Jedna, druga, trzecia... Kolejna, jeszcze mocniejsza i bardziej gorzka, będzie tego warta?
Czy zasady są dla silnych, czy dla słabych? A może pytanie „które” i „wobec kogo”?
Najważniejsze to być wiernym sobie, ale któremu?!
Wszystko się polepiło.
Stłumione światło i jasność pomroczna to dwie strony medalu.
Zraz, kurwa, zostanę przeklinającym filozofem, który przekroczył granicę obłędu. Bez paszportu, a co gorsza, bez powrotu. A może jednak "co lepsza"?
Podobno w kosmosie ciekawiej. Tak czy owak, brak grawitacji musi zostać zauważony.
Bezustannie tych dwoje idzie ze sobą do ostatniej krwi.
Trzecia mam poważny problem. Chyba ich kocham. Na pewno. Patrzeć już nie mogę na rzeź i zamęt.
Jednak to ja jestem najgorszą. Niedoszłą. Planowałam oboje zabić. Naprawdę.
I do kurwy nędzy, stoję z nożem i nie potrafię, a za to przytulam najpierw jedno, a potem drugie. Teraz już oboje. Nareszcie.
A oni wrzeszczą na siebie, każąc wybierać.
Nie wiem, skąd przyszli. Zapewne z Ciszy. Potem już zostali, kolorując mój ekran czarno-biały.
Ta mozaika, podobnie jak rzeczywistość, jest potłuczona i absurdalna. Nic się nie klei, nie składa i nie trzyma.
Jasność wypaliła, altruistyczna i idealistyczna czarodziejka, zbyt naiwna i niezdolna do zmiany.
Rozmawiam też z Mrokiem, ale ciągle walczę z tym kochanym psychopatą;
wiem, że lubi przejąć kontrolę, dlatego pierwsza wycieram nim podłogę, a potem on, gdy padam zrujnowana, poszukuje zemsty, ale też ma swoje racje, tak gorzko słuszne.
W końcu, sobą nawzajem udręczeni, siadamy całą Trójcą.
I milczymy.
Zbyt indywidualistyczni. Wyobcowani nawet wobec siebie, byliśmy dziwną rodziną, bez szans na zgodę. Dopóki nie zrozumiałam.
Kochać znaczy usłyszeć.
_________________ Kiedyś, spotykając kogoś, zastanawiałam się, czy dana osoba mnie lubi, a teraz w tej samej sytuacji, zastanawiam się, czy to ja lubię tę osobę.