Siedziałem przy biurku wpatrując się w monitor i rozmyślając kto może szkodzić Karpiom, postanowiłem od jutra przyjrzeć się kolegom Klaudii na czele z tym Mateuszem. Oczy zaczęły mi się zamykać, w domu panowała absolutna cisza. Włączyłem po cichu telewizor żeby coś mi gadało i pozwoliło nie zasnąć ale na niewiele się to zdało. O wpół do drugiej nie byłem w stanie już usiedzieć przy biurku, dosyć intensywny dzień dał o sobie znać zmęczeniem. Ustawiłem laptopa tak żebym z łóżka mógł widzieć monitor, wyłączyłem telewizor i położyłem się. Niemal natychmiast zasnąłem.
Obudziło mnie jakieś dziwne uczucie, coś było nie tak, czułem dziwne drętwienie w nogach, które szybko przesuwało się w górę mojego ciała. Po chwili cały byłem dziwnie odrętwiały. Nie spałem, wszystko czułem, słyszałem ale nie mogłem wykonać najdrobniejszego ruchu, próbowałem coś powiedzieć ale i to okazało się niemożliwe. Nie wiem czy oczy miałem zamknięte czy otwarte ale pokój wyglądał dziwnie, jakby taki za mgłą. Wyobraziłem to sobie? Czy faktycznie jakaś mgła zapanowała w pokoju. Usłyszałem skrzypnięcie podłogi, chciałem się poderwać lecz nie mogłem, nie mogłem ruszyć nawet palcem. Po chwili rozległy się ciche kroki w moim pokoju, ktoś ewidentnie powoli zbliżał się do łóżka. Opanował mnie jakiś dziwny strach, ogólnie to trudno było mnie przestraszyć ale niemożność wykonania nawet najmniejszego ruchu, cała ta sytuacja spowodowała, że się bałem. Poczułem chłód taki jak wieje od niedomkniętego okna zimą, kroki powoli lecz nieuchronnie zbliżały się do mnie. Wysilałem wszystkie mięśnie żeby wstać, poruszyć się, coś krzyknąć ale bezskutecznie. Mogłem tylko leżeć i bezradnie czekać na to co miało się wydarzyć. Coś nade mną zamajaczyło, jakiś cień, który po chwili uformował się w postać starszego człowieka w czarnym garniturze i w kapeluszu. W pierwszej chwili myślałem, że to pan Karp ale to nie był on. Osobnik w moim pokoju był dużo starszy od Karpia i bił od niego lodowaty powiew. Twarz miał pociągłą, starą, pomarszczoną, złą a w miejscu gdzie powinny być oczy znajdowały się dwie czarne dziury. Zjawa stała nade mną i przyglądała mi się czarnymi otworami. Nadal bez powodzenia próbowałem coś zrobić cokolwiek, postać pochyliła się nad moją twarzą tak, że mogłem z bliska zobaczyć dwa czarne otwory zamiast oczu. Zobaczyłem w nich bezdenną ciemność coś jak otchłań, która mogłaby mnie pochłonąć gdyby tylko chciała, jakbym spojrzał w twarz swojej własnej śmierci. Owładnęło mną przerażenie, miotałem się w niewidzialnych więzach a przynajmniej próbowałem. Myśli galopem przelatywały mi w głowie zacząłem się bezgłośnie modlić w duchu, cała mocą swojej duszy: " Zdrowaś Maryjo, łaski pełna..." postać pochyliła się jeszcze bardziej nad moją twarzą, poczułem odór, przywodzący na myśl rozkopane groby, wilgotną śmierdzącą ziemię. " ....Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami...." nagle mój upiorny gość się wyprostował i powoli zaczął się rozwiewać w powietrzu. Jeszcze w głowie zabrzmiał mi szept " Boga tu nie ma " i zniknął całkowicie. Koszmarny paraliż puścił mnie i z rozmachem usiadłem na łóżku. Serce waliło mi jak młot pneumatyczny, byłem cały spocony i roztrzęsiony. Rozejrzałem się po pokoju ale po mrocznej postaci nie było ani śladu jak i po chłodzie i smrodzie. Miałem właśnie wstać do laptopa żeby zobaczyć czy coś się nagrało pod moimi drzwiami czy w korytarzu gdy rozległo się walenie w ścianę i usłyszałem krzyk Klaudii z sąsiedniego pokoju.
- Ratunku! Tato! Panie Piotrku! Ktoś jest u mnie! Na pomoc!
CDN
_________________ Kto zobaczy prawdziwą ciemność już nigdy nie będzie taki sam.