiem złamanego nosa). Czy jako humanoid jest zdolna do empatii, czy potrafi odczuwać, kochać? A jeśli tak, to czy ma prawo do człowieczeństwa? Myślę, że kiedyś (być może w nie tak dalekiej przyszłości) będzie to całkiem realny dylemat, z którym nam, ludziom, przyjdzie się zmierzyć... Dick po prostu wyprzedził fakty. W takim samym stopniu, co Lem. A teraz, całkiem nieźle, zmierzyła się z tematem Kincaid.
Ale "Diabolika" to nie tylko książka science fiction, to także rzecz o kierunku, w którym zmierza ludzkość: zdobycze techniki sprawiają, że coraz mniej wymagamy od własnego umysłu, polegamy na gadżetach, urządzeniach, które robią za nas wszystko. Dokąd nas to doprowadzi?
Równie ważny jest poruszony w książce temat władzy. Wyraźny podział na ludzi (grandecja i zbędnicy) i nie-ludzi (diaboliki i serwitorzy), a także na helioników i przeciwników tej religii (popierających powrót do nauki) skłaniają do refleksji. Zawsze istniały podziały i tyrania... Nie ma na to lekarstwa? Żaden postęp cywilizacyjny nie jest w stanie tego zmienić? Po przeczytaniu tej książki ciśnie mi się na usta fragment piosenki Closterkeller:
"Władza tak jak narkotyk
Władza to wielka siła
Rodzi miłość i lęk
Czasami też zabija
Obiecuje tak wiele
W słowa prawdę owija
Gdy uklękniesz dłoń poda
Lecz umie też zabijać".
I jeszcze jedna myśl, genialnego Franka Herberta: "Wszystkie rządy muszą borykać się z powracającym problemem: władza zawsze przyciąga osobowości patologiczne. To nie sama władza deprawuje, lecz stanowi magnes dla podatnych na deprawację. Tacy ludzie mają skłonności do upajania się przemocą. Szybko staje się ona ich nałogiem". Te dwa cytaty doskonale opisują cesarza Randewalda von Domitriana, najczarniejszy charakter tej powieści.
I w końcu: "Nemezis" to książka o zacierającej się granicy pomiędzy rzeczywistością a światem wirtualnym. Już tego doświadczamy. A bohaterowie S.J. Kincaid są tym pochłonięci bez reszty, dla nich świat wymyślony jest ciekawszy od tego, który ich otacza. Modyfikują nawet swój wygląd. Mają też swoje medboty (co oczywiście jest ogromną zaletą, któż by nie chciał być tu i teraz wyleczony z tego, co mu dolega), mają ochronoboty, no i mają swoje diaboliki - broniące właściciela bez zadawania pytań, bez zastanowienia. Mają też niezliczone substancje odurzające. Bo jedyne, co się liczy, to zabawa. Totalna degeneracja? Aż tak źle na szczęście nie jest, nie w przypadku wszystkich w każdym razie...
Jak widać, wątków w "Diabolice" jest kilka. Bez względu na to, kto jest docelowym adresatem książki, polecam ją wszystkim. Jest ciekawie i refleksyjnie, ale ci, którzy po prostu szukają relaksu, też nie powinni się zawieść.