Stos ofiarny ułożony,
kłody piętrzą się ku sklepieniu,
na szczycie wieży, katatonik położony,
oddaje ducha w ostatnim urojeniu,
W jego wizji Twe oblicze,
kobieta idealna, tak wrażliwa i tak piękna
szyderczo śmieją się gwiazd znicze,
z naiwności głupca, na którego miłość jesteś obojętna,
Płomień, który rozniecić ma brewiona,
jest iskierką przy pożarze uczuć człowieka,
śmiejcie się niebieskie istoty, weź szatanie duszę w ramiona,
dogorywa idiota żyjący fraszką, która przed nim ucieka
Języki ognia pną się po konarach,
gęsty dym otula duszę odchodzącą z ciała,
doczesność otulona w piekielnych kotarach,
uwolniona dusza od cierpienia, w którym się hartowała
Odejdź, daj dogorywać w pokoju,
Nie niszcz, nie patrz, nie mów,
Bądź lub daj odejść po ciężkim boju
Do krainy wiecznych snów.
_________________ Bo widzisz, żeglarstwo dziwna to fortuna...