20.15 – Klub Lamus. Otwierają się drzwi, wchodzi grupka rozbawionych, rozgadanych kobiet i mężczyzn. Któraś z pań dusząc w sobie śmiech: – Nooo, nie! Zobaczyć Przemka Wiśniewskiego w kąpieli, w tej białej, podkasanej koszulinie, bordowej mycce … Chyba pójdę jeszcze raz na „Królową”!
Ale nie to było zachętą. Już kiedy zobaczyłem w informacjach o piątkowej premierze Teatru Kreatury zaplanowałem sobie wyjście na owy spektakl. Specjalnie wybrałem ten na godzinę dwudziestą pierwszą, sądząc – zresztą słusznie, że będzie nas widzów - mniej ! Poza tym chciałem być na promocji „Pegaza Lubuskiego” …
Tak więc panie Przemku – będą gorzowskie dziewczyny tłumnie na „Królową” przychodzić – choćby dla tej Pana kąpieli. A ja jestem przekonany, że nie tylko !
Pięćdziesiąt dwie minuty spektaklu minęły jak jedna – żadnych nużących dłużyzn, jałowych dialogów, zajmująca gra, ciekawe pomysły realizatorskie ( nie wiem czy dobrze przeze mnie odczytane – choćby te lampki rozświetlające „scenę” – czyżby imitacja świec, małych źródeł światła podczas słynnego, niemieckiego verdunkeln tak rygorystycznie przestrzeganego w czasie wojny ?), kostiumy, które – sądziłem - nieco w wrażeniu uchybiały poważności tematu … Później jednak, kiedy – jak wydaje mi się - rozpoznałem Pana intencje pokazania w specyficzny dla siebie sposób, treści sztuki stały się dla mnie ważnym rekwizytem przekazu. Podobnie jak zamiana płci granych postaci – aktorka królem, aktor – królową …, ale nie będę się silił na tłumaczenie, wyjawianie swoich przemyśleń. Warto by każdy z przyszłych widzów miał własną koncepcję, rozumienie …, by każdy zagłębił się w bezsens sytuacji „dworu” uwikłanego w historię, uwikłanego (zazwyczaj) na własne żądanie. Z powodu intryg, zachcianek, ambicji. „Dworu”, który nie liczy się z „poddanymi”, a nawet z „lancelotami”, tymi, którzy jego osłoną, obrońcami. Za których tarczami „możności” swoje tchórzostwo, niedołęstwo, bezgraniczną głupotę, niedojrzałość – nade wszystko jednak arogancję chowają. Oto ci - „na wysokim szczeblu” co to moralności, zasad pozbawieni niedostępni dla tych, którzy ofiarami ich błazenady. Błazenady? Z atomowym pióropuszem nad nią ?
Zastanawia mnie - to może margines „Królowej” - zupełny brak w dzisiejszych czasach jakiejś przyzwoitości. Tej podstawowej – od której mogłaby się rozrastać na wszystkie dziedziny życia – tę tzw. polityczną - również . Żeby była poprawną. Prawdziwą. Nieoszukaną. Jak ta Rycerzy Okrągłego Stołu. Lancelota. Ale to nieosiągalne. Wiem to.
Więc może, panie Przemku warto pokazywać takie sztuki. Aktorów w kolorowych, sprzed paru epok, dziwnych kostiumach – wtedy - być może były dzisiejszymi garniturami od Armaniego, do którego cygańska apaszka albo kapelusz ze śmietnika … Tacy sobie „władcy”, „demirudzy” naszej rzeczywistości z piórkiem myśliwskim w klapie dwurzędowej marynarki …, co nas poślą dla swoich idei (zawsze „niezłomnych”, nierzeczywistych, wymyślonych w chorych umysłach) na szafot wojen …
Przepraszam, ale jakoś tak mnie ta sztuka „nastroiła”. A przede mną na biurku do przeczytania „40 opowiadań” Donalda Barthelma – tego samego, który „Króla” napisał .
Może jeszcze ze dwa zdania. O grze, o aktorstwie Pana zespołu. Nie potrafię nikogo wyróżnić. Wszyscy grali z pełnym zaangażowaniem, wykorzystaniem środków jakie im dała natura , próby , ćwiczenia, nauka i … Pan swoją reżyserią. „Ełłł” Konrada Stali ? Znakomite !
Zapewne po wakacjach przyjdę ponownie na to przedstawienie. Może wtedy zupełnie inne refleksje?
Pozdrawiam Pana i cały Zespół!
Marek
Marku, list-recenzja w Twoim rozpoznawalnym stylu, aż chciałoby się na żywo spektakl zobaczyć.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E