POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Oaza - część siódma
Oaza - część siódma
Autor Wiadomość
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-01-23, 19:40   Oaza - część siódma

Kazuki postanowił zjeść śniadanie.
↑ ostatnie zdanie części szóstej.



Część siódma

Powoli zaczynał orientować się w rozkładzie lotniskowych terminali. Znalezienie bramek było najłatwiejsze, z daleka widoczne były cyfry i litery, które prowadziły do wydzielonych części, na przykład 12B, 32D, i tak dalej. Trudniejsze do zapamiętania były skrzydła hali, w których znajdowały się sklepy, bary, restauracje, salki dla rodzin z dziećmi, klubowe pomieszczenia dla wybranych podróżnych, wreszcie hotele, które również miały swoje restauracje, bary, poczekalnie, sale z grami video, salki komputerowe, czytelnie, baseny, sauny, kawiarenki.


Midori zastanawiała się, czy telefon do Kazuki cokolwiek zmieni. Wizyta w biurze i rozmowa z różową rękawiczką pomogły, ale nie uspokoiły. Przeciwnie, teraz cała sprawa „zniknięcia” Kazuki stała się tajemnicza i zaprzątała wszystkie myśli Midori, która rozumiała, że jeśli chce znaleźć odpowiedź, będzie musiała coś zrobić, tylko co?

- Jeżeli nie chce mnie widzieć, jeżeli przez tyle dni nie dał o sobie znaku życia, to znaczy, że nie jestem mu potrzebna – myślała. Właściwie tym razem nie umiała znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia, nie miała pojęcia, co znaczyło jego postępowanie, i chociaż była poniekąd przyzwyczajona do dziwacznych pomysłów Kazuki, tym razem każda odpowiedź prowadziła ją jak na razie w ślepą uliczkę domysłów.

Według Midori, Kazuki nie był tuzinkowym człowiekiem, zdążyła go chyba dobrze poznać przez te kilka lat, gdy byli razem.
- Byliśmy razem? – zastanawiała się – Właściwie nigdy nie byliśmy naprawdę razem, sami, bez innych, tak, ale nigdy nie razem.

Ich randki, te z początków znajomości były jak proza, krótkie sprawozdania, notatki: kto o której i kogo spotkał, co się mówiło, zjadło, czy było zimno, czy padało, grupka przyjaciół, znajomych, jakieś bary, restauracje, spacery przez Tokio, ulicami pełnymi ludzi, zgiełku, w którym można się było zapomnieć, zagubić, ale tylko pozornie.

Ten świat był powierzchowny, chociaż dawał znać o innym swoim wymiarze, gdzie jest słonecznie, spokojnie, gdzie cisza nie męczy, gdzie najpiękniejsze chwile przychodzą nad ranem, gdy przytulasz się do rozgrzanych pleców, stopami szukasz stóp, dłońmi kreślisz krągłość pośladków, palcem zaznaczasz ścieżkę kręgosłupa, odrzucasz prześcieradło i patrzysz i dziwisz się, że jest, że jest tuż obok i nikt nie przeszkadza, nikt nie wejdzie, nikt nie przerwie tego czasu obcym słowem, spojrzeniem.


Kazuki co dziesięć dni miał dwa wolne dni i Midori przyzwyczaiła się do takiego rytmu spotkań. Czasem ona, gdy nie czuła się za dobrze, albo najzwyczajniej nie chciało się jej jechać do Meiji, kiedy miała dosyć słodyczy, pracy, życia, zostawała w domu, zawiadamiała kierownika zmiany, że musi iść do lekarza, bo coś tam, bo jeszcze coś, i zostawała w domu, niby zostawała, bo tak naprawdę w takie dni, jeśli tylko odważyła się podnieść słuchawkę telefonu, dzwoniła do Kazuki.

Telefony u Kazuki odbierała zawsze Nanami, Midori przedstawiała się wtedy, wygłaszała krótką grzecznościową formułkę i prosiła Kazuki. Nigdy nie była pewna, czy go zastanie i dlatego zawsze bardzo, bardzo czekała na odpowiedź Nanami, liczyła na to, że Kazuki będzie w domu, że znajdzie czas na spotkanie, na spacer, na wspólne nieprzewidziane wyjście.

Te nieplanowane spotkania były, były, Midori zastanawiała się, jakie? najlepsze? takie, jak błyszcząca gwiazdka przyklejana na wypracowaniu, za styl, za interesujące poprowadzenie wątku, do zapamiętania do następnego „chorobowego” Midori.


- Dokąd dzisiaj? – zapytała Midori, kiedy Kazuki zjawił się w kafejce, gdzie na niego czekała.
- Do kina – Kazuki musnął jej policzek, nie pocałował, ale dotknął policzka i usiadł naprzeciwko.
- Ostatnia nieprzewidzianka też zaprowadziła nas do kina – trochę rozczarowana Midori poprawiła grzywkę, uparcie spadającą na oczy. Miała swój plan i pomysł na dzisiejsze spotkanie, ale czekała najpierw na jego propozycję.
- Jeśli nie chcesz, możemy tu posiedzieć, nie musimy nigdzie chodzić – odpowiedział.

Midori zauważyła w tonie jego głosu nutę rozczarowania.
- Oczywiście, pójdziemy do kina, bardzo lubię chodzić z tobą do kina, przecież wiesz – chwyciła go za rękę i pogłaskała wierzch dłoni.- Kazuki, Kazuki, ja tylko tak, się droczę. Idziemy?
- Mamy ponad pół godziny do następnego seansu, posiedźmy.

Rozmawiali, siedzieli i rozmawiali, spacerowali i rozmawiali, jechali metrem i rozmawiali, pili śliwkowe wino i rozmawiali, siedzieli w parku i rozmawiali, chrupali orzeszki wasabi i rozmawiali.

Otaczali słowami dzisiaj, wczoraj, przedwczoraj, inne dzisiaj, w słowach pojawiali się ludzie, miejsca, stare książki, telewizja, mówiły też o niczym i jednocześnie o wszystkim, ona opowiadała o siostrze, że w przyszłym roku skończy studia, o matce, która wciąż mieszka z ojcem, ale wciąż i to z miesiąca na miesiąc jest coraz bardziej nieszczęśliwa, o tym, że chciałaby wyjechać do Gifu, na wieś, gdzie mieszka jej matka, babcia, ale nie ma odwagi, nie chce zostawić córek samych, o pracy, o nowych smakach, o cukierkach, które podobno zawojowały rynek, dzieciaki zbierają papierki, historyjki, wymieniają się, a w Meiji w pracy, jak w pracy, dużo pracy, monotonia, ale ona sobie poradzi, jeszcze kilka miesięcy i spróbuje dostać się na kurs przygotowawczy a po kursie egzamin i zacznie się uczyć projektowania, a jak nie, to wymyśli coś innego, jest młoda, a on mówił o biurze, o swojej pracy, ale niewiele nowego, jakieś skandale, rozwody, zawody, romanse, no i jeszcze tylko to ciekawe trochę, że ostatnio przyjęto jakąś białą dziewczynę, która słabo zna japoński, ale się uczy i mówią, że to chyba jakaś pomyłka, a inni mówią, że żadna pomyłka, że dziewczyna studiuje socjologię i pisze pracę o klasie robotniczej w Japonii i chciała mieć praktykę i kontakt z prawdziwymi ludźmi, że matka dobrze się czuje, że już rzadziej wspomina ojca, że nie rozpacza jak kiedyś, że żyje im się spokojnie, i wtedy Midori patrzyła na Kazuki i miała takie inne oczy, jakby chciała o coś zapytać, ale nie miała śmiałości, bo jeszcze nie przyszedł czas, kiedy będzie mu mogła o wszystkim powiedzieć, opowiedzieć o tym, jak była mała, jak płakała, gdy nie umiała wybrać mochi, jak chłopcy w szkole śmiali się z jej nierównych zębów, które teraz już są równe, że kocha piwonie, i chryzantemy, i że kiedyś będzie miała ogród z samymi piwoniami i chryzantemami, a w sypialni będzie bonsai przy południowym oknie, i że będą śnieżnobiałe prześcieradła a poduszki kontrastowo ciemnozielone, ale teraz idą do kina.

- Do tego retro? CineMaxima? – Midori znała odpowiedź, ale mimo to pytała.
- Tak. Mają nowy festiwal, lata siedemdziesiąte. A w nowszej serii same amerykańskie.
- To co wybrałeś?
- The Terminal, gra Tom Hanks i Caterina Zeta-Jones, naprawdę dobry film – Kazuki poprzestał na tej uwadze.
- Kazuki - Midori zdziwiła się wyborem - ale my już widzieliśmy ten film.

Była prawie pewna, że film oglądali kilka miesięcy temu w innym kinie, przy uniwersytecie.
- Tak, widzieliśmy, ale tu będzie większy ekran, lepszy głos, zresztą to niezły film – Kazuki bronił wyboru. – Niektóre filmy można oglądać po kilka razy, kilkanaście – uśmiechnął się do Midori. Tym uśmiechem przepraszał, że znowu nie robi tego, co ona by chciała, ale miał nadzieję, że go rozumie, że następny raz będzie tak, jak ona sobie zaplanowała.

- Gdybym nie wiedziała, że jesteś takim fanatykiem kina, to pewnie nigdy więcej bym się już z tobą nie umówiła. Wiesz? – tym razem trzepnęła lekko jego dłoń spoczywającą na stoliku.
- Wiem. Następne chorobowe będzie takie, jak sobie zażyczysz, dobrze? Mido? Mido od cukierków, Mido-o-o, o słodka? – żartobliwie zaglądał jej w oczy i odsuwał spadającą grzywkę.

Midori siedziała jak zelektryzowana, jego dotyk zawsze wprowadzał ją w taki stan, ciepły prąd, zaczynający się od iskierki w miejscu, które dotknął, dłoni, czoła, policzka, ramienia, przechodzący przez twarz, w górę do czoła, przez szyję, plecy, piersi, chwile, niezapowiedziane, krótkie jak rozbłyski świetlików, pulsujące przyspieszonym rytmem serca.

- Dobrze, dobrze – gasząc świetliki odpowiedziała Midori. – Możemy zobaczyć drugi raz, a później trzeci jak chcesz, czy czwarty, a może nawet pożyczyć dysk, obejrzeć w domu. Kazuki, fanatyku.

- Życie jest jak film, którego zakończenia nie znamy – nie wiedząc o tym, oboje myśleli tę samą myśl, dwa strumienie, dwie świadomości. Następne myśli prowadziły jednak w różne strony.

© Elżbieta
dwudziestego trzeciego dnia stycznia 2009 roku
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15295
Wysłany: 2009-01-23, 22:46   

Elżbieta napisał/a:
Kazuki co dziesięć dni miał dwa wolne dni i Midori


i sobie poczytałem,
w powyższym pozbył bym się drugiego "dni"
 
 
Daria
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-24, 01:24   

to samo, co Marek, mam nadzieję, ze to nie koniec, bo mnie wciąąągło. a miałam iść spać, czy będą inne części?
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-01-24, 04:48   

OK Stylistyczny Detektywie i Pomocniczko Stylistycznego Detektywa :)
Dziękuję i edytuję natychmiast.
szkoda tylko, że nic więcej nie piszecie o samej Oazie ...
:|
ale może się jeszcze doczekam ... :) chyba, że jest aż tak nie tak?
serdeczności z Janella
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Oaza - część siódma


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo