Wysłany: 2009-07-27, 07:17 Bajka która się pisze. cz. II
część II
Kamień, na którym stał słoik, zwyczajem dużych kamieni, tkwił w tym miejscu od dawna lub dłużej. Jego ciężar gatunkowy nie sprzyjał częstym wędrówkom. Nie było chyba w Ustroniu osoby, która wiedziałaby z pewnością przez ile lat tkwił samotnie w ciszy płynącej niedaleko strumienia. Wziąwszy pod uwagę drzewo, może jedynie ono pamiętało, kiedy się tu pojawił. Tak to jest, gdy się coś weźmie pod uwagę, a szczególnie jeśli jest to duże i stare drzewo. Trudno nawet wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby się coś je wzięło nad uwagę.
Po swojej północnej stronie okazały głaz był ubrany w gruby kożuch ciemnozielonego mchu. Przechadzały się w nim żuki, suszyły i liczyły swoje kropki biedronki, czasem pojawiał się zagubiony pająk i biegały wciąż naturalnie zaabsorbowane ważkimi wydarzeniami liczne mrówki. Swoimi - też naturalnymi - wytupanymi szlakami ciągnęły nasionka, listki, papierki, lub skrzydła owadów, którym się nie poszczęściło w owadzim, przelotnym życiu.
Owadom się nie szczęści, jeśli napotkają na swojej drodze rozpędzony autobus marki PeKaeS, częstokroć niebieskawy, z wycieczką, samochód z rodziną kilkuosobową albo motocykl z dziewczyną koniecznie z rozwianymi, długimi włosami i siedzącą na tylnym siedzeniu, nabawiającą się zapalenia ucha a także porywów i uniesień z przemykającego krajobrazu. Dla skrzydlaczków takie spotkania kończą się ka-ta-stro-ficz-nie. Randezvous owadzich skrzydeł i dużych, na dodatek pędzących w zwykle siną dal pojazdów mechanicznych nie prowadzi do pozytywnego zakończenia ulotnego żywota, więc z namysłem i przykrością nie pojawi się tu napis hapi-end, zostanie być może użyty przy innej okazji.
Druga, południowa strona kamienia – i tu trzeba koniecznie przypomnieć, że każdy kamień ma... no trochę więcej niż dwa końce, i tym też tak na oko różni się od kija. I jak się zastanowić, trudno powiedzieć ile końców ma kamień. Więc, ta południowa strona wyglądała jak pomarszczone czoło wiecznie zdziwionego krasnala przykładowo ogrodowego, albo jak ogromna wyschnięta gąbka pamiętająca swoje w-czasy na dnie oceanu, albo... no właśnie: jak kamień od południa.
Jednakże, ani strona północna, czy też południowa, ani drzewo nie mogą wyjaśnić pojawienia się rzeczonego. Krążyły legendy, że był pozostałością po dawnej ogromnej wyspie, która - jak to wyspa - wyglądała przez ciekawość z morza. Krążące legendy są jednak mało uchwytne, ponieważ z powodu bardzo zmiennego rozkładu okrążeń trudno je spotkać we właściwym czasie, żeby dokładnie wyjaśnić szczegóły, jak choćby te dotyczące przeszłości bohatera ostatnich paragrafów.
Opowiadano także, że całe wieki temu miał on służyć jako - naturalnie kamienny - stół w kuchni zamku z wysokimi wieżami, u pewnego mądrego króla. Król jednak na urodziny dostał coś szlachetnego i o ciekawszym kolorze, więc o naszym milczącym jak głaz bohaterze po prostu zapomniano. I dobrze mu tak.
Mówiono również, a nawet znana autorka opisała całą historię w krótkim opowiadaniu, że kamień kiedyś przywieziono do Ustronia dla słynnego rzeźbiarza. Rzeźbiarz planował z niego wyrzeźbić nic innego jak ... rzeźbę, najpiękniejszą na świecie i przedstawiającą ni mniej ni więcej a czas. Ten czas wykuty w kamieniu miał przyciągać ludzi z całego świata, którzy przyjeżdżając do Ustronia mogliby podziwiać piękno czasu zatrzymane w kamieniu, albo piękno kamienia w czasie, albo czas zatrzymany w kamieniu, albo - jednym słowem: rzeźbiarz wiedział doskonale co miał na myśli. Ludzie wiedzący co mają na myśli są ludźmi rozważnymi, ponieważ nie muszą się zastanawiać co znajduje się na ich myśli. Czasami są też lekkoduchami, którym po prostu spadł kamień z serca, w tym przypadku naturalnie z myśli. Jednakże rzeźbiarz nie wprowadził zamysłu w czyn. Coś wydarzyło się w jego życiu i całego narodu, z którego pochodził i przyszła wojna. Wtedy zapomina się o rzeźbieniu czasu i piękna w kamieniach.
cdn
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Ja wiem, że ciężko zastapić ten kamien, aby nie powtarzać, ale wymyśliło mi się, że da się poobiegać zaimkami albo nie powtarzać w ogóle np.
Kod:
Kamień, na którym stał słoik, zwyczajem dużych kamieni, tkwił w tym miejscu od dawna lub dłużej. Jego ciężar gatunkowy nie sprzyjał częstym wędrówkom. Nie było chyba w Ustroniu osoby, która wiedziałaby z pewnością przez ile lat kamień tkwił samotnie w ciszy płynącej niedaleko strumienia.
Nie było chyba w Ustroniu osoby, która wiedziałaby z pewnością przez ile lat tkwił samotnie w ciszy płynącej niedaleko strumienia.
Kod:
Jednakże, ani strony: północna, czy też południowa, ani drzewo nie mogą wyjaśnić pojawienia się kamienia.
Jednakże, ani strony: północna, czy też południowa, ani drzewo nie mogą wyjaśnić jego pojawienia się.
No jakoś tak...
Pozdrawiam.
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
to bym coś zmienił bo jakieś takieś nie Made in Elżbieta
Marku dziękuję. Będzie inaczej o drzewie ...
Co do rzeźbienia rzeźby ... Masło maślane też będzie trochę inaczej.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
wojna światów [Usunięty]
Wysłany: 2014-08-01, 23:38
Drugą część przeczytałam z równą przyjemnością, co pierwszą
Elżbieta napisał/a:
Trudno nawet wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby się coś je wzięło nad uwagę.
Kilkakrotnie wracałam do tego zdania... Czy to "je" na pewno jest konieczne i poprawne?...
Jakoś mi nie pasuje. Wyrzuciłabym.
Elżbieta napisał/a:
lub skrzydła owadów, którym się nie poszczęściło w owadzim, przelotnym życiu.
To rodem z horrorów! Podobnie, jak następujący po tych słowach akapit. Winno sie (na wypadek nieprzewidzianych reakcji czytelnika) zaznaczyć więc w tym miejscu: TYLKO DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH!
Elżbieta napisał/a:
Druga, południowa strona kamienia – i tu trzeba koniecznie przypomnieć, że każdy kamień ma... no trochę więcej niż dwa końce, i tym też tak na oko różni się od kija.