W czasach …
uciekło...
wydawało się, że miałam dobre zdanie na początek, ale uciekło.
•••••••
Las już zielenieje. Był nagi, niedawno, ale wystarczyły trzy dni, cieplejsze, z wiatrem południowym i ubrał się. Zielone szaty szyte na miarę.
W gnieździe pojawiły się dźwięki. Czupurki latają jak opętane. A może tylko jeden? Ptaki zwykle budują gniazda wspólnie, on i ona, ale potem ojciec często znika.
Czupurki latają jak opętane, albo czupurek. Trzeba by jakiś znaczek przykleić do ogona, morsującego dźwiękami, które nijak rozszyfrować, znaczek i wtedy by się nie myliły. Jeden albo dwa?
Jest puchaty smok i są cztery jajeczka. Jak pięć smoków się pomieści w gnieździe? Właściwie w gniazdku, bo czupurki należą do kategorii "osiem do dwanaście", albo "dwa do trzy i pół", zależy jak mierzyć. Smok wydaje dźwięki, czupurki przylatują z robakami. Udaje im się je łowić szybko i w całości, bo wiosna zamieniła las w dżunglę, a w dżungli robaków jest wiele.
W gniazdku ciszej, zniknął smok, są dwa kłębuszki i dwa jajeczka.
•••••••
- Będą bliźniaki – pielęgniarka poprawiła ciepły, neonowo-biały, bawełniany koc na brzuchu Zuzanny. – Za chwilę wydrukujemy zdjęcia. Oczywiście, tylko jeśli pani sobie zażyczy.
Zuzanna była oszołomiona.
- Dwa bety, dwa razy wyprawka, dwa razy za jednym. Życie jest nieprzewidywalne i piękne - myślała.
•••••••
- Wyśpiewałam ci bliźniaki – powiedziała Stewartowi, gdy w końcu odebrał telefon.
Po drugiej stronie zabrzmiała cisza.
- Hej! Jesteś? Możesz rozmawiać? Lekarz mówi, że bliźniaki – powtórzyła, czekając na reakcję męża.
- Well, I am so happy, Sue, so happy for you, for me, for four of us! (Oczywiście, tak się cieszę, Sue, za Ciebie, za siebie, za naszą czwórkę!)
Stewart zwykle powściągliwy, ostrożny, oszczędny w słowach, teraz wyrzucał z siebie jeden po drugim okrzyki, pełne szczęśliwych nut.
- Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie wspaniale, wszystko ułoży się jak trzeba, wszystko! – mówiła do siebie, śpiewała.
Żałowała tylko, że nie ma przy sobie wypróbowanych koleżanek. Szczególnie tych z czasów studiów, z przegadanych nocy, nieprzespanych, przedkolokwialnych, z tych nad butelką wina, z tych, kiedy rozmowy budziły dzień. Tu, ma dobre znajome, z kościoła, z chóru, kilka sąsiadek, które po wesołym "Hi!", niewiele mają do powiedzenia.
- Ale to się zmieni. Niedługo się zmieni, urodzą się bliźniaki i życie się powiększy.
•••••••
- Pamiętaj Zuzaczku, korzystaj z życia, niedługo nie będziesz miała na nic czasu – przestrzegała matka, z którą teraz prawie codziennie rozmawiała przez telefon, kiedy robiła sobie przerwę na lunch po kilku godzinach nauki.
Stewart pracował długo i cieszył się, że klientów przybywa. Musieli przecież znaleźć pieniądze na studia dla Sue, na nostryfikację jej polskiego dyplomu, na życie, więc nowi klienci nie byli, jak czasem wcześniej utrapieniem, lecz błogosławieństwem.
•••••••
- Idźcie w pokoju, niech wam Bóg błogosławi – ksiądz zrobił znak krzyża.
Wychodzili z kościoła na rozsłoneczniony plac. Stewart podał ramię Zuzannie, schody były wysokie i strome.
•••••••
- Nie mogę znaleźć drugiego tętna – lekarz prowadził sondę delikatnie po brzuchu Zuzanny. – Proszę się nie denerwować, spróbujemy jeszcze raz za dwie minuty.
Pokój z sonografem był przyciemniony, zielono-niebieski, pełen mechanicznych szeptów, znaków na monitorach, które poruszały się według sobie tylko znanych rytmów, hieroglifów, które zostawiał po sobie płynący czas. Czerwone litery, zielone cyfry, żółte kreski, pomarańczowe światełka, rubinowe oczy.
Pielęgniarka w kącie przekładała instrumenty.
Nie rozmawiały.
Łóżko płynęło w nierealnym świetle, łódź kołysana rytmem serc.
Monitor oświetlał niewielką część pomieszczenia.
- To jestem ja, a to mój brzuch – myślała Zuzanna – to jest świat, a w nim światy.
Na ekranie głównego monitora fale czerni i bieli pulsowały miarowo, przesuwały się, migotały intensywniej lub zanikały, słychać było przytłumiony szum z głośnika, przerywany tętnami, szybszym i wolniejszym, szybszym i wolniejszym. Szybszym.
- Nie patrz, najlepiej nie patrzeć, uspokoić nerwy. To samo przecież powiedziałabym swojej pacjentce – myślała, leżąc, bojąc się poruszyć, oddychać, wpatrując się niewidzącymi oczyma w ciemnogranatowy sufit...
bez gwiazd,
smutne niebo,
puste niebo,
niebo z miliardem gwiazd
w domyśle,
niebo prowadzące donikąd,
nie ma dna,
nie ma szczytu,
niebo granatowych łez,
niemych dłoni,
wszechświat smutku,
krzyku bez końca,
bez ciszy,
niebo przeczuć
•••••••
- Nie rozumiem – płakała w słuchawkę – nie rozumiem, Mamo, po prostu nie wiem, czemu.
- Zuzaczku, nie płacz. Nic nie poradzisz. Życie jest nieprzewidywalne. Ciesz się, że będzie jedno.
•••••••
- I wiesz, urodził się trochę później, niż wyliczył to lekarz. Nad ranem, tuż przed trzecią, śliczny, z długimi włoskami, duży – Zuzanna opowiadała przyjaciółce. Przez telefon było łatwiej grać.
- Jesteś za dwóch – Zuzanna patrzyła na synka w łóżeczku – tylko ty naprawdę możesz, musisz go pamiętać.
Nie wiedziała, co jest w niej większe, czy radość - pulchne ciałko wtulone w poduszkę - czy smutek.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Stworzyłaś niezwykłą opowieść. Opowieść, którą pochłania się jednym tchem. Prawdziwą w swojej wymowie. Gdybym napisał: pięknie, to wyraziłbym pewne onieśmielenie, które tekst wywołał. Jednak to banalne słowo nie dowartościowałoby autora a to powinno być moim celem, gdy refleksje falują po obrazach dawno minionych. Pełen podziwu milknę.
Stworzyłaś niezwykłą opowieść. Opowieść, którą pochłania się jednym tchem. Prawdziwą w swojej wymowie. ...
Leszku bardzo się cieszę, że tu zajrzałeś.
Za komentarz serdecznie dziękuję.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
No... Zaskoczyłaś... Przeczytałam powtórnie, aby wyczuć wszystko.
El dwukrotne czytanie, to ogromna pochwała
Tylko nie wiem czym zaskoczyłam? serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
"zaszklone" oczy - czy to ocena najwyższa ?
zapewne!
Marku dziękuję.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
świetnie się czytało. także powiem, że jednym tchem, na jednym oddechu. znakomita opowieść Elżbietko
Evo witam.
Dziękuję.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
... Piękno trzeba umieć znaleźć. Ty to potrafisz. Pokazać też.
Ajs-ie witam i dziękuję ślicznie za komentarz.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E