Schodzą się schody z lewa, prawa,
Gwar kolorowy miesza szyki
Poutykane tłumu głowy
Jak te śródleśnych kęp maliny
Różnojęzyczne tną okrzyki
Przestrzeń dla posług chłopców i dziewczynek,
Facio wymiata brudy lata.
Gazety piszą, trudna sprawa,
Polityk grzmi: Trzeba wymiatać,
Bo dość kolorów własnych mamy
I niepotrzebne oczepiny,
I żaden zysk to, aby swatać
Się przyszło, aż na pokolenia -
Facio wymiata brudy lata.
Po mszy niedzielnej jest zabawa,
Tańczą dziewczynki tańczą chłopcy,
Na niebie gromadzą się chmury,
Zarzucą sieci zgarną dzieci,
Sadza pokryje ciała obcych,
Fale pochłoną bez wytchnienia,
Zmywając Facia z brudem lata.
Niczyja będzie tutaj wina, Ziemia,
Bo w pysze cała tkwi przyczyna,
A świat, jak świat, poradzi sobie
Z przypadkiem istot spiętych w fobie -
Takie nachodzą mnie sny czasem.
09.11.24. 8:55
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
Ważny wiersz, zmusza do przemyśleń, a sen wcale nieradosny, świat zmienia się nie na naszą korzyść, ale korzyść kreującego naszą przyszłość Facia. Przyklaskujemy takim czy owym hasłom, trendom, bez namysłu.
sugestywny wiersz łączący obraz tłumu z refleksją nad oczyszczaniem społecznym, pełen symboliki i niepokoju, który zostawia czytelnika z pytaniem o przyszłość.
_________________ Jestem jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek.
Oj tam, oj tam – każdy ma w sobie iskierkę, którą może czasem zabłysnąć. Twoje wiersze są wyważone, symboliczne, czasem niepokojące. Żeby coś pod nimi napisać, muszę je czytać uważnie, niekiedy dwa razy, żeby komentarz nie wypadł jak z sufitu. Nie zawsze umiem przekazać to co czuję czytając Twoje wiersze..
_________________ Jestem jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek.