Chciałbym, żeby bliscy należeli do spraw,
na które można mieć wpływ.
Starość nawet bez przyrastania i dotyku bólu,
mniej zauważalna, łatwiejsza,
nie stanie się nowoczesna, bardziej modernistyczna
niczym domłacany w jazgocie snopek stroboskopii.
Buszowałem w destylatach, syciłem frazowcami kobiet,
z zakwasem na wszystkie bochenki.
Wysiany po staremu: z płachty, podołka matki,
nie pijam kawy z kostkami bruku po rewitalizacji.
Rodzice zostali zżęci nisko przy ziemi na poszycie
mojej wyjściowej strzechy, dosiewkę zadumy.
Schyleni porastają ścierniska,
przewiani z nieprzeoczonego kłoska.