w labiryncie bez ścian w labiryncie bez światła
życie nasze jak ptak tłucze się wieczną nocą
w oczach iskra pragnienia ziarno słońca kiełkuje
może kiedyś zakwitnie jasnym kwiatem
w labiryncie bez ścian w labiryncie bez słów
życie nasze zbłąkane po omacku trzepocze
szuka źródeł radości prawdy kruszy jak chleb
kłamstwa znaczy czerwonym drobnym makiem
w labiryncie bez ścian w labiryncie bez snów
życie nasze jak bańka mydlana krucha pustka
cisza watą utyka wszystkie kręte pasaże
by pomylić drogi wątłym skrzydłom echa
w labiryncie bez ścian w labiryncie bez sensu
życie nasze zmęczone siada w kucki
widzi teraz wyraźną maskę losu przed sobą
słyszy koniec choć ostrożnie podchodzi na palcach
w labiryncie bez ścian w labiryncie co nagle
pośpiesznie chce ratować azymutu zbawczą kreską
życie nasze ze spokojnym uśmiechem odchodzi
ręka w rękę z pewną siebie już tak bardzo śmiercią
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E