POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Spodziewamy się
Spodziewamy się
Autor Wiadomość
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-11-16, 23:07   Spodziewamy się

Spodziewamy się



- Spodziewamy się, że po dzisiejszej wizycie przypomni pani sobie o swoim kraju na dłużej, na dłużej – odezwał się urzędnik.

Ogromne biurko zajmowało dużą część pomieszczenia i było oleiście czarne, połyskujące jak nocne morze, z białą latarnią telefonu, stertą żółtych skoroszytów spiętrzonych w przybrzeżne wydmy i dłońmi urzędnika, z tłustymi, różowymi palcami, przypominającymi ugotowane krewetki.

- Zawdzięcza nam pani – identyfikował się teraz z mapą i godłem wiszącym na ścianie, utożsamiał myślą, mową i uczynkiem – dużo, za wiele, żeby po prostu zapomnieć. Nie wymagamy całkowitej poddańczości, ale uważamy, że należy nam się szacunek, pamięć i nieszkalowanie, rozumie pani? nieszkalowanie dobrego imienia.

Z podwórza dobiegły poszarpane ostrymi nutami fanfary, wartkim rytmem grzmiały puzony i kontrabasy. Główną rolę jednak odgrywały trąby, mniejsze trąbki, tuby i waltornie, z szybkim akcentem gradu werbli.

Urzędnik wstał od biurka i podszedł do jednego z lekko uchylonych okien. Był niski, patrząc na jego sylwetkę wrysowaną w tło okna wydawało się, że ktoś poukładał w piramidę sześcienne kostki, jedną na drugiej, nawet głowa była kanciasta. W przyciasnej marynarce, zapiętej na trzy guziki i odpiętym czwartym, nie mogącym sobie poradzić z rozłażącym się pasmem tłustego brzucha, wyglądał na człowieka zdecydowanie zadowolonego ze swojego życia. Oparł się pulchnymi rączkami na parapecie, podciągnął do góry, zamajtał przez chwilę krótkimi nogami a następnie, schodząc na powrót na ziemię, zastukał do rytmu obcasami. Stopy miał nienaturalnie duże, albo zbyt wielkie buty, ze szpicami, na obcasach, beatlesówki, dobrze znoszone, bo gdy uniósł się na parapecie widać było zelowane podeszwy.

- Pięknie grają. Prawda? Pięknie. Ach te nasze melodie, ta nasza scheda narodowa, taka przechadzka z Kolbergiem po kraju, kulturalna, piękne, przepiękne. Od razu serce dumą pęcznieje. Krtań ściska wzruszenie. Żyć się chce i śpiewać, hołubce wywijać. „Natenczas Wojski...” Pamięta pani? Ten o rogu fragment?

Na podwórzu tymczasem werble przycichły, słychać było oklaski a po chwili chór głosów zaintonował:

- Szła dziewe-e-czka do lase-e-czka, do zielonego!
Murami trzęsło powszechne HaHaHa! I ogromna radość rozśpiewanego tłumu.

- A to pani pamięta? Zapewne, zapewne. Taka prosta pieśń, a tyle w niej życia, wesołości, treści. Szkoda tylko, że „szwarny”, prawda? „Bardzo szwarnego HaHaHa!” – zanucił - ale to jasne, świadomość prostego człowieka nie rozumiała potrzeby jednoznacznego, jednolitego języka literackiego, więc poeta... idąc za głosem narodu, za jego potrzebami, tak napisał, prosto, zrozumiałym językiem. „Szwarny myśliweczek”, ileż ciepła, ile kokieterii, ile uczucia w tych słowach. I dalej, cóż za obrazowość, ten chleb, masło, dialog prosty i serdeczny. Alem go zjadła HaHaHa! – zanucił następny fragment.

Odszedł od okna, przypominając sobie, że siedząc przy biurku wygląda poważniej, głównie z powodu swojego wzrostu, czy niedorostu. Nogi przesuwanego po podłodze krzesła nieprzyjemnie zaskrzypiały, ale dla kanciastego urzędnika była to najpiękniejsza muzyka, refren dobrze piastowanego urzędu. Rozsiadł się wygodnie i na nowo zaczął bębnić palcami po blacie.

- Spodziewamy się, że będzie pani dozgonnie wdzięczna ojczyźnie. Jest pani na tyle rozsądną osobą, by o tym pamiętać. Prawda? No i, gdyby ktoś pytał, to nie zrobiliśmy przecież pani nic złego. Docenia chyba pani również naszą decyzję? Postanowiliśmy pozwolić pani na jednorazowy wjazd do kraju, żeby mogła się pani przekonać, że nie taki diabeł, ależ to złe porównanie, no wie pani, nie powinienem używać tu symboli religijnych.

Tak, tak, nasza wielkoduszność nie zna granic. Szkoda tylko, że podatki zabiera pani obcy urząd, ale to nic straconego, jeśli tylko zmieni pani zdanie, może pani tu wrócić, numer podatkowy czeka. Jest pani, jak widać, zdrowa i chyba szczęśliwa.
Braki wyżywieniowe w początkowym stadium pani dzieciństwa, które nie zależały od naszego zaopatrzenia, mam nadzieję nie wyrządziły wielkiego spustoszenia w pani późniejszym samopoczuciu. Wszystkiemu zawiniła stonka, wie pani, stonka i spekulanci.

Mamy na to dowody czarne na białym w postaci jakże wyczerpujących Kronik Filmowych. Podobnie rzecz się miała z owocami cytrusowymi, chociaż akurat stonka nie jest stworzeniem lubiącym soki, lub miąższ grejpfruta na ten przykład – tu oczy urzędnika zaszły mgłą. – Grejpfrut... obce i brzydkie słowo, ale niestety jak robak owocowy wkręciło się w naszą mowę. A wie pani, że to krzyżówka? To malajski Citrus maxima przypadkowo połączony z Citrus sinensis, czyli pomarańczą chińską, jego gorycz jest spowodowana obecnością związku narynginy. Wiem, bo kiedyś studiowałem, dziennie biologię i botanikę, dzięki naszemu wspaniałemu systemowi szkolnictwa. Trzysta ton z hektara, wie pani? Proszę sobie to wyobrazić, trzysta ton owoców z hektara, jakaż wydajność. Ale cóż, nie nasz klimat. Za to jagody obradzają, co roku, dzikie.

No więc, te braki cytrusowe? Nie nasza wina, chałwa również nie. Wieprzowina? Tej prawie zawsze było pod dostatkiem, więc nie powinna się pani skarżyć i brać nam tego za złe. Lata szkolne również powinna pani wspominać z rozrzewnieniem. Rycyna, dentyści szkolni, worki na pantofle, by utrzymać higienę korytarzy, sale gimnastyczne dla zdrowia ciała a umysł karmiony schedą narodową, zabytkami piśmiennictwa narodowego. Prawda? Pamięta to pani? Musiała pani jako dziecko dużo deklamować, słyszałem, słyszałem. W domu kultury Metalowiec? Mam tu notatkę o pani nienagannej dykcji, mimo że pochodziła pani z powojennej rodziny robotniczej.
Kraju, kraju mój barwny...” Gałczyński, o ile mnie pamięć nie wodzi po manowcach? Miał ten twórca w życiu różne problemy, ale przecież każdy popełniał błędy i przetrwał.

Wychowana na takiej poezji, szczepionej od młodości, zapamiętanej, bo takich rzeczy się niewątpliwie nie zapomina, musi pani mieć w sercu dozgonną wdzięczność, miłość i niewygasłe uczucia? Tak myślę, bo nie wygląda pani na niewdzięcznicę. Lata licealne? Co my tu mamy? Jakaś awanturka o długość spódniczki, wagary, wycieczki szkolne, czyny społeczne. No właśnie, jak to z tymi czynami? Jest kilka minusów, i oj, co ja widzę, to najgorsze, oj pełna rubryczka: pochody, ucieczki z pochodów, wykręcanie się od niesienia szturmówki? To bardzo poważny zarzut. Wie pani o tym prawda? Mam tu kilka krzyżyków, zaznaczone, czerwono na białym. No nieładnie, ale zawsze można to zwalić na karb młodości, niedojrzałości ideologicznej, złe wpływy rówieśników, budzącą się świadomość, nieodpowiedzialność spowodowaną pochopnością decyzji. Jest jeszcze załącznik, zeszyt czysty, bezdrzewny z fotosami zagranicznych aktorów. To też błąd młodości, na te fotosy można patrzeć przez palce. A wie pani, ja od małego lubiłem westerny, wojenne albo westerny. Miałem nawet taki „komwbojski” kapelusz i chustkę pod szyję a także karabinek KBKS z wyciorem. Ech, tak bym teraz pobiegał z tym KBKS-em a później wyciorem go poczyścił, na glanc.

Studia... Widzę, że nie mogła się pani zdecydować z kierunkiem, ale wciąż jakiś język, języki, to dobrze, dobrze, dobrze to o pani świadczy, lingwistka znaczy. Nasz język przecież nie dla potomków gęsi, czy jakoś tak. Pierwsza praca w biurze podróży... Orbis? O, widzę, nie Orbis? Jakieś inne, nic nie szkodzi, nie szkodzi, po Demoludach pani podróżować chciała, doświadczeniami się wymieniać, buty skórzane kupować, tak? Pięknie, pięknie, wymiana kulturalna, a także materialna jest pierwszym szczeblem na drabinie poznawania innych cywilizacji.

Już wtedy panią ciągnęło dalej, co? Na załączniku zdjęcie z kawiarni „Kolorowa” z dwoma studentkami ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, tak duży kraj, długa nazwa. Jakoś tak biednie wyglądają na tym zdjęciu, chudo.
Pewnie pani już nie pamięta, ale my to mamy ładnie poukładane, w segregatorach mamy, osobne teczuszki, tajne, rozumie pani, tajne. Ściśle tajne, dla oczu władz tylko, takie na kluczyk, i z szyfrem. Bardzo tajne. Niektórzy to nawet poumierali z tą tajemną wiedzą i nie ma komu teraz otworzyć. Ale my sobie poradzimy, wcześniej, później, my mamy czas. Potrzeba dla chcącego jest matką, prawda? Czy jakoś tak. To, to co pani jadła w tej „Kolorowej”? Nie pamięta pani – uśmiechnął się z rozrzewnieniem urzędnik „kancik” – A widzi pani, jak się przydajemy? Odświeżacze do pamięci, to nasza misja dziejowa, rola życiowa, jesteśmy mistrzami pamięci. Zbieramy wszystkie drobiazgi, nawet takie niby małe, nieważne, co mają minimalistyczne znaczenie dla egzystencji indywiduum ludzkiego, ale dla nas to wagi państwowej, wartość ma ogromną, bo później można cały kontekst zbudować, udowodnić, czy człowiek dobry, czy zły, uczciwy, czy tylko przez nieuwagę na manowce poszedł, czy z samozaparcia.
To jak, pamięta pani, co pani jadła? Nie? To ja z przyjemnością przypomnę:
bryzol z pieczarkami i cebulką, ziemniaczki gotowane z pietruszką, surówka z marchewki i kiszonej kapustki, kompot truskawkowy, herbata ulung, napoleonka. Ho ho, to dużo, z pierwszej pensji tyle wyskokowych pozycji. A te studentki? Dam sobie rękę, a niechże nawet i ucho uciąć, na pewno się już nie odezwały. Niewdzięczni ci ludzie, prawda? Wydaje się, że człowiek człowiekowi zawsze pomóc powinien a oni na inną nutę.
I widzę, że po bryzolu się pojawiają problemy, wie pani, od razu widać, po rubryczkach. Ja rozpoznaję od razu, czy ktoś prowadzi obywatelskie, odpowiedzialne życie, czy też tylko i wyłącznie o swoje dobro dba. Od razu to widzę po rubryczkach. Egoista, altruista, kontrabandzista, prześliczna wiolonczelistka, natychmiast poznaję.

Urzędnik spojrzał uważniej na dokumenty w teczce i zamknął ją, po czym pulchnymi paluszkami zawiązał przybrudzoną tasiemkę. Kropelki potu pojawiły się na jego różowiutkim czole, nie skażonym zmarszczkami. Usiadł wygodniej, palce przypomniały sobie o bębnieniu. Zza okna wkradał się świergot wróbli, gruchanie gołębi, pisk opon, czasem wycie syreny policyjnej, wycie wozu strażackiego, alarm banku, buczek fabryczny, muzyka bezpiecznego ojczyźnianego krajobrazu. Urzędnik siedział bębniąc i wyglądając na zamyślonego.

- I tu nam pani zginęła. Zawieruszyła się. Niedopatrzenie takie z naszej strony. Akurat mieliśmy duże zmiany personalne. Burze dziejowe nas zaskoczyły, nieodwracalne przemiany, ludzie tracili głowy, takie było zamieszanie. No i widać pani to wykorzystała. Żeby z mężem i żeby z dzieckiem, to było karygodne zaniedbanie. Agent Nosek, mogę pani podać to nazwisko, bo i tak jest pseudo, to agent Nosek panią zgubił. Oto ostatnia notatka ołówkiem kopiowym, jego charakterem pisma, nie proszę nie zatykać uszu, to już jest odtajnione. O, nie zauważyłem wcześniej, agent Nosek wspomina ligustr. Wie pani, że ten ligustr „jest najbardziej popularnym krzewem żywopłotowym. Doskonale znosi cięcie, po cięciu ulega zagęszczeniu. Ma bardzo małe wymagania glebowe, jest odporny na zanieczyszczenia powietrza. Niektóre odmiany, szczególnie te o ozdobnych liściach łatwo przemarzają.” (1)? Tak moje studia się odzywają w tumanie zapomnienia, odłogiem leżały a teraz jak znalazł. Agent Nosek pisze:

„Obserwuję z gęstwiny przerośniętych ligustrów.
YZO na spacerze z głębokim wózkiem i niemowlakiem w nim.
Niemowlak ryczy. Dostaje skórkę chleba z pobliskiej piekarni, żeby się zamknąć. Nie ryczy.
Spotykają się na przystanku autobusu 77, róg Głównej i Przechodniej z mężczyzną w okularach. Całują się. Niemowlak śpi w okruchach.
Idę do WC.
Jak wróciłem ich nie było. Pod adresem następnego dnia też nie.
Uwaga: W służbowym przebraniu listonosza udam się sprawdzić, ale jutro, bo dzisiaj bibka też służbowa.”

To były czasy, wie pani, to były piękne dni.
I tak nam pani znikła, jak ta kamfora z przysłowia. Była, była i nie była, nie ma. Puff, obłoczek, para taka, rozpłynęła się i teczkę trzeba było na kokardkę i na półeczkę. Ale nie w przedawnione, nie, najpierw idą w podejrzane. Musi być porządek i kolejność czynności, wie pani, procedura. To nas ratuje, bo ludzie są bałaganiarze, nigdy bez rozkazu nic sami nie położą na miejscu, mało takich z inicjatywą. Mówią, że ci co ją mieli, to wyjechali, udali się jednostronnie za rubieże. Dobrze, że w podejrzanych pani była, bo jak zaczęliśmy zwracać uwagę na brata, to połączyliśmy zgrabnie różne zbiegi okoliczności i niewytłumaczalne paczki i wyższy standard zakupów. I?
I się nam pani znalazła. Tyle radości. Bo my nie lubimy, jak się ktoś nam gubi, zabłąka, bez kaganka, bez myśli przewodniej w tłumie znika. Jakże się cieszę, ogromnie, szczerze, że będzie ciąg dalszy, że teczka się odświeży i na inną półkę z racji statusu przejdzie. Sam przeniosę. Niech pani się nie martwi, już się pani nie zawieruszy.


Urzędnik mówił to z nieukrywaną radością. Zapomniał przy tym o bębnieniu, nie przeszkadzało mu spocone różowiutkie czółko. Rozpiął tylko marynarkę z trzech guzików, czwartego nie musiał, bo poczuł się u siebie, pomyślał, że wypada, tak długo przecież rozmawiali, że właściwie znają się jak łyse konie, bo inne porównanie nie przychodziło mu do głowy.

- To co panią do nas sprowadza? W podaniu jest napisane, że brat. No muszę przyznać, że to dobry powód. Chociaż, chociaż, powód czasem może być kłopotliwy. Rodziny się nie wybiera, jak to mówią. Tym bardziej, że to jedyny brat. O, ale widzę, że jest i siostra. To pięknie, samotność w dzieciństwie to bardzo smutny okres, trzeba unikać. No, ale pani do brata. Rozumiem, rozumiem. I twierdzi pani, że od kilku lat nie wie pani, gdzie brat jest. Ciekawe, ciekawe... A może wyjechał, tak jak pani, może go znęciła złudna obietnica Eldorado, pueblo łatwych zarobków i traktowania człowieka? Skąd ma pani pewność, że nie wyjechał? Jego patriotyzm? Eee, to jeszcze nie ostateczny powód, żeby przywiązać się do kraju na zawsze. Majętność przywiązuje, przyzwyczajenia, teściowie. Może miał jakieś inne powody, żeby unikać z panią kontaktów? Różne rzeczy się zdarzają, wypadki chodzą po ludziach, wie pani, różnie się kończą nawet błahe dyskusje, ludzie czasem nie wytrzymują napięcia, coś chlapną, powiedzą. Albo wręcz przeciwnie, są uparci i nic nie mówią. A my nie mamy czasu, nie mamy cierpliwości, nie chcemy tracić zasobów narodowych na takie błahe sprawy.


Urzędnik zaczął przekładać skoroszyty. Z ich żółtej wydmy na biurku wyłuskał jedną teczkę, rozwiązał brudną tasiemkę i zagłębił się w lekturę dokumentów. Cmokał przy tym, sapał, uśmiechał się, kręcił głową to przecząco to twierdząco, na koniec wyjął z kieszeni spodni chusteczkę i głośno wydmuchał nos.

Za oknami muzyka trochę przycichła, teraz niosło się spokojne, rozlane, rozkołysane:
Ukochany kraj, umiłowany kraj,
ukochane i miasta i wioski.


- Zawsze wzrusza mnie ta melodia. Wie pani? Łatwo się wzruszam. Pani historia także mnie wzruszyła. W podaniu pisze pani, że chce się zobaczyć z bratem i nie ma pani żadnych innych życzeń. To jak z tą Genewą, czy Wenecją? Zobaczyć i umrzeć, to się nazywa determinacja. A ja lubię i szanuję ludzi, którzy wiedzą o co im chodzi. No właściwie nie widzę przeciwwskazań. Obiecaliśmy przecież, że może go pani zobaczyć, to nas nic nie kosztuje. Pani będzie łaskawa tylko podpisać ten blankiet i zaczniemy drogę urzędową.



Do Kierownika Działu Żółtych Skoroszytów

W związku z nagłym, niezaplanowanym zgonem przesłuchiwanego, sprawa zostaje umorzona. Przesłuchiwany, obywatel XYO stawił się do naszego urzędu na codwutygodniowe przesłuchanie na tematy dotyczące jego siostry, IO-Z po mężu. Nie posiadał, jak zwykle, żadnych informacji o miejscu przebywania swojej siostry, czym budził od dłuższego już czasu zrozumiałą i głęboką nieufność naszego aparatu. W związku z decyzją odgórną, domagającą się akceleracji odzyskiwania informacji, skorzystano początkowo z łagodnej perswazji a następnie z nowoczesnych technologii interrogacji, lecz na wskutek problemów z siecią elektroenergetyczną, w godzinach szczytu pobierania mocy, w czasie rozmowy z przesłuchiwanym doszło do nieprzewidzianych i nieodwracalnych konsekwencji. Zejście przesłuchiwanego było nagłe i niestety, jako że przedwczesne, w rezultacie nie dało żadnych wyników.
W związku z powyższym postępowanie przeciw obywatelowi XYO zostaje umorzone w trybie natychmiastowym i bez odwołania.
Nadmienia się również, że obywatel XYO nie ponosi żadnej odpowiedzialności za zaistniałą sytuację a także nie wiążą go żadne finansowe zobowiązania.

Z poważaniem
w zastępstwie Generała
Naczelnik


Za oknami słychać było kolejną piosenkę. Tym razem śpiewały dzieci i w największym oknie biura, od czasu do czasu, pokazywał się pędzący kawałek kółka graniastego, uformowanego przez wychowawczynie przedszkolne z ich milusińskich:
Ale mama bardzo płacze,
Że już Julci nie zobaczy
Julcia się odwróci
I do mamy wróci.


Śmiech towarzyszył kręcącemu się kółku. Jasne warkoczyki migały w słońcu, furkotały rozwiewane pędem chłopięce grzywki.

- Widzi pani, tyle pani traci. Tak pięknie śpiewają, bawią się, takie to niewinne, młode, swojskie, radosne, przaśne, rumiane, bez rozumków jeszcze. A niechże się kręcą jak najdłużej.
- O, proszę, tu jest list naszego Naczelnika. Miał być od Generała, ale Generał jak zwykle bardzo, bardzo zajęty. Pani to oczywiście rozumie?
Urzędnik podał list, wyjęty wcześniej z żółtej papierowej teczki.



- Jeszcze czegoś takiego w swojej karierze nie widziałem – mówił urzędnik, bawiąc się sznurem białego telefonu. – Wydawało mi się, że mam do czynienia z osobą zahartowaną ciężkim życiem na obczyźnie, tam ich uczą panowania nad uczuciami, nie tak jak w naszej duszy, otwartej, jak to szczere pole, z sercem na dłoni, przecież tam się ciągle bez względu, uśmiechają i nic ich nie dziwi w życiu a tu nagle taka reakcja. Zupełny brak opanowania i kontroli. Przesada, do przesady, naprawdę. Takie to było nieestetyczne.

Urzędnik działu D.Ż.S. odsunął krzesło od biurka, podszedł do dużej zasłony, za którą stał antyczny patefon na korbkę. Na półce za patefonem odnalazł swoją ulubioną płytę. Zaczął kręcić korbką i nostalgia zaćmą przysłoniła mu oczy. Czarny krążek obracał się chybotliwie, trzeszczała igła, zabrzmiały słowa piosenki:
"Powróćmy jak za dawnych lat
W zaczarowany bajek świat..."


Lekarz z urzędu podpisał krótkie oświadczenie:
„W związku z niefortunnym zbiegiem okoliczności obywatelka IO-Z, ubiegająca się o widzenie ze swoim wcześniej zmarłym bratem XYO, którego zejście spowodował atak serca, zmarła w obecności urzędnika z działu D.Ż.S. Prawdopodobną przyczyną zgonu była reakcja na lekturę sprawozdania Naczelnika w zastępstwie Generała o śmierci XYO, brata IO-Z.


Notatka prywatna:
Reanimacja nie powiodła się, ponieważ baterie w aparacie do reanimacji zwanym „aparatem do ożywiania pozornie umarłych”, przeciekały od dawna, czego nikt w porę nie zauważył. Rzadko ktokolwiek odchodzi z naszego urzędu w taki sposób i stąd zrozumiałe, choć niewątpliwie karygodne, zaniedbanie.

Wynik autopsji:
Pęknięte serce.”

© Elżbieta06-26-11-16 2008
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15295
Wysłany: 2008-11-16, 23:15   

aaaaaaaaaaalllle czytania ....
póki co przebiegłem niektóre akapity
ale ... wrócę .... i przeczytam całość
- szkoda (może), że przeczytałem ostanie dwa akapity ...
 
 
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2008-11-17, 08:53   

Jak nie czytam długich tekstów na komputerze tak ten Elżuniu od początku do końca....świetnie napisane tylko tyle powiem :)
_________________
a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2008-11-17, 11:37   

Po lekturze... Czar PRL-u stanał mi w oczch jak żywy... Kształtowano nas na swój obraz i podobieństwo i jakimś dziwnym trafem nie zawsze się to udawało. Wymyki, umyki, testy z cyklu "jutro też wam uciekniemy". Czasami świadkowie tragedii i pękało serce...

Świetnie to napisałaś. Dobra lektura.

Pozdrawiam
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Leszek Wlazło 


Wiek: 69
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 19039
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-11-17, 18:09   

Przyłączę się do pochwał po lekturze od deski do deski. Nigdy nie doświadczyłem w tamtych czasach takich rozmów, ale jeden jedyny raz w wydziale paszportowym spotkałem człowieka, który był jakby sobowtórem opisanego urzędnika. Pan ten zrobił się czerwony jak burak, gdy grzecznie poprosiłem o podstawę prawną wymagania ode mnie w zdjęciu paszportowym odsłoniętego ucha. Nadmienię, że przeszkadzało mi to, gdyż wtedy nosiłem dłuższe niż obecnie włosy. Po krótkiej rozmowie, pan widząc moją determinację w dotarciu do stosownego dokumentu z wyrazem triumfu okazał mi rzeczony akapit. Grzecznie podziękowałem udając się do fotografa. :)
 
 
Lucy 
Lucyna Mamczur


Dołączyła: 07 Lut 2008
Posty: 2997
Skąd: strawberry fields
Wysłany: 2008-11-17, 20:54   

Świetnie napisane Elżbieto! :padam:
Już sama nie wiem czy wolę Cię jako autorkę tych wszystkich niesamowitych opowiadań, prozy poetyckiej, baśniowych tekstów, czy jako poetkę... ;)
E tam! Pisz wszystko, co Ci pani W. podpowie, ku mojej uciesze :D
_________________
Każdy ma swój kawałek nieba
 
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15295
Wysłany: 2008-11-17, 22:55   

Lucy napisał/a:
ku mojej uciesze


mojej, naszej ... :D
:padam:
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-11-20, 22:40   

Marek napisał/a:
aaaaaaaaaaalllle czytania ....
póki co przebiegłem niektóre akapity
ale ... wrócę .... i przeczytam całość
- szkoda (może), że przeczytałem ostanie dwa akapity ...

Marku, no trochę literek jest do przebycia, ale może nie będzie tak źle :cool:
Co do zakończenia ... hmm, jeśli je przeczytałeś zanim poznałeś początek, to trudno, stało się. Jedno jest pewne: wiesz, czego się spodziewać :)
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-11-20, 22:42   

amandalea napisał/a:
Jak nie czytam długich tekstów na komputerze tak ten Elżuniu od początku do końca....świetnie napisane tylko tyle powiem :)

Li :) to mnie cieszy.
Jest to dla mnie ważny tekst z wielu powodów...
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
nuta niepokorna 
Danuta Zasada


Dołączyła: 22 Cze 2008
Posty: 14517
Skąd: Gliwice / obecnie Göteborg
Wysłany: 2008-11-20, 22:43   

a ja jak powyżej rzekli - przecież nie będę jak papuga za nimi :D :D ;) Powiem tylko poczytało sie świetnie :D
_________________
wieczność przed nami i wieczność za nami
a dla nas ... chwila - między wiecznościami
 
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-11-20, 22:46   

el napisał/a:
Po lekturze... Czar PRL-u stanał mi w oczch jak żywy... Kształtowano nas na swój obraz i podobieństwo i jakimś dziwnym trafem nie zawsze się to udawało. Wymyki, umyki, testy z cyklu "jutro też wam uciekniemy". Czasami świadkowie tragedii i pękało serce...
Świetnie to napisałaś. Dobra lektura.

El dziękuję za przebrnięcie przez długi tekst.
I masz rację jest tu i dawny czar Pe-eR-eL-u.
Kształtowanie na siłę często wywołuje odwrotne skutki, masz rację.
A serce pęka do dzisiaj i nie przestanie...
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-11-20, 22:52   

Leszek Wlazło napisał/a:
Przyłączę się do pochwał po lekturze od deski do deski. Nigdy nie doświadczyłem w tamtych czasach takich rozmów, ale jeden jedyny raz w wydziale paszportowym spotkałem człowieka, który był jakby sobowtórem opisanego urzędnika. ...

Leszku, dziękuję za przeczytanie od deski do deski :)
Rozmowy, to jeszcze pół biedy, zauważ, że tu masz do czynienia z monstrualnym monologiem ...
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-11-20, 22:54   

nuta niepokorna napisał/a:
a ja jak powyżej rzekli - przecież nie będę jak papuga za nimi :D :D ;) Powiem tylko poczytało sie świetnie :D

NN :) a czemu nie? to a propos papug :hyhy: papugi to mądre stworzonka, fruwaczki takie, gadułki zmyślne :P

Teraz na poważnie: dziękuję za przeczytanie.
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-11-20, 23:00   

Lucy napisał/a:
Świetnie napisane Elżbieto! :padam:
Już sama nie wiem czy wolę Cię jako autorkę tych wszystkich niesamowitych opowiadań, prozy poetyckiej, baśniowych tekstów, czy jako poetkę... ;)
E tam! Pisz wszystko, co Ci pani W. podpowie, ku mojej uciesze :D

Lucy :wstyd: dziękuję, bardzo dziękuję.

Cieszę się, że nie zmęczyłam, ponieważ to dość długie opowiadanie jest dla mnie - jak wspomniałam o tym wyżej - ważnym tekstem.

Piszę i to i owo, bo jak mówisz pani W. podpowiada. Z jakim skutkiem? To możesz tylko Ty i Inni :) , co w moje strony zaglądają ocenić.
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2008-11-20, 23:01   

Juz za pierwszym razem pomyślało mi sie, że warto posłać Elu ten tekst na jakiś przeglad, czy konkurs prozy.
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Spodziewamy się


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo