chyba się zdublowały te klimaty oczywiście.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
nigdy nie byłem na spływie - może bałem się trudności, deszczowej pogody - w końcu tchórz jestem przecież!
a to kolega opowiadał: płynęli Drawą i jakiś wędkarz się awanturował z brzegu, że mu ryby płoszą - na to jeden ze spływowiczów -"a co pan myśli, ze my tu dla przyjemności sobie tak wkiosłujemy!"
(dotyczy - oczywiście - fotki nr 1!)
Dwa lata temu w październiku zafundowałam sobie spływ Dunajcem( oczywiści siedziałam , a flisacy wiosłowali)- zmarzłam, jak diabli.
Kiedyś dość często pływałam łódką i pontonem, ale kajakiem jeszcze się nie odważyłam, chociaż u nas jest Koło Kajakarskie i spływy organizowane przez cały okres wakacji. A co do ryb, to prawda- można je spłoszyć nawet rozmową.
Siedzisz sobie, kija moczysz i musisz być cicho, nie daj Boże wziąć ze sobą 3-5 latka-w takim towarzystwie, na bank, nic nie złowisz.
ja mając parę latek ,chodziłam z bratem na ryby,stąd wiem,że musiało być cicho, to był warunek bym mogłam mu towarzyszyć,widziałam, jak zakładał dżdżownicę, albo ugotowany groch lub pszenicę, oklejki brały na muchy - które były w pudełku po zapałkach, fajnie było, tak siedzieć i patrząc na spławik, a czas odpływał z wodą, pająki chodziły po wodzie, ryby rzucały się na środku rzeki... gdy było gorące lato, można było przejść na wyspę ,woda sięgała najwyżej po kolana. Wieczorem można było zobaczyć sarny , które z wyspy płynęły do brzegu, właściwie do tej pory nie wiem, czemu przez cały dzień siedziały na tej wyspie.