Karetka pogotowia, jak nakazuje obyczaj, zaprzężona w cztery rącze cuganty, miała, oprócz kogutka, przynitowane bezpośrednio do pleców woźnicy na koźle, dwa firmowe znaki dwóch kompatybilnych firm. Jeden, to zakład pogrzebowy i wówczas jeździła stępa, świadcząc karawanowe usługi, drugi, to Hurtownia Sakramentów Małżeńskich. Wtedy przychodził serwisowy łazęga i montował turbinę z przyświstami. W zależności od ładunku, woźnica zmieniał wyraz twarzy.
Jeżeli zaś chodzi o pasażerów: miało się pewność, że im cała ta komedia powiewa, że gdyby było na odwrót, też by było niczego.
Z tą hurtownią trochę mnie zaskoczyłeś. Przygotowany byłem na wariant szybki - z chorym oraz wariant wolny - z już martwym.
Jeszcze mi się skojarzyło z serialem "Pierwasza miłość", jak to o nieboszczykach należało z szacunkiem: nasi ukochani zmarli.
_________________ Autorów setki, a czytelników niewielu, gadających tysiące i miliony, a słuchać nie chce prawie nikt.