bolero maurycego er napełniło mieszkanie
ni to ekstazą ni blaknięciem wczorajszności.
liście stu siedmioletniego jesionu trzepotały
na gałęziach. bardziej podekscytowane gnały
ku ziemi wirując zgodnie z kaprysem wiatru.
ściszył radyjko chyba ktoś tłucze do drzwi.
eee nikt bliski tylko niechciane podpowiedzi
leżą przed drzwiami. jest i kurier z biletami
do nostalgicznych iluzji. nie chcę. mruknął
pewnie fałszywe jak inne akty pochwycenia
foto w ramce pokazywało drogę w cień drzew
za rzeczką. pamiętał wilgotność łęgowego lasu.
żeremia zagonionych w znojnej pracy bobrów.
obojętność obiektywu nie sprzyja uchwyceniu
troski o dostojność jutra ani upartego trwania.
nie dawno mówił czeka na mnie purpurowa łódź.
w śnie jej dziób pruł bryły wrzosowych mgieł
za sterem stał z wiązanką dali stylowy kazimierz.
latarnia cytrynowym punkcikiem kreśli kurs
omijając rafowiska półprawd magicznego teatru.
nadszedł czas zacząć szukanie metaforycznego
zagmatwania w znaku zapytania. niestety nie ma
jednej wykładni chwili ani stałego punktu nadiru.
czas życzliwym przynagleniem zaprasza do piruetu.
bolero maurycego er jest odpowiednią
kanwą dla haftu zwanego żal istnienia.
Ale tutaj dźwięcznie, rytmicznie i nostalgicznie. No tak, skoro Ravel, to musi bujać;) W czwartej strofie jest jeszcze kolorowo i onirycznie i tam jest bardzo malowniczy obraz. Wreszcie nadir w puencie, a właściwie jego brak i zrobiło się ciut filozoficznie, ale to dobrze, bo myśl wędruje tam, gdzie dzieją się ważne rzeczy; gdzie stan oczekiwania, zawieszenia, gdzie nie walczy się z czasem, a wręcz próbuje się go zatańczyć i ustać (piruety), by nie zatopić się w żalu istnienia. Dla mnie to wiersz o przemijaniu pięknie skrojony pod jesień nestora, który wcale się nie lęka i z niczego nie rezygnuje, jedynie zgadza się na to dryfowanie w sensie metafizycznym. Brawo!
brałem pod uwagę zaproszenie przez czas do chodzonego. ostatecznie został piruet. daje zawrót głowy, a chodzony dreptu, dreptu i powolność w przechodzeniu. no i żal się wydłuża.
pozdrawiam.