Wysłany: 2019-01-28, 12:11 "Fiołkowej" Damy Trefl nowe spojrzenie na ostatnio wydaną Antologię PS
Motto:
„w sumie
chodzi o wiersze
zauroczone” (Mirosław Kaczmarek)
Powiem od razu: tego rodzaju kolekcje są moim ulubionym gatunkiem wydawniczym, dzięki czemu chętnie do nich oraz po nie sięgam, jak również – o ile mam taką możliwość – z ogromną radością zamieszczam w nich swoje teksty.
Podobnie teraz: przepięknie wydana dziesiąta [jubileuszowa] edycja tego niby – de facto - niszowego, w rzeczywistości bardzo zasłużonego dla polskiej liryki współczesnej literackiego Portalu o staroświeckim tytule „POSTscriptum” raduje umysł oraz oko (nierzadko) wielkiej urody zamieszczonymi w niej utworami, z których każdy dałoby się przypisać określonej roślinie, ewentualnie przynależącej doń florystycznej podgrupie.
To właśnie dla tej publikacji „odbraziłam się” na wspomniany Portal, by móc tam zamieścić swoje opowiadanie i pięć, pisanych z myślą o Panu Cogito, wierszowanych miniatur.
Zatem po otrzymaniu przesyłki i odchorowaniu (nie)oczekiwanego przeziębienia zabrałam się do obdarowywania tych, których mogłabym ową książką ucieszyć.
Jednym z pierwszych został poeta i prozaik – Andrzej Jakub Mularczyk [ tu m. in. zob.]:
tym bardziej, że wymieniony Twórca, gdzieś i kiedyś został przeze mnie nazwany „Panem Cogito bis”, czemu zresztą nie zaprzeczył.
Wszak obecnie analizowana publikacja objęła swoją zawartością nie tylko moje „Herbertiana”, bo przecież na tę Antologię – oprócz utworów recenzentki – przede wszystkim złożyły się prace 32 literatów o (bardzo) ciekawej osobowości.
A i wymieniony „Pan Cogito bis” w prywatnym mailu tak oto dzieli się ze swoimi odczuciami [pisownia oryginalna]:
„Właśnie zauważyłem, że Twoje opowiadanie, przytulone leży na Epilogu burzy.
Tomiki Herberta, skupione w jedną całość pilnują mojego snu, czekając cierpliwie na półce nad łóżkiem, na mój przyjazny im nastrój. Teraz mam przez Ciebie wyznaczone zadanie - Epilog Burzy; zatrzymałem się na jego poezji. Nie pozwalając sobie na czytanie jego trzytomowej biografii. Po co mi znać szczegóły?
Twoje opowiadanie czytałem […] z pewnym zdziwienie, kojarzyłem Ciebie z krytycznym spojrzeniem na Herberta, gdy ja przez cały czas drepczę sobie wydeptanymi przez niego ścieżkami i za bardzo nie chcę zmieniać trasy spacerów. Cieszy mnie fakt, że gdzieś w głębi jako bohater liryczny tego opowiadania wchodzisz w zadumanie w istotę pisania. W czasach, gdy większość piszących, to kobiety, które zdążyły przekwitnąć, ciągle, z tym swoim stanem nie potrafią sobie poradzić. I przez cały czas zachowują się jak pąk kwiatu, który ma dopiero rozchylić płatki. Coś mnie zniechęca do czytania takiej poezji. Tych antologii praktycznie wierszy o miłości.
Zatem ta proza poetycka jest troszeczkę, tak sobie miewam, obrazem mojego spojrzenia na poezję, i to, że poezja powinna wychodzić poza schemat macierzyństwa, którymi obciąża piszące ich biologiczna natura.
Dziękuję jeszcze raz za pamięć i przesłaną książkę.”
Wyjątkowa kondensacja myśli w momencie tzw. pochylenia się Poety-czytelnika nad dokonaną przez „fiołkową Damę Trefl” recepcją jej „prywatnego” Herberta, niemniej jednak ten akurat problem pomimo swojej niezaprzeczalnej ważkości, tutaj, w konkretnie omawianym przypadku sytuuje się niejako na marginesie. Mnie bowiem zastanowiła jedna, dotycząca nie tylko tej, wytypowanej Antologii, lecz można by powiedzieć wszystkich do tej pory (o)publikowanych tomów, gdzie - przypominam – akcentuje Andrzej J. Mularczyk:
W czasach, gdy większość piszących, to kobiety, które zdążyły przekwitnąć, ciągle z tym swoim stanem nie potrafią sobie poradzić. I przez cały czas zachowują się jak pąk kwiatu, który ma dopiero rozchylić płatki. Coś mnie zniechęca do czytania takiej poezji. Tych antologii praktycznie wierszy o miłości.
Przekartkowałam tom(ik): rzeczywiście, racja, pomimo iż niejedne z tych pulsujących erotyzmem liryków przypominają swoją urodą schyłek gorącego babiego lata. A choć nierzadko bawiły mnie owe „ochy” oraz „achy” pewnych posuniętych w leciech poetess, to dopiero w tej chwili poprzez spojrzenie mądrego mądrością życiowego doświadczenia Poety uświadomiłam sobie (bezwiedny) komizm (nie)dookreślonych erotyków.
Antologia (florilegium) zgodnie z swoją nazwą tworzy wielokwiatowy wieniec, ewentualnie układa się w równiankę. Podobnie ta, dziesiąta, która nagle spośród banalnych róż, słodkich koniczynek, firletek, dzwonków, sentymentalnych niezapominajek, stokrotek, pierwiosnków, rumianków i im podobnych kwiatuszków eksploduje gorzkim, ostrym, zielnym i ziołowym zapachem strof Katarzyny Piotrowskiej niczym te z cyklu „Szkice rycerskie”:
*** /to nie czas, Panie…/
to nie czas, Panie…
mój miecz pragnie krwi
bitewnego kurzu
odgłosów walki
pora nakarmić wilki
moja zbroja tęskni
czeka na przebudzenie
wojna woła mnie
z każdej strony
czas, Panie zapomnieć
że byłam
*** /Panie…/
Panie, kiedy już czas
zrobi swoje
i zamaże rysy
nie pamiętaj
że byłam
wojną
ogniem co trawił
żywiołem -
niszczył wszystko
idź jasny
zapomnij
*** /nie pokażę Ci ran…/
nie pokażę Ci ran,
które
pozostawiła ta wojna
czas złożyć broń
nie opowiem o snach,
z których budziłam się
z krzykiem
nie wymażę krzywd
mogę tylko iść dalej
od dziś, Panie
czerwienią ust
będę
*** /Panie…/
Panie,
wojna znowu przede mną
[…]
ile krwi muszę przelać
byś zaznał spokoju
ile dusz jeszcze
skazać na pastwę miecza
by minął Twój ból
zamknij oczy
niech wiatr tańczy we włosach
słońce muska skórę
a bitewny kurz opadnie
jak liście z drzewa
sen skryje wszystko
a gdy się zbudzisz
usta będę mieć czerwone
serce głodne
odejdą cienie
znów
będziemy wolni
_________________ Z Ciemnogrodu, gdzie najjaśniej bywa pod latarnią
Tak, masz rację w całości oraz w szczegółach. A pisanie Katarzyny dla mnie - rewelka! Inność nad innościami.
fiołkowa napisał/a:
W czasach, gdy większość piszących, to kobiety, które zdążyły przekwitnąć, ciągle z tym swoim stanem nie potrafią sobie poradzić. I przez cały czas zachowują się jak pąk kwiatu, który ma dopiero rozchylić płatki. Coś mnie zniechęca do czytania takiej poezji. Tych antologii praktycznie wierszy o miłości.
nad innościami!
W Miasteczku G. również króluje j.w. - stąd moje (między innymi) wycofanie się z życia literackiego Miasteczka - nie mogę przecież zaniżać poziomu...
Wysłany: 2019-01-30, 19:18 Re: "Fiołkowej" Damy Trefl nowe spojrzenie na ostatnio wydaną Antologię PS
fiołkowa napisał/a:
Motto:
Podobnie teraz: przepięknie wydana dziesiąta [jubileuszowa] edycja tego niby – de facto - niszowego, w rzeczywistości bardzo zasłużonego dla polskiej liryki współczesnej literackiego Portalu o staroświeckim tytule „POSTscriptum” raduje umysł oraz oko (nierzadko) wielkiej urody zamieszczonymi w niej utworami, z których każdy dałoby się przypisać określonej roślinie, ewentualnie przynależącej doń florystycznej podgrupie.
To właśnie dla tej publikacji „odbraziłam się” na wspomniany Portal, by móc tam zamieścić swoje opowiadanie i pięć, pisanych z myślą o Panu Cogito, wierszowanych miniatur.
Zatem po otrzymaniu przesyłki i odchorowaniu (nie)oczekiwanego przeziębienia zabrałam się do obdarowywania tych, których mogłabym ową książką ucieszyć.
W czasie minionych 11 lat miewałem różne nastroje. Wzloty i upadki mojego serca dla POSTscriptum, tylko dzięki wspaniałym ludziom i ich zapisanym słowom, nie przyczyniły się do porzucenia tego ukochanego miejsca i ciężkiej zapaści twórczej. Zacytowane słowa, a także wiele innych usłyszanych i przeczytanych przez lata, sprawiają, że ciągle chce mi się chronić to miejsce, by mogli tu być, bywać i powracać poeci i prozaicy rozsiani po całej Polsce i wielu krajach świata.
Dziękuję Ci za te słowa i "odbrażenie".
jak napisałam w swojej recenzji, Antologie, zwłaszcza PS są moim ulubionym rodzajem publikacji Że trafiają się tam czasami słabsze teksty Nic to, przecież gliniane garnki, także moje ukochane przedmioty, nie wszystkie są idealne
decznie
_________________ Z Ciemnogrodu, gdzie najjaśniej bywa pod latarnią