POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Pisma Zwrotnikarza ( 3/4 marca )
Pisma Zwrotnikarza ( 3/4 marca )
Autor Wiadomość
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-03-12, 23:28   Pisma Zwrotnikarza ( 3/4 marca )

2:00 - 6:00
3 marca. 2009



***




Oszukuję was co dnia – bez problemu, wysyłam poetę o niebieskich oczach,
by od kioskarki wydarł soki życia i może jakąś bułkę. On lubi się napić, często
siada na moim grzejniku i razem się z was śmiejemy. Ja i moi poeci, jesteśmy obłudni.

Co dnia układam fałszywe melodie, o facecie, którego wczoraj do baru wysłałem
po kobietę o jasnej karnacji i kroplę krwi z nosa barmana. Kobieta ruda i krwi też
przyniósł więcej. Ten z kolei, po wódce jak prosię parska i kicha. Niemożliwy z niego
poeta.

Co dzień tulicie mnie naiwnie, że ten w ramionach to Kamil jest. Przyjemny w dotyku
i słowa ciekawe wypowiada. Biedacy! Gdybyście mu w oczy zmętniałe spojrzeli,
zauważylibyście czerwone narosty na źrenicach. To poeta dzienny i niestety kościelny.

Niepewność w was rośnie, czuję to. Zastanawiacie się, czy ten z którym wczoraj słówka
zamienialiście tak czułe i bezinteresowne, jest tym samym co przedwczoraj i jutro.
Czy głos jego jakimś urządzeniem przetworzony, że taki dziwny dziś. Powiem wam :
nie wiem.

Bo tak naprawdę nie jestem w stanie ocenić, czy ten który teraz się bawi długopisem
jest tym, który zaraz przez drzwi wyjdzie ponury i ludzi zacznie przedrzeźniać w autobusie.
Boję się czasem, że imion własnych nie zapamiętam. Że do sklepu wyślę kościelnego.
A do baru siebie samego i tam też zdechnę od ciosów w potylicę. Bo przecież,
jestem agresywny w środku. Bardzo. Blizny moje, może i kurzem pokryte, ale wystarczy
szarpnąć mnie za kołnierz, a moja pierś tęczowych kolorów nabiera. Istna droga krzyżowa
wzdłuż piersi i lędźwi, do męskiego serca wtapiająca się krzyżem.

Są we mnie zmysłowi poeci, którzy szuflady dłutem rzeźbią ostrożnie. W te szuflady
dobre chwile i pocałunki składają nieziemsko zapamiętane. Zachody słońca po brzegach,
by się do jądra nie dopchały, gdzie Karolina leży już postrzępiona. Karolino, konaj ze mną
w przyjemnych rytmach tej nocy. Bo ja się jej oddałem już dawno. Sam się w łańcuszki
zakułem dziwaczne i przyrzekłem, że do maja grób sobie wykopię. Choćby i butelką.
i w grobie tym uformuję cię wierszem, przy którym cicho zasnę. To będą milczące wiersze.

Są we mnie podróżnicy, których ciało podobne do greckich bogów. Zdrowie mają
niespożyte i słowa: nałóg, nie słyszeli. Podziwiam ich sam nawet, - przyznaję.
Bo siłę mieli wspinać się o głodzie na góry przez jakieś demony wyszyte pod niebem.
Bo mieli chęć drogę pielgrzyma pokonywać dla zwykłej satysfakcji ducha.
Oni nie znają strachu. Żadnych fobii nie kryją przed bliskimi. Chciałbym znowu być nimi.



***



Wieczność


Ktoś ją w kolejce zauważył, jak grzebała w nosie niekulturalnie. ,, Ja przecież taka globalna”
Ktoś ją w dostrzegł w teleskopie, gdy pustkę mąciła mlecznym ząbkiem.,, Ja przecież jeszcze młodziutka”. Ale był też mały chłopiec, co miast znał tysiące i twierdził, że to zwykła kreska
którą musimy gonić. Którą za ogon trzeba złapać i zawinąć sobie na dłoni. Arturze, ty zawsze musisz tak czysto i bezpośrednio, że się wszystko przewraca w głowach: że jak to? Że tak być na pewno nie powinno!

Zamieranie

Ja może dopowiem, że tu wcale nie o poezję, bo ona powoli już odchodzi w swoje kościoły,
z których ołtarzy ją rozmodlono niegdyś do czerwoności. I tak jak kiedyś wschody przykuto do morza, tak dziś z poezji, jak pies wściekły – wystaje mimoza . Musieliśmy odkryć choroby, by je zabijać i ludzi zabijać, by ich ożywiać. Musieliśmy wycinać lasy, by je sadzić i budować wieżowce, by je rozbierać. I tylko ona przegrała, jakby niedostrzeżona przez nas.
Bo co zrobić z czymś, czego nie ma. Jedyne co pozostaje, to rodzić ją od nowa – w bólach księżycowych i gęstych, miesięcznych wodach

Misja

Tak naprawdę, tylko młodzi mają siłę podźwignąć ten nasiąknięty zmarnowanym czasem horyzont, który skrzypi gdzieś ponad nami, jak zatopiony pomost, na którego stopniach
wciąż stoi mały chłopczyk. I czeka znudzony, rozczarowany. Tak pragnąłby już mieć
kogoś do zabawy. A my wciąż jeszcze kształtujemy głowę – obcinamy upośledzone pędy,
jakbyśmy strzygli żywopłot lekarskimi nożyczkami. Dusze mamy powolne i pokryte
grubym sadem. I kiedy tylko któremuś uda się z niego otrząsnąć, nieprzyzwyczajony do światła natychmiast zdycha. Jego młodość trwa krótko. Kilka lat. Bo kiedy kończy się młodość serca, zaczyna się starość rozumu.
  
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-03-12, 23:44   

Kamil K. napisał/a:
Bo kiedy kończy się młodość serca, zaczyna się starość rozumu.


, że sobie To wybiorę zakończeniowe całej rewelkowej treści!
ukłony starcze!
:padam:

chałat poezji już na moim grzbiecie wytarty
osnowa zmurszała
nie dotrzymuję kroku susom zmysłowych poetów
co to szuflady zapełniają rzeźbionymi słowy

pozdrowienie nocne!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Pisma Zwrotnikarza ( 3/4 marca )


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo