Liście parkowych klonów od spodu prezentują się na różowo.
Jak życie, niezagracone mężczyzną, na którym zaplatała kości.
Niegroźna Zosia przed zjawiskowym złotokapem głośno
modli się o miłość. Swoją rozpuści w kwaśnym wierszu.
Nie podzieli miasteczko na mniej wyrozumiałych i bardziej zacienionych.