POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Amandalea » jesienna nostalgia
jesienna nostalgia
Autor Wiadomość
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2007-11-17, 09:21   jesienna nostalgia

”Jesienna nostalgia”

Zanurzam się w jesieni
rdzawo-brązowych liściach,
krótkich chłodnych promieniach
myśli co złocą ,
tęsknocie nieuchwytnej
otulonej białą mgłą.

Melancholijny uśmiech
zmęczoną rozjaśnia twarz,
choć serce żal rozdziera,
nie ma cię miły przy mnie,
na nic ciągłe prośby
gdy milczysz jak zaklęty.

Tylko wiatr gada za szkłem
plącząc nagie włosy drzew,
rozwiewa dym z komina,
do ziemi go przyciska,
kołtuniąc chmury w górze,
rzuca wilgocią twarz.


”Rezygnacja”

Widzę tylko plecy,
chłód wdziera się we mnie

coraz mocniej, ciaśniej,
jest już noc polarna,

optymizm pryska w nic,
rozpacz mnie ogarnia,
poddaję się bez walki.


"Ruiny"

W zamku o murach pomarszczonych
jak twarz stuletniej kobiety
z pustych oczodołów wyziera smutek
oglądając się wstecz.

Gdy blaskiem młodzieńczym się pysznił
po alabastrowych posadzkach
wznosząc się w gwiazdy pary wirowały
w rytmie walczyka.

Teraz głucha cisza tu mieszka
osnuta nicią pajęczą
garbiąc kamienne zmęczone ramiona
porasta bluszczem.


„Powroty”

Otocz mnie murem swych ramion
schowaj przed tym co było złe,

wchodząc we mnie odkrywaj twarz
pokazując nagą prawdę,

spuść swoje uczucia z łańcucha,
daj im szansę- niech szczerzą kły,
radośnie merdają ogonem,

znajdź wytłumaczenie milczenia,
otumań mnie swą otuchą,

wróć do tęsknoty za szczęściem
i nie zostawiaj jej więcej,

fałszywa zginie nadzieja .

(04.11.02)


"Codzienność"

Przez palce nam przecieka,
zmarszczoną dłoń zostawia,

nie zatrzymasz jej w miejscu,
jak rzeka płynie dalej,

czasem na małym sicie
zabłyśnie grudka złota,

lekceważącym ruchem,
jak piryt odrzucona,

tylko uważny zbieracz
pod serce szybko schowa,

by jak róża rozkwitła,
otuli delikatnie

i troszcząc się wytrwale,
na skale dom buduje

i dłoń w dłoni zanurza,
by zatrzymać ją dłużej.


„Depresja”

Splątane jesienne warkocze
rzucają piachem w oczy,

na smyczy ciągną chmury,
przysłaniając promienie,

ciasną obręczą ściskają myśli,
wpychając do gardła serce.

Tak bardzo skryć się pragnę,
w gęstym ostępie zaszyć,

zapadając w zimowy sen,
niczego nie czuć,

może z wiosną się obudzić.

(05.11.02.)


„Stroiciel”

Znasz tą malarkę
co z takim kunsztem
pędzla tu używa?

Może muzyka
co jak wirtuoz
w nagich gra konarach?

Ona złotym promieniem
liście, trawę maluje,
on zaś chłodnym oddechem,
smyczkiem po strunach sunie.

Małe krople w dół biegną
żłobiąc bruzdy głębokie
na licu w szkło wtulonym,
para przysłania wszystko.

Ktoś instrumenty stroi.


„Złodziej”

Jesienne łzy spłynęły w kąciki ust
gorzki smak soli mieszał się z ich słodyczą

gęsta mgła okryła zmarznięte kwiaty
wokół uniósł się zapach ziemi i smutku

wygasłe ognisko rozwiał szary wiatr
do mego wnętrza okrutny złodziej się wdarł

zabrał skarby cenne skrzętnie zbierane
obdarł z twego uczucia, nagą zostawił

nie pomogły słów zaklęcia, antaby.

(05.11.02r.)


* * * Listopadowe łzy zawirowały

Listopadowe łzy zawirowały
szarym smutkiem w oczy sypnęły

zagrodziły drogę promieniom jasnym
serce goryczą otuliły

wtrącały mnie coraz głębiej w przepaść
czarną dziurę rozpaczy, żalu

szukałam oparcia, słowa dobrego,
co wydźwignie mnie ze dna smutku

patrzyłam za okruchem barwnej tęczy
co ukrył się w twojej źrenicy

i zechce mój świat ubarwić nadziei
pędzla pastelowym witrażem.

(15.11.02r.)


„Lato”

Spójrz za okno jesień na dworze
zimny wiatr strąca ostatnie liście

tu upalne lato panuje
na twojej skórze pot lśni perliście

pod zwiędłe liście jeż się chowa
ziemia soki drzew zbiera dla wiosny

jak motyl wychodzę z kokonu
twój oddech suszy me skrzydła

i nie zważając na pory roku
w objęciach lata wciąż trwamy.

(02.12.02)


"Echo"

Znowu jesień się zbliża
krótkie dni długie noce
następne opadną liście
kolorowym kobiercem

w sadzie rumienią się
purpurą lata jabłka
słodkim wspomnieniem
pysznią się maliny

pierzaste kłębuszki
płyną po błękicie
chłód samotności
powoduje że drżę

gdzie jesteś radości
co ciepłem otulasz mnie
w blasku płonących polan
wypełniasz oczy dłonie

nie pozwól tęsknocie
by przepełniała puchar
wróć jak bumerang wraca
wróć echo woła.

28.08.03r.


„Na przekór”

Nie zapomina się brzasku
wstającego we mgle dnia
gdy słońce brylanty zbiera
rozsypane na źdźbłach

ni zorzy wieczornej
gdy złocisty płonie krąg
zanurzając się w morskiej toni
a krzyk mew budzi księżyc

nie zapomina się wzgórz zielonych
witających szumem wiatru
wśród krzaków malin i traw
wodą źródlaną na polanie

ani tych chwil
co rozjaśniały szarość dnia
błyszcząc okruchem tęczy
w naszych oczach

nie zapomina się
choć wszystko inne
zabrał czas
tego nam nikt nie zabierze.

(06.10.03r.)


„Jesienne motyle”

Jesienne motyle wirują
przysiadając na ziemi
rozkładają barwny dywan
tysiącem kolorów tkany

nagły podmuch podrywa je
tańczą przed oczami
muskają rozpaloną twarz
wspomnieniem palców

kolorowe plamki tęczy
odbitej w źrenicach
zapatrzonych w żagle
płynące nad nami

wiatr ciepłym oddechem
otula szyję pocałunkami
przenika ubranie
jest we mnie trwa

jedynie on mi pozostał
grając w kominie jak świerszcz
kroplami deszczu
obmywa moją postać.

(27.09.03r.)


„Spojrzenie”

Zapłakały szyby z żalu
na wspomnienie lata
twojej twarzy w słońcu
roziskrzonych oczu

zimny podmuch wiatru
strąca płatki pelargonii
tęczowe łzy spływają ku ziemi
barwnym strumieniem

tak niedawno stałeś tutaj
zatopiony w myślach
otulając ramionami
wdychałeś zapach włosów

znowu jesień przyszła
czas rozstań
samotnych spojrzeń
pustych dłoni.

(01.10.03r.)


"Jesień"

Jesień w deszczowe perły odziana
osnuta nicią parą znad rzek wędrującą
naga w porannej rosie skąpana

jesień na smutnych konarach
smętnie suchy liść powiewa
upstrzone jemiołą samotne drzewa

jesień nie oglądam się za latem
ono już było właśnie wczoraj
a dziś zapłakane okna

nie z wiatrem lecz pod wiatr idę
chłonąc w płuca jego moc siłę
unoszę głowę i żyję mimo wszystko żyję.

2003-11-30


Rzeka wciąż płynie

Spójrz jeszcze trochę będę jak one
pomarszczona z łuszczącą się skórą
w jesienno-zimowym makijażu

jeszcze proste ramiona
pochylą się trzeszcząc w stawach
jak zmurszałe konary

popatrz wciąż czekam jak brzoza
szumiąca pośrodku polany
targana wiatrem okładana piorunami

czasem promień zaplącze się wśród liści
budząc nadzieję i marzenia
powoli gasnące w oparach niepewności

w zamkniętych oczach nie przeglądają się kwiaty
nerwowy zwitek wędruje przełykiem nie dając spać
wiesz...dam szczęście jeśli dożyję.

(19.05.04r.)


Między nami cień

Parawan rzęs łapie krople
ja nie płaczę nie
to tylko pada deszcz

spieszyłam się tak bardzo
parasol leży na szafce
otulam się płaszczem

to nie ja to łkają włosy
tuląc się jeden do drugiego
drżą z zimna

w sumie nie jest tak chłodno
tych dwoje w krótkich rękawach
a mnie trzęsie febra

biegnąc stukają obcasy
niemądre nie uciekną od siebie
pusty pokój cień na ulicy.

(16.05.04r.)


„Nieudolna malarka”

Paletę kiedyś brałam w dłonie
chcąc namalować tęczę
na blejtramie życia

błękit nadzieją syciłam
żółć słońca płomieniem
zieleń zapachem łąki

a gdy słowa czułe niezgrabne
od kamienia odbite
padły posiniaczone pod stopy

witraż misternie składany
prysnął jak bańka mydlana
cierniową koronę założył

dziś nie ma już źródła
co strumień zasila
życie niosąc ze sobą

ktoś farby podmienił
wzrok przysłonił deszczowo
nagie płótno na mróz wystawił.

(17.10.04r.)


„Jak się zabija marzenia”

Nie wiem jak to jest
złożyć obietnicę
i trzasnąć drzwiami
.........
pisałam palcem po wodzie
nikt nie przystanął
w wyścigu po kostkę cukru

tworzyłam zlepek witraży
oczy zwodziły patrzących
złamać kodu nikt nie potrafił
..........
za oknem jednooka
na wietrze tańczyła
starczył rzut kamieniem.

(30.10.04r.)


„Kloszard”

O tej porze roku ono świeci nisko
dając ułudę ciepła
nurza się w porannej mgle

szare wróble jak wytrawne morsy
opłukują piórka w przydrożnej kałuży
zajadle kłócąc się o coś

gdzieś tam ty przewracasz się na drugi bok
tu pierwsza myśl witaj kochanie muszę już iść
cichy stukot klawiatury zostawia ślad

oblepiony nie czytanymi reklamami
podjechał znów opóźniony
połykając rozespany tłum

martwo śpią mijane ulice
zamiatane wiatrem
tańczą szaleńczo złotobrązowe

skulony w kartonowym domu bez dachu
wtulony w pustą butelkę
drzemie.

(31.10.04r.)


„Jesienny aromat”

Rozgarniam liście wspomnień
wybieram płynie rzeka
na wędki gwiazdy łowimy

cichy szum silnika mijają nas myśli
jutro zostało w przydrożnym barze

a my przesypujemy
w rytmie pieszczot morskiej fali

nie paląc zaciągam się do dna
zapisując każdy wariant

przecież nie tej jedynej
gdy cienie tańczyły
w zmiennym rytmie

rozgarniam liście wspomnień
wybieram zapachy
spójrz to twój bukiet.

( 04.11.04r.)


. „Ekshibicjonizm”

Tysiące czarnych znaków
(choć można kolorowo)
wylewa się zza każdego
opisując stan
........
a wiatr miast ciebie pieścił całował
chłodne swoje dłonie
zanurzając w rozwianych włosach

dym co z komina ściele się nisko
wijącą wstęgą wokół tańczył
leciutko szczypiąc w oczy
..........
ktoś mądry powie
(taki współczesny alchemik)
szczypta cynizmu
zapatrzenie (jasne że nie w kogoś)

z tym nie trzeba się urodzić
(chyba że ma się tyle szczęścia)
wyćwiczyć wykuć na pamięć
.........
moja kotka znowu się łasi
naznaczając
wszędzie jej pełno

mruczy cichutko wprost
jesteś moja
szorstko zlizuje słone.

(06.11.04r.)


"Bezdroża"

zamilkły ciemne ulice
poskręcane ramiona zwiesiły
posmutniałe drzewa

przez przeszklone ramy
przenika mroźny oddech
opuszczonego wieczoru

wczoraj zostało po drugiej stronie
bladolustrzanego
bolesnym echem wśród nagich ścian

poważny wzrok nie sprzyja
przygodzie w spódniczce mini
obrączki wyłuskując z dna kieszeni

patrząc na piaskowy obraz
coraz więcej dostrzegam
zaplątanej pajęczyny

07.12.04r.


wciąż niepokonana

wszystko to fałszywe światła
fajerwerki girlandy
zagłuszyć komedię grać

nic jej nie przepędzi
słońce tylko sufit grzeje
odkalkowany niezmienny schemat

by stworzyć ikebanę
potrzeba czegoś więcej
niż kilku zbutwiałych liściosłów

zimne szkielety szyb
nie utulą spierzchniętych ust

23.04.05r.


jesiennie

mgła z dymem w parze
tka wilgotne kobierce
nucąc tęskne melodie

wiatr tarmosi delikatną materię
rozrywając kłami na strzępy
rzuca na pojedyncze ślady stóp

ponad głową smętny klangor
nawołuje do odlotu
ku pulsującym ciepłem dniom

gdy myśli w słowa ubrane
mówiły co czujesz
a dłonie wędrowały plecami

05.09.05r.


tupot białych mew

jakoś tak źle jest w ciszy
gdy słyszę tupot myśli
biegających niespokojnie

echem odbitych od pomarszczonych ścian
przywołujących posiwiałe cienie zimnych dłoni

uregulowałam deltę wyrywając chwasty
złagodniały brzegi piaszczystą łachą
zazłociły się łany

nisko latają dziś jaskółki
ciąży srebrzysto -ołowiane niebo

zabłądziła gdzieś niepozorna strzałka
bez odpowiedzi
nie musisz krzyczeć szepnij tylko

11.09.05r.


rysunki na szkle

za oknem brzozy w strugach deszczu
myją rozwiane włosy
nucąc wieczorną kołysankę

płoną w kominku cicho szczapy
rozgrzewając słowa
podawane ponad stołem

prostują się skulone ramiona
otoczone serdecznym gwarem

odpłynęło wczoraj

zmatowiałe tęczówki nabierają blasku
w ciepłej siateczce zmarszczek

spod kotary powiek
czułość skrycie zerka
napawając się kolejną odsłoną

w pulsującej szkatule
skrywam zebrane okruchy
kiedyś otulone pledem powstaną witraże

16.09.05r.


dotykając smutku

puste spojrzenie w czerń
nie niesie niczego
zgasły nocne świetliki

bierze w objęcia wilgotny chłód
nie dając ciepła tlą się bierwiona
zimno

opada ziarenko kwarcu
spopielała bliska twarz
wykradając uśmiech
zapada noc

17.09.05r.


list

wiesz najmilszy
pięknie tu i jeszcze tak zielono
tylko spokój gdzieś prysł

pęd powietrza chłodzi twarz
a myśli wplątują się w szprychy
muszę uważać ciężarówki szybko jeżdżą

notes zawsze przy boku
długopis cierpliwie zapisuje tęsknotę
a fale wciąż uciekają

to dopiero kilka dni
gdy nie przytulałeś mnie
a zdaje się wiecznością

wracają z cykaniem świerszczy
w kolorowym kalejdoskopie
ułamki chwil gdy

nie nie żalę się
to jesień i pełnia księżyca
gdybym ci ja miała skrzydełka jak gąska

25.09.05r.


zaokienny pejzaż

chciałabym powiedzieć
spójrz jak błyszczą
w promieniach wstającego

rozpięta między źdźbłami
misterna plątanina
schwytała poranne łzy

delikatnie kołysze rześki wiaterek
niosąc wśród drzew
odległe uliczne dźwięki

niepozorny śpiewak
siadł na balustradzie
iskając wilgotne piórka

czy widzisz
nikt nie stoi obok
choć tak lubisz ciszę

22.09.05r.
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15295
Wysłany: 2007-11-17, 15:53   

nie na raz to czytanie

zacząłem od ostatniego
 
 
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2007-11-17, 16:04   

Dziękuję, że zajrzałeś Marku...no cóż są to dość stare wiersze z mojego komputerkowego tomiku i to nie wszystkie ;) ...wybrałam troszkę :P ale wierzę, że nie jest to czytanie na raz :)
_________________
a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15295
Wysłany: 2007-11-17, 16:40   

cd czytania
może? /list/
a zdają się wiecznością
 
 
Maryla


Dołączył: 08 Lis 2007
Posty: 4930
Wysłany: 2012-09-28, 20:07   

Wiele z nich czytałam... gdzieś na innych stronach...
Będę czytać i czytać... :D

Uściski Ami
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Amandalea » jesienna nostalgia


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo