końcowy fragment części czwartej:
Wózka przed restauracją już nie było. Kazuki nie zauważył odjazdu pomocnika na kółkach, gdy płacił za posiłek. Kelnerka - na wizytówce przypiętej do białej bluzki przeczytał jej imię - Rosita, sprzątnęła naczynia ze stołu. Kazuki był zadowolony, że burrito nie wymagało noża i widelca, którymi nie potrafił się dobrze posługiwać. Jadł kiedyś stek w angielskiej restauracji w Tokio, nożem i widelcem, ale to było dawno.
Część piąta
Burrito, el burrito tak wielkie, jak twoja głowa - reklama w jaskrawych kolorach wisiała na ścianie innej meksykańskiej restauracji. Rzeczywiście, po wejściu do wnętrza trudno było tego nie zauważyć. Na talerzach gości leżały duże, przypominające zwinięte naleśniki, burrito z czubatą łyżką śmietany, drobno pokrojonymi pomidorami i posiekanym szczypiorkiem, duże, niezdrowe, ale jakże smaczne.
- Co dalej? – pytała zniecierpliwiona dziewczyna, szukając w torebce chapstick’a o smaku malinowym.
- Jeszcze dokładnie nie wiem, ale niedługo się wyjaśni – odpowiedziała druga dziewczyna.
- Przecież mówiłaś, że to się wydarzyło, że już było?
- No było, wydarzyło, miało swój koniec, początek.
- Opowiadaj – wtrąciła ta pierwsza, pociągając usta smakiem malinowym. – Mam jeszcze dwie godziny do kolokwium. O, zapomniałam, w tym semestrze pojawiła się nowa studentka, z Tajlandii, jest niewidoma. Wyobrażasz sobie? W obcym kraju? Niewidoma, uczy się języka.
Kazuki wyszedł z terminalowego traqueria. Do kieszeni kurtki, jeszcze przed wyjściem z restauracji, włożył trzy miękkie papierowe serwetki. Czuł, że ma katar, a zapas chusteczek higienicznych, jaki zabrał ze sobą w podróż już się skończył.
Rozglądał się za jakimś pustym wózkiem, żeby nie dźwigać torby.
- Jak to jest – myślał – jak się nic nie ma? Jak to jest? Człowiek rodzi się i nic nie ma. Nie, nie, ma, przecież rodzi się wśród innych, przez innych, dla innych, którzy już coś mają, mają dużo, mniej, więcej, ale mają. Więc rodzi się, żeby mieć. Jest skazany na posiadanie, na świat, w którym jest to, co potrzebne i zbyteczne, razem. Dopiero później może wybrać, co potrzebne i porzucić, co nagromadzone i bez czego można żyć.
Usiadł na fotelu przy bramie numer siedemnaście C. Na niskim stoliku obok położył torbę. Wyjął z niej aparat fotograficzny, włączył go i z uwagą przeglądał zdjęcia z ostatnich kilku tygodni. Po kolei kasował okienko po okienku, wymazywał pamięć, robiąc miejsce na nową rzeczywistość.
Nie miał dokładnego planu na następne godziny, ale był przekonany, że plan przyjdzie sam, zupełnie spontanicznie, będzie się dział, wystarczy tylko poczekać.
Na jakiś czas miał dosyć jakiegokolwiek planowania, tak bardzo wyczerpały go przygotowania do podróży. Dopinanie na ostatni guzik wszystkich najdrobniejszych szczegółów najpierw do samego wyjazdu, rezerwacji, później przyszedł czas pakowania się, pisania listów. Niemałego wysiłku i wybiegów wymagało zebranie pieniędzy na bilet. Pensja sprzątacza nawet tak pokaźnego biura, jak to, w którym pracował, nie była wysoka. Z biedą wystarczyła na utrzymanie się, i to nie samodzielne, dlatego Kazuki mieszkał u matki. Było to ekonomiczne i praktyczne, chociaż miało przewidywalne konsekwencje w jego życiu prywatnym.
Nanami, jego matka - osoba cicha, zgodna, niewymagająca wiele od życia - po śmierci ojca Kazuki przestała pracować, ucieszyła się, że syn będzie nadal z nią mieszkał, chciała się kimś opiekować, być potrzebna. Najprościej było poświęcić swój czas i serce jedynakowi. Ludzie, którzy za dobrze nie znali Kazuki uważali, że nigdy nie był zbyt ambitnym chłopcem, ani teraz młodym mężczyzną, nie zależało mu na wspinaniu się coraz wyżej, na lepszej pracy, większej pensji, promocjach. Nanami pamiętała, że syn kiedyś bardzo lubił szkołę, i że teraz czytał dużo, pasjonowało go kino, kolekcjonował biało-czarne filmy.
Kiedy ojciec, który do samej śmierci, był urzędnikiem w dużej firmie, któregoś dnia powiedział Kazuki, że szukają tam sprzątacza na wieczory i może byłoby to dla niego dobre, zanim nie wymyśli, co chce robić w swoim życiu, Kazuki postanowił zgłosić się do biura, wypełnić druczki i czekał na odpowiedź. Dwa miesiące później zaczął pracę.
Wcześniej musiał przejść kurs dla sprzątaczy, ponieważ, jak się okazało, sam fakt zauważania kurzu na stolikach, czy umiejętności obsługiwania odkurzacza nie wystarczył. Kazuki do tej pory nie miał pojęcia, że na świecie jest tak dużo przyrządów, urządzeń, gadżetów i środków czyszczących, myjących, odkurzających, froterujących, glansujących, polerujących, nawilżających, że istnieją procedury, których należy przestrzegać, że istnieje kolejność sprzątania biur małych, dużych, sal konferencyjnych, toalet, korytarzy, schodów, wind, opróżniania koszy ze śmieci, wycierania klamek, dezynfekcji słuchawek telefonicznych i kontaktów, a także czyszczenia luster.
Po egzaminie, pisemnym i ustnym, dostał zaświadczenie, że ukończył kurs, dano mu specjalny talon na uniform i tak został sprzątaczem.
Praca nie była ani trudna, ani ciężka, wymagano od niego punktualności, dokładności, uprzejmości w kontaktach z pracownikami firmy i oczywiście współpracy z kolegami i koleżankami po fachu. Najgorsze było to, że jego praca zaczynała się wieczorem, wtedy, gdy jego koledzy - jeszcze ze szkoły, a miał ich kilku - czy znajomi z sąsiedztwa wracali do domów.
Kiedy miał wolne, a zdarzało się to regularnie co dziesięć dni, planował dużo wcześniej wypady do Tokio, wyjścia do baru, czy na dyskotekę. Jeśli tego nie zrobił, wolne dni mijały bez specjalnych wydarzeń i po prostu gubiły się w tłumie innych, bezimiennych dni.
- To kiedy zmienisz pracę? – pytała go jedna dziewczyna, która często towarzyszyła jego paczce znajomych w wyprawach na dyskoteki.
- Kiedy? – zastanawiał się – Niedługo, chyba niedługo. Może za pół roku, może wcześniej.
- Pół roku? Pół roku machania szczotą? Jeszcze pół roku odkurzania? Jak to możesz wytrzymać?
W odpowiedzi Kazuki uśmiechał się tylko i mówił, że do niczego mu się nie spieszy.
Dziewczynie chyba gdzieś się spieszyło, bo od jakiegoś czasu przestała brać udział we wspólnych eskapadach.
- Kazuki? – głos w telefonie był trochę zaspany.
Zegar pokazywał za dwanaście siódma.
- Tak? – Kazuki nie lubił, gdy budzono go wcześnie, ale na ten telefon czekał już od dwóch dni.
- Wszystko załatwione – mówił głos. – Przelałem twoją pensję na twoje konto. Wcześniej się nie dało, rozumiesz, są procedury, nie mogę się narażać.
- Rozumiem, Daisuke. Dziękuję, bardzo mi pomogłeś. Nie wiem, jak ci się odwdzięczę? – mówił Kazuki i z przyzwyczajenia kłaniał się przy tym do słuchawki.
- Kazuki, nie musisz się odwdzięczać. Nie teraz, może kiedyś cię odwiedzę – żartował Daisuke – wtedy się nie wypłacisz, możesz być pewien. Muszę kończyć, nie zdążę na pociąg.
- Dziękuję Daisuke, jeszcze raz. Za kilka dni dostaniesz ode mnie list, wszystko wyjaśnię.
- Dobrze, dobrze, lecę, nie mam czasu. Miło mi było rozmawiać z panem, powodzenia Kazuki-san – zażartował Daisuke i odłożył słuchawkę.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
poczytał zafascynowany ... kilka zdań może jako motta sobie wypisać nad biurkiem ?
Elżbieta napisał/a:
Jak to jest – myślał – jak się nic nie ma? Jak to jest? Człowiek rodzi się i nic nie ma. Nie, nie, ma, przecież rodzi się wśród innych, przez innych, dla innych, którzy już coś mają, mają dużo, mniej, więcej, ale mają. Więc rodzi się, żeby mieć. Jest skazany na posiadanie, na świat, w którym jest to, co potrzebne i zbyteczne, razem. Dopiero później może wybrać, co potrzebne i porzucić, co nagromadzone i bez czego można żyć.
ja zaczynam nagromadzone porzucać, wyrzucać, likwidować, podarowywać ....
z niektórymi (zwłaszcza dokumentami moich fascynacji (recitale, spotkania ...) trudno się rozstać ... ale .. i tak ktoś kiedyś wyrzuci, spali, wyniesie do kubłów na makulaturę - więc może lepiej samemu ?
Chyba ostatni sezon "robię" recitale - później wszystko zlikwiduję - kilka segregatorów programów, zapisków, notatek, scenariuszy, recenzji, wycinków prasowych, fotek ...przepraszam za te zwierzenia ale jakoś tak mnie Twój tekst nastroił ...
poczytał zafascynowany ... kilka zdań może jako motta sobie wypisać nad biurkiem ?
Elżbieta napisał/a:
Jak to jest – myślał – jak się nic nie ma? Jak to jest? Człowiek rodzi się i nic nie ma. Nie, nie, ma, przecież rodzi się wśród innych, przez innych, dla innych, którzy już coś mają, mają dużo, mniej, więcej, ale mają. Więc rodzi się, żeby mieć. Jest skazany na posiadanie, na świat, w którym jest to, co potrzebne i zbyteczne, razem. Dopiero później może wybrać, co potrzebne i porzucić, co nagromadzone i bez czego można żyć.
ja zaczynam nagromadzone porzucać, wyrzucać, likwidować, podarowywać ....
z niektórymi (zwłaszcza dokumentami moich fascynacji (recitale, spotkania ...) trudno się rozstać ... ale .. i tak ktoś kiedyś wyrzuci, spali, wyniesie do kubłów na makulaturę - więc może lepiej samemu ?
Chyba ostatni sezon "robię" recitale - później wszystko zlikwiduję - kilka segregatorów programów, zapisków, notatek, scenariuszy, recenzji, wycinków prasowych, fotek ...przepraszam za te zwierzenia ale jakoś tak mnie Twój tekst nastroił ...
Marku, wybrałeś "esencję" a na pewno fragment, który jest jednym z kluczy do całości...
Ja teraz także, przeprowadzki mają to do siebie, próbuję redukować stan posiadania. Idzie to opornie, ale wiem, że muszę, a nawet chcę zredukować.
I dziękuję za zwierzenia, wiele dla mnie znaczą.
serdeczności z Janella
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Daria [Usunięty]
Wysłany: 2009-01-21, 20:04
wciąga.....!!!!!!! pojawiają się też filozoficzne przemyślenia, które uwielbiam:)