ANEGDOTY MUZYCZNE
Teresa . . .
to imię zapewne na wszystkie możliwe odmieniał sposoby i pieścił w sercu jego zdrobnienia. Stało się natchnieniem, a jego właścicielka - muzą dozgonną. Miłość do dziewczyny o tym imieniu, którą poznał w domu lichtenthalskiego kupca Groba - jej ojca uskrzydliła talent kompozytora. Obdarzona prześlicznym sopranem śpiewała jego najnowsze pieśni – on, szczęśliwy, akompaniował.
Przedmieście Wiednia Lichtenthal żyło w tamtym pamiętnym dla Europy 1814 roku
własnym życiem. Oto właśnie parafialny kościół pod wezwaniem św. Anny obchodzi
swoje stulecie. I nie wiadomo już dzisiaj, co ważniejszym przyczynkiem do napisania na tę uroczystość muzyki mszy było: wspomnienia z dzieciństwa ( śpiewał bowiem w tymże kościele sopranowe partie w swoim wieku dziecięcym) czy też jakże piękne partie solowe z myślą o Teresie i dla niej w tym utworze zawarte. Na pewno liczył na możliwości spotykania umiłowanej w czas prób. Tak czy inaczej skomponował
Franciszek Serafin Piotr Schubert Mszę F-dur. Pierwsze jej z ogromnym sukcesem wykonanie - w rzeczonym kościele 16 października 1814. Wkrótce, powtórzenie w kościele Augustianów. To już śródmieście Wiednia i inna publiczność. Tutaj też sukces. Partie sopranowe śpiewała oczywiście Teresa Grob. Anotonio Salieri nie szczędzi pochwał kompozytorowi, zarazem przecież uczniowi, bo w owym czasie młody Schubert łaski lekcji u mistrza dostępował.
Teresa ma 15 lat, Franciszek 18. Nie wiadomo jakie nadzieje czyniła dziewczyna
muzykowi. Zapewne miłość była jednostronna. Krępy, krótkowzroczny, o niezgrabnym wyglądzie – dla swojego wzrostu przez przyjaciół nazywany Grzybkiem – nieśmiały i małomówny, ożywiony i nieoceniony tylko wtedy, gdy siadał do fortepianu, zwłaszcza gdy grał do tańca, rzecz jasna nie wytrzymywał konkurencji ze swoimi rówieśnikami.
Dobrze ubranymi, potrafiącymi prowadzić rozmowy, doskonałymi tancerzami ...
Nooo... i ten zawód – muzyk, nauczyciel. Przez trzy lata myśli Franciszek że ożeni się z panną Teresą. Życie napisało jednak inny scenariusz: jej mężem został mistrz piekarski Bergmann. Zdaje się, że to nie jedyny przypadek, kiedy to piekarz zostaje mężem artystki: wielka włoska poetka Alda Merini też wyszła za piekarza. Marnie to się dla niej skończyło. Nie rozumieją się, nie zgadzają co kończy się długoletnim pobytem poetki w szpitalach psychiatrycznych . Faktem jest, że najpiękniejsze wiersze stamtąd właśnie. Ale to inna historia.
Wróćmy jeszcze na chwilę do Austrii i do Teresy. 19 października 1814 pisze Schubert pieśń, która otworzyła nowy rozdział w historii nowoczesnej pieśni artystycznej, „Małgorzatę przy kołowrotku” do słów Goethego. Piosenka Małgorzaty z „Fausta” – słowa, które oddawały romantycznie słodki i bolesny niepokój, niepokój, ale i przecież nadzieje pierwszego uczucia. Słowa – iskry, słowa, które olśniły kompozytora. I mamy dzisiaj arcydzieło, bowiem pieśń ta stanowi szczyt pieśni romantycznej mimo swej prostoty i środków, jakich użył piszący nuty.
Cóż, być może już 20 października mogła Teresa próbować nowej pieśni, bo przecież na sopran napisanej. Kto wie ?
Ja na pewno słuchałem tej pieśni 8 stycznia 2004 roku w warszawskim Pałacu Szustra. To wiem.
Następnym razem o „nieoficjalnej wdowie” po Chopinie. Na imię miała Jane.
I była Szkotką.
Dziękuję! Nawet nie wiesz, jaką sprawiasz mi przyjemność... kiedy (np.) przy muzyce czytam Twoje opowieści, sprawozdania, ciekawostki!... tak wciągające, że czas się zatrzymuje.