POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Leszek Wlazło » Poszukiwania 2006
Poszukiwania 2006
Autor Wiadomość
Leszek Wlazło 


Wiek: 69
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 19032
Skąd: Wrocław

Wysłany: 2007-11-19, 20:28   Poszukiwania 2006

Powstałe z chaosu

Dawne mansardy gościły geniuszy,
w mrocznych pokojach rozszalała wena,
szelest papieru po butelkach pustych
niosła, płynąc w marzeniach.

Niedojedzone samotne wieczory,
pełne szaleństwa, ubranej w kształt muzy,
zmuszały umysł aby zechciał tworzyć,
w fantazji się zanurzyć.

Nad ranem dziecko śpiącego artysty
zrodzone z bólu odwiecznych rozterek,
lśniło jak klejnot, pokoleniom przyszłym
wpajając treści głębie.

*********************************

Melodyjny wieczór

Niesione głosów różnobarwnym brzmieniem
nutki płynęły po niewielkim wnętrzu.
Spotęgowana moc w chórzystach płynie,
w sile ust pięćdziesięciu.

Wrażliwe twarze ręką dyrygenta
poprowadzone wydają muzykę.
Barwną opowieść przenoszoną w dźwiękach
w słowiczym śpiewie słyszę.

Akompaniament muzyków natchnionych
stapia się w jedno, zadziwia nastrojem.
Świec zapalonym tańczy każdy płomyk.
Brawa padają gromkie.

**********************************

milcząco

spojrzałem nieznajomej w oczy
świat zawirował
czułem dotyk
choć nie padają żadne słowa
żar pali w głębi
trwa rozmowa

zadrżał w dekolcie ciała fragment
koronką wsparty
ustom także
suchość przynosi oddech każdy
odległość dręczy
płoną gwiazdy

*********************************

dysonansem

bicie zegara dochodzi z ciemności
z wolna poranek czyści z mroku niebo
może ze świtem zmęczenie popuści
uśmiech łagodzić będzie lico słabo

troska o jutro sen przegania z oczu
ponure myśli rozsadzają głowę
leje się gorycz wewnętrznego płaczu
życiem steruje ramię losu mściwe

*********************************

Subiektywnie

Z tych samych liter pisane są słowa,
których znaczenia nie rozumiem.
Chcę je upiększyć, nowe treści dodać,
wyzwanie światu rzucić butnie.

Próbuję złożyć, ubrać w prostą formę,
magiczne ciągi różnych znaków.
Fotografując wieloznacznym ostrzem
podaję swoją wizję czasu.

*********************************

Rudowłosa

Mam przed oczyma dwa warkocze,
misterne fale spływają wzdłuż ciała
pachnącym łąką splotem.

W dotyku miękki, gładki atłas
trącony gubi zaplatane więzy,
lśni bladoruda krasa.

Słońce zachwyca się tym pięknym
zjawiskiem, promyk przegląda się w lśnieniu,
wschodzi zazdrosny księżyc.

***********************************

Metafizycznie

Dotykam piórkiem pieszczotliwych myśli
podkoronkowe bladoróżowości.
Niewidzącymi oczyma chcę wyśnić,
cień wstydu spłoszyć.

Wyczuwam drżenie przechodzące w spazmy,
gdy wyobraźni splątały się fale.
Wspólnie umysły pragną razem marzyć,
dochodzić znaczeń.

Płochym dotykiem obnażyć cielesność,
sięgając przerwać grodzące bariery,
strukturę wdzięku odkrywając piękną,
ustami przemyć.

**********************************

Sekretna komnata

Zetknięcie, które słodko mroczy,
wyzwala serca lekkie drżenie,
przekaz, wyraźny myśli odczyt,
spotęgowanych żądzą westchnień,
wprawia w wirowy taniec ściany,
szalone tany.

Wnet rozchylony sezam wnętrze
odsłania, skarby nieprzebrane,
rys tajemnicy, tkanej piękniej
niż rozgwieżdżony w noc firmament,
wciąga urokiem, wzrok odurza
zmysłowa burza.

W rozbłysku perły cień się wije,
spływa po gładkich alabastrach,
w feerii doznań orgii istnej,
przepych zniewala i ugaszcza,
rozpala płomień, magię przędzie
w słonym obłędzie.

**********************************

Wkrótce

W górskich dolinach już niedługo
wzejdą krokusy, przebiśniegi.
Zieleń odsłoni wiosny urok,
powiewem regle natchnie świeżym.

Na wyłoniony z bieli kamień
wejdzie jaszczurka kolorowa.
Słońcem potoku nurt zapachnie,
woda odbije iskry w oczach.

Ptaki zbudują nowe gniazda,
ze snu obudzą się niedźwiedzie.
Pięknu oddamy hołd w oklaskach,
echo ku szczytom je poniesie.

********************************

Wpisane w komnaty

W starym gmaszysku przenikają ściany
półprzeźroczyste postacie, wpatrzone
w szklisto-ziemiste cienie wizji słabych,
spętane czasem nie potrafią odejść.

Zbłąkane nocą tchnienie miłowania
kartą legendy w przeszłość spływające
trwa nieprzerwanie, chociaż los nastawał,
spróbował zniszczyć w zawiści niemądrej.

Pamięć tragedii gmin przez lata niesie,
jednakże nic już nie zdoła rozłączyć
tego, co trwale wpisane jest w przestrzeń,
srebrną poświatą wypełniając kąty.

**********************************

Na przegranej pozycji

Zwiedzione gracją, aromatem,
jakimś owocem, co nie pomnę,
plemię Adama pokonane,
bez szans do boju zmierza żołnierz.

Generalicja, ta Piotrowa,
w niezrozumiałym dla mnie trybie,
(sensu przez wieki nikt nie odgadł)
pcha do zagłady coraz bliższej.

Przebóg, wszak w górze rządzą chłopy,
(a może tylko mi się zdaje?)
czemu sztyletem rażą ostrym,
niszczą mężczyznę cięgiem zdarzeń.

Mamią finezją koronkową,
niebiańskim kształtem, głębią podniet,
wszelkie opory w czarze topiąc,
w rozkosznym tchnieniu więzi słodkiej.

*********************************

Przez pryzmat

Kobieta barwnym jest motylem.
Trzepotem skrzydeł muślinowych,
wyzwala tchnienie sercu bliskie.
Natura piękne wizje tworzy.

Z gracją rusałki, przezornością elfa,
rozszczepia szarość postrzegania świata.
Rozwagi, z dozą bezradności, przeplot
ziemię okrasza.

Zwiewnie przemyka, wabi, nęci,
kusząc, zniechęca jednocześnie,
wieczne pragnienie, rzadziej przesyt,
nieodgadnione źródło westchnień.

Kaskadą włosów delikatność spływa.
Wpatrzeni w blaski anielskiej postury
z umiłowaniem oddajemy prymat
należny, słuszny.

*********************************

Jedynie tak

Dzięki czarodziejskiej różdżce,
życie mogłoby być lepsze,
świat się biedy mógłby ustrzec.
Dzięki czarodziejskiej różdżce,
zimy mogłyby być krótsze,
szczęście by płynęło deszczem.
Dzięki czarodziejskiej różdżce,
życie mogłoby być lepsze.

*********************************

Nieskończoność

Nie ma początku i końca nie widać,
tajemnym splotem zmysłowo pobudza,
powraca śladem, periodem przepływa,
wije się skręca ślad wstęgi Möbiusa.

Tajemnym splotem zmysłowo pobudza,
drżącym szelestem pragnienie podsyca,
wije się skręca ślad wstęgi Möbiusa,
do zatracenia wspina się po szczytach.

Drżącym szelestem pragnienie podsyca,
wiruje ziemia, z nią wszystko dokoła,
do zatracenia wspina się po szczytach,
jęki w rozmowie zastępują słowa.

Czas nie śmie płynąć scalając dwa w jedno,
nie ma początku i końca nie widać,
jedynie chwilę pozwala odetchnąć,
powraca śladem, periodem przepływa.

**********************************

przebudzenie

niby przybyła lecz próżno jej szukać
nie zawitała pod strzechy promiennie
hula po polach śnieżna zawierucha

stąpa nieśmiało po puchu dziewuszka
nasyca wonnym zapachem powietrze
niby przybyła lecz próżno jej szukać

ślad pocałunku przemyka po ustach
okruch słoneczny uśmiechu garść niesie
hula po polach śnieżna zawierucha

zmarznięte chęci wiatr lekko porusza
wiosna przywraca postrzeganie świeższe
niby przybyła lecz próżno jej szukać

z wolna powraca przedzimowa buta
wzrok coraz bystrzej penetruje przestrzeń
hula po polach śnieżna zawierucha

mimo że mrozy zimą jaźń zasnuta
sądziłem z tchnienia że przyszła nareszcie
niby przybyła lecz próżno jej szukać
hula po polach śnieżna zawierucha

**********************************

subtelna panienka

Niepostrzeżenie bocznymi ścieżkami
Aleją w parku wytapiając zimę
Dziewczęca postać w odzieniu jaskrawym
Emocje budząc kolorowym świtem
Szła lekkim krokiem z uśmiechem na twarzy
Z oddali świergot pojedynczy słyszę
Łagodny wietrzyk potrąca gałązki
A ciepłe tchnienie ośmieliło pąki

Wszystko się zmienia zielenią pokrywa
I chęć do życia rozbudza w przyrodzie
Olśnione oczy promienieją w iskrach
Słońce przegląda się w tafli jeziornej
Niechciane smutki zatopmy z marzanną
A nowe siły niech nigdy nie słabną

*********************************

Niby niewiele

Jest taki rodzaj więzi co przybliża,
czasem nieznaczny ślad zaledwie,
z muzyką pięknych wspomnień płyta,
odległych westchnień.

Wraca z pamięci zapomnianej dłoni
dotyk, taktowny głos z oddali.
Samym istnieniem cienie płoszy,
pozwala marzyć.

Nieraz wystarczą krótkie dwa słowa,
choćby rzucone w dal pośpiesznie.
Niewymuszone, sensu doda:
pamiętam, jestem.

*********************************

Zatrzymane obrazy

Widzę misie koala wśród eukaliptusów,
zagubione w bambusach czarnobiałe pandy,
wieloryby, delfiny w środowisku własnym,
słonie, zebry, żyrafy w afrykańskim buszu.

Dzikie stada dostrzegam pośród dębów, buków,
smukłonogie kozice w blasku ognia watry.
Wiele istnień onegdaj pełnych życia, żwawych,
ukazuje się z kartek pozbawionych ruchu.

Ileż trzeba stuleci, żeby człowiek zatarł
wszelkie ślady pobytu, egzystencji zwierząt,
których piękno przypomni nam jedynie plakat?

Homo sapiens bezdusznie wciąż kieruje schedą,
umieszczając jej cienie w leksykalnych hasłach,
rozumowi swojemu nieustannie przecząc.

**************************************

W zawirowaniu

Poprowadzona kompozycją Straussa
para tancerzy na pustym parkiecie
wiruje na trzy, niosą ich w rytm walca
porywy westchnień.

Czas zwolnił biegu, jedynie muzyką
rozbrzmiała rzeka pełna magii, czarów.
Płynące dźwięki całym ciałem słyszą
spleceni w tańcu.

Nic nie istnieje, zatarły rys ściany,
uśmiech i oczy będąc całym światem,
wymową dłoni promyk szczęścia słaby
wplotły w toń marzeń.

********************************

Wieczorny spacer

Łamią się fale na mieliźnie,
grzywy spienione prężą w słońcu.
Na falochronu gładzi śliskiej
zalśnił bursztynu złoty okruch.

Mewa na wietrze kołysana
bielą odcina się w lazurze.
Morze rozlewa się po piaskach,
na ląd się wdziera z wiatru szumem.

Widzę łabędzia jak dostojnie
próbuje zmagać się z przypływem.
Nad horyzontem tarczy płomień
do snu sposobi się leniwie.

*********************************

Przebrzmiałe oznaki

Stary elf, na ławeczce, siedział wśród zieleni.
Początkowo sądziłem, że to wyobraźnia
legendami próbuje rzeczywistość przebić,
jednak nie, bo realny świat go wiatrem smagał.

Zagadnięty opowieść rozsnuł w zamyśleniu,
w pewnej chwili grymasem lico ból wykrzywił,
kolce ciało dopadły, nie potrafił przemóc
licznych oznak cierpienia, nie dokończył myśli.

Oddech z życiem uchodził, padło z ust, dlaczego?
Wizerunkiem wstrząśnięty przytrzymałem głowę,
co bezwładnie sunęła na spotkanie z ziemią.
Wiedział obraz baśniowy, że powinien odejść.

Rozsypuje się prochem, ginie błysk odbicia,
pozostałe fragmenty po prawości przodków
umierają w człowieku, grzebie ślady dzisiaj,
zamiatając okruchy archaicznych odczuć.

*************************************

zachwyt

weszła muzyka w warkoczykach
białych bluzeczkach
ze wstążkami
na scenę instrumenty dźwiga
nieco spłoszona zanim

dźwięki dojrzałe młody talent
z wnętrza mógł dobyć
instrumentów
spłynęły na widownię żwawe
nutki tożsame pięknu

*********************************

Kanony bytu

Myśli dręczące mimo woli gaszą,
łamiąc skutecznie wprowadzają w bezsens
motto istnienia, jego godność własną.

Próżno tłumaczyć, sens nadawać czasom,
kiedy na co dzień wywołują dreszcze
myśli co dręczą, impet woli gaszą.

Pieniądz wszechwładny, zamroczenie kasą,
rządzi rozumem, pcha by mieć wciąż więcej.
Motto istnienia godzi w godność własną.

Choćbyś się zaparł, z własną zadarł rasą,
fale próbował zatrzymywać, deszcze,
myśli okrutnie impet woli gaszą.

Coraz liczniejsi żyją w kłamstwie, kradną,
stają się normą, obejmując kleszczem,
mottem tłumaczą niegodziwość własną.

Dokąd świat zmierza, ślę pytanie lasom,
czerpiąc haustami rześkie z gór powietrze,
Myśli dręczące nieustannie gaszą
motto istnienia, jego godność własną.

**********************************

Bez animuszu

Myślę że poznać charakter z daleka
Aż chce się czasem piętnować przywarę
Rusza powoli jakoby chciał przestać
Unik jedynie wykona z zapałem
Długo nieskładnie startuje guzdrała
Aby przypadkiem się werwą nie skalać

**********************************

Metamorfoza

Pióra z anioła, raczej z anielicy,
życie obrywa, wiatr do piekła niesie.
Diabeł na gładkim stawia czarcią pieczęć,
ślady lubieżne rozpoczyna liczyć.

Chroni resztkami woli wianek czysty,
młodość świadoma głębi tła wyrzeczeń.
Pióra z anioła, raczej z anielicy,
życie obrywa, wiatr do piekła niesie.

Świeżej urody czar jaskrawo błyszczy.
Włosy, palcami namiętności ślepej,
chwila wiodąca prosto ku uciesze,
czesać zaczyna, czyniąc szczęście bliskim.
Pióra z anioła, raczej z anielicy,
życie obrywa, wiatr do piekła niesie.

**********************************

Ważkie pytania

Feniks narodzi się na nowo,
z gniazda wyfrunie jak przed laty.
Sen to, czy jawa? Wieczna młodość
rwie się do lotu, by nie stracić
ni chwili więcej, w nowym tchnieniu,
meandry losu pragnąc przemóc.

Czy to możliwe, czy być może,
że duch spalony, klątwą starty,
mógłby jak dawniej światło dostrzec,
z życia rachunków złych nie płacić?
Czy taka wiara to głupota,
przez którą błaznem można zostać?

Czemu uczciwych tulą mosty,
goszczą krętaczy piękne wille?
Czyż nie przestanie los się droczyć,
szczęściu da spojrzeć w oczy z bliższej,
nie przekrzywionej perspektywy?
Na odpowiedzi nie śmiem liczyć.

*********************************

Jutro

Nękają zwierzę robactwa wszelakie,
nie z głodu gryzą, to mógłbym zrozumieć.
Wbijają zęby nienażarte paszcze
rechocząc szpetnie, cudy świata ósme.
Cmentarna wrona nad głowami kracze.
Powtarza echo: nasze już jest, nasze!

Z padliny larwy lustrzano podobne
wypełzną, klony współczesnej poczwary
zaleją wszystko, obsmarują błotem,
zamydlą oczy, kwiatem nazwą badyl,
nastanie Król-Szczur, poprowadzi w obłęd.
Powtarza echo: w grobie sczezną, w grobie!

***********************************

znaczenie

to mimowolnie upuszczona łyżka
dziegciu psująca wyśmienite strawy
bezgłos co w ustach zaciśniętych krzyczał
zanim się w słowo zamienić odważył

to śpiew słowika więzionego w klatce
podcięte skrzydła nawykłe do lotu
odgłosy marzeń wyrażane słabiej
czerwoną kroplą gdy musiało pokłuć

to jednak słońca promienie po burzy
rozjaśniające nurt splątanych myśli
co w zakamarkach nie przestają kluczyć
pośród radości oraz zdarzeń przykrych

*********************************

Punkt widzenia

Kobieta barwnym jest motylem.
Lekkości ruchów nie oddadzą słowa.
Zauroczony, patrząc, milczę.
Czymże przy gracji są zachwyty?
Na co przy pięknie mógłbym liczyć?
Mijam kolejną zgrabną postać.

Samczym instynktem obnażam ją wzrokiem.
Boginka, niczym rajska Ewa,
rozkołysaniem kształtnych bioder,
w potrzasku bieli koronkowej,
płynie. Powabu pragnie dotknąć piewca.
Poeta w spadające liście
wpisuje zachwycony błyskiem
oczu, ponętny ciała heban.

**********************************

Imaginacje

Przenikam wzrokiem przez bezkształtne cienie,
mroczne widziadła pozostają w tyle.
Brnę po omacku niczym ślepiec.

Pęka zasłona, w krajobrazy
wtapiam spętane czernią myśli.
Próbuję tchnienie sensu wydrzeć,
dotknąć zgubione gdzieś odczucia,
siebie odszukać.

Pragnę koszmarów wizje zabić,
beztroskę wyśnić.

Mara zaciera nić wytchnienia,
budzi i znowu jaźń usypia.
Powtarza w nieskończoność schemat,
rozbija witraż.

********************************

w świetle płomyków

kamienne róże deszcz jesienny chłoszcze
w zadumie miesza się ze łzami
wspomnienia dają w błogą przeszłość spojrzeć
w czas który minął jeszcze zanim

stojąc przy czarnym marmurze dostrzegam
mamę jak krząta się po kuchni
ślady dzieciństwa chwil beztroskich echa
wyczuwam mocny ojca uścisk

smutek przywiany wraz z pożółkłym liściem
kieruje myśli w przemijanie
strumień postaci po uliczkach płynie
łącząc się w jedno słowo pamięć

***********************************

Spoza zasłony

Autor ma władzę, uśmiercić peela
może lub wysłać go za morza.
Łagodny może miarkę przebrać,
w wierszu przemienić się w tytana,
pod włos lwa na wybiegu głaskać,
i zrobić to bez zbędnych obaw.

Autor przemawiać może jak kobieta,
chociaż ma brodę i wąsiska.
Lęk wysokości mając, przepaść
pokonać może jednym skokiem,
udać klinicznie czysty obłęd,
i z dalajlamą się przywitać.

Autor dyskretnie nieraz siebie w strofy
wpisuje, chociaż temu przeczy.
Może dać życie, rzec mu dosyć,
prawiczkiem będąc, pięknie kochać,
pogonić licznym wrogom kota,
diabłem rogatym być wśród świętych.

Autora jednak zdradzi gdy blefuje
to coś, co mieszka między wierszem.
Wprawy nie trzeba jednak dużej,
by odszyfrować sens natury.
Ściany iluzji łatwo zburzyć,
spojrzeć w prawdziwe wieszcza wnętrze.

********************************

Pozostałości

Kiedyś posiadłem dar czytania myśli,
ni stąd, ni zowąd przybył z bólem głowy.
Przychodząc na coś musiał liczyć,
może chciał królem zostać w marnym ciele,
niby niewiele.

W pracy nastąpił pierwszy odczyt.

Jakby w rynsztoku ktoś głowę zanurzył,
w cyklonie obelg, chamstwa burzy.

Nieznacznie tylko zadrżały mi usta,
chociaż wewnętrznie brakło skali Beauforta.
Chyba coś wyczuć mój podwładny musiał,
bo naraz w myślach zaprzestał mnie chłostać.

Mógłbym napisać o postawach epopeję
i pewnie hitem roku by się stała,
odrzeć świat z piękna, miłości bliźniego,
uczynić zamęt, oburzenia hałas,
pod wpływem mimowolnych zwierzeń,
dokonać przełom.

Pola, równiny, górskie krajobrazy,
jedynie one nazwać prawdą bym się ważył,
reszta to bełkot, iluzja, nienawiść,
człowieczeństwa ślady.

*********************************

Regresja

Dziwnie znajome miejsca, znamiona przeszłości,
głęboko tkwiące strzępy minionych wydarzeń
ujrzałem wyraziście, w głowie powstał zamęt.
Podświadomość wyczuła dawnych wcieleń dotyk.

Nieznaną, obcą postać dostrzegają oczy,
a może to rojenia w hipnotycznym transie?
Niewiele przed nią życia, z każdą chwilą słabnie,
o wybawienie nie śmie przerażona prosić.

Skąd znam tamtej istoty zagmatwane dzieje?
Odgrzebując z pamięci coraz nowsze ślady
brnę po nieodgadnionych ścieżkach niczym ślepiec.

Czy uznać wbrew nauce, że mogło się zdarzyć
i w przyszłości powinno to spotkać mnie jeszcze?
Z tajemniczym uśmiechem los rozdaje karty.

**************************************

respons

ogień i woda spleceni w uścisku
ponad rozumem więź odmierza lata
jest w niej uczucie lecz niechcianych zgrzytów
dźwięki brutalnie rujnują harmonię
wyrywając z objęć
trudno jest po nich wracać

pęta zaprzęgu powszednieją z czasem
dyszel rozdziela to co było bliskie
głazy pod koła okrutny los kładzie
toczy beztroskę poza zasięg wzroku
daje gorzki smak poczuć
ściele drogę opadającym liściem

jednak czy musi dzielić to co łączy
po co błahostkom pozwalamy rosnąć
gest powinien spajać czuły dotyk
na bieg wydarzeń będzie ripostą

********************************

Reminiscencje

Wziął mnie jak dziwkę z ulicy,
szybko i brutalnie dokonał aktu zemsty.
Dotknie ją, może na to liczył.
Pokonana
zbierałam gest pogardy zamiast,
pytaniem w oczach się speszył.

Żałosny był przy tym stary głupiec,
mylnie rozumiał sens wyrzutu.
Psia krew dogodził mi, potem jak kundel uciekł,
ciężko dyszałam na łóżku.

Przyjdzie, wiedziałam o tym,
nie oprze się pokusie,
znowu ujrzę te przerażone oczy.

Odejścia i powroty stały się rytuałem,
zmieniała się sceneria.
Odarta z marzeń
kochałam i przeklinałam, Boże przebacz.

Zmrożona wódka musiała go zastąpić,
samotność wyzierała z kąta.
Cholerny świt ktoś za oknem włączył,
wstałam, żeby posprzątać.

*********************************

Reminiscencje - odbicie

Była fizycznością, nic nieznaczącym epizodem.
Zadając gwałt myślami był przy innej,
lżył brakiem uczuć. Mijał przyśpieszony oddech
równie szybko jak pamięć o zdarzeniu.

Jeszcze spojrzał w oczy, zdołał się przemóc,
potem żałował, bo poczuł się jak chłystek.
Pokonaną zostawił na łóżku,
wyszedł, gdyż słowo mogło boleśnie ukłuć.

Wiedział, że wróci tkwiąc w periodycznym schemacie,
zwierzęco zaspokoi potrzeby
i odejdzie, znowu niezatrzymany płaczem.

Odgadł, że piła, musiałby być ślepy
by nie dostrzegać zmieniających się etykiet.
Był przy niej w jakiś dziwaczny sposób.
Zmagającej się z bytem
wspaniałomyślnie starał się pomóc.

Czasami jedynie refleksje czyniły z niego człowieka.
Na chwilę przestawał dostrzegać w niej tamtą kobietę,
w pokoju pojawiała się zapalona świeczka,
wracało życie wraz z zapomnianym śmiechem.

******************************************

Wizerunek

Świadomość, że jestem piękna,
uzyskiwała potwierdzenie w lustrze.
Kolejny kieliszek rozmywał obraz.
Czy piękny może być niepotrzebny rupieć?

Pogardzał mną i jęczał,
po wszystkim mówił, że jestem słodka.

Przeglądając się zrzuciłam bluzkę,
wyuzdana wbrew naturze.
Czas nie naznaczył piętnem ciała,
hołd urodzie składał.

Piersi falowały pieszczone włosem,
jakby namiętnym dotykiem ust.
Ucisk paseczków czułam jak chłostę,
pamięcią wymierzanych rózg.

Z milionem kryształowych oczu
przez chwilę nie byłam sama.
Już dawno miał tu być, oszust
po raz kolejny skłamał.

********************************

Wizerunek - odbicie

Była piękna, jednak drażniły go narcystyczne zapędy,
godziny spędzone przed lustrem
to jakby czas wykradziony dłoniom. Puste
objęcia - kurzem przyprószone sprzęty,
mimowolnie przyrosłe do pilota palce,
drżały zapomnianym tańcem.

Bez sensu mijane ulice
kłaniały się witając znajomego.
Który to raz? – liczę,
samotność przekazuję drzewom.

Wrócił, zawsze wracał,
namiętności brały górę.
Zatracał się w koronkowych paskach,
na chwilę, na bardzo krótko zapominał.
Wnętrza wypełniał klimat,
cienie ożywały ruchem.

Szklarz, dobry znajomy, jutro
wprawi kolejny raz w ramę,
w przestrzeń dwuznacznie pustą,
niewypełniony wdziękiem fragment.

Uwikłany w periodyczny schemat
jakby z oddali słyszę – do widzenia.

********************************

W objęciach

Dzwonek zelektryzował zmysły, podniecił.
Nagie ciało poczuło zmoczone deszczem włosy.
Piękny był, w blasku świecy
nieśmiałość płoszył.

Opleciony lianami odnalazł drogę,
nieprzytomna wydałam krzyk zranionego ptaka.
Trwał mistyczny obrzęd,
strumień rozkoszy oddalał się i wracał.

Był delikatny i brutalnie zarazem
dotykał sedna, czytając w myślach.
Czułam jak słabnę,
świadomość powoli odpływa.

Cudownie cucił pocałunkami,
wtulona skryłam się w ramionach,
palcami delikatnie włosy gładził,
wypowiadając czułe słowa.

**********************************

W objęciach – odbicie

Nacisnął dzwonek czując oddech za drzwiami,
nagie pośladki rozgrzały ręce.
Pozbawiły ubrania niecierpliwe liany,
oplotły żądzą przy muzyce westchnień.

Była jego i po chwili w jedność
połączył odgłos zranionego ptaka.
Trwało mistyczne piękno,
strumień rozkoszy oddalał się i wracał.

Czytając w myślach nie wahał się na rozstaju,
bez trudu pozbawiając świadomości.
Czuł bezgraniczne zaufanie bezwładu,
omdlałych rozżarzonych ogni.

Łzy popłynęły z nieprzytomnych oczu,
łkanie ukryło się w ramionach.
Palcami delikatnie dotknął włosów,
pokój wypełniły czułe słowa.

********************************

Zapach

Miała zabawne kropeczki na nosie,
ślady słonecznych pocałunków.
Uwikłany w beznadziejny pośpiech
nie dostrzegałem smutku
w przygaszonym uśmiechu.

Odeszła w sierpniu.

Minęły lata, a nadal
jej ciepły głos mnie budzi.
Parzy wspaniałą kawę z cynamonem,
krząta się koronkowy muślin,
zaklinając pogodę.

Zamieszkałem z piegowatą ciszą,
piszę dla niej wiersze.
Często rozmawiamy milcząc.
Kalendarze przypominają sierpień.

*********************************
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Leszek Wlazło » Poszukiwania 2006


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo