znowu wieczór i cisza podchodzi pod dom
w żaglach chmur odpływa horyzont
pomarańczą słońca jest czas
i wiruje coraz prędzej do czerni
ciemnym lotem kończy się dzień
tiulem skrzydeł przykrywa do świtu
*
siedzę sama w kuchni przy oknie
otworzyłam je szeroko jak książkę
z fotografią w palecie Van Gogha
w ramach drzew zaplątanych miłośnie
w szeptach tanga przytulonych do siebie
z braku słów do melodii milczenia
z niepokojem bo długo szukałeś
mnie w tym domu za dużym jak dla nas
siadasz blisko i mówisz Kochana
o tej porze codzienności i życia
co takiego wypatrujesz za oknem?
i wiem dobrze że na to pytanie
odpowiedzi szukamy oboje
*
bierzesz w dłonie moją twarz jak owoc
milknie pejzaż szeroką poświatą
mówisz jesteś moim niebem i ptakiem
jestem twoim cieniem na zawsze
mówię jesteś moim morzem spokojem
ja dniem twoim wiecznym zapatrzeniem
***
ciepły księżyc widzę w twoich oczach
piasek gwiazd rozsypany na skórze
noc nad nami i z nami w ramionach
nasze okno w palecie Van Gogha
wirujący granat drzew złoto komet
błękit serca
i odpowiedź poznajemy oboje
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E