kropla miodu kropla dziegciu
Autor
Wiadomość
amandalea
Lidia Kowalczyk
Wiek: 64 Dołączyła: 17 Paź 2007 Posty: 21336
Wysłany: 2008-02-02, 07:45 kropla miodu kropla dziegciu
„Przyjdę”
Przyjdę do ciebie nocą
wraz z łuną księżyca
wniknę przez szyby pod powiekę
rozświetlając oczy pragnieniem
przyjdę do ciebie dniem
gdy słońce w zenicie świeci
pieszcząc twą skórę
mimo szczelnego okrycia
przyjdę do ciebie z wiatrem
wpadając we włosy
szepcząc czule do ucha
muskając szyję
przyjdę do ciebie z deszczem
jak ziemi ugaszę pragnienie
sycąc dłonie dotykiem
usta ustami
otwórz serce spójrz to ja
twoje pragnienie i nasycenie
przy mnie jesteś atlasem
i nieporadnym małym misiem.
(28.07.03r.)
„Kiedyś”
Mam ciebie choć daleko
ciepłą wymianę myśli
cudowne hokus- pokus
uśmiech rozjaśnia twarze
kilka słów co barwią świat
siedmiobarwną rozpinają
łącząc nasze brzegi
grzeją skostniałe wnętrza
więc cieszmy się tą chwilą
jaką dał nam los
nie żądajmy zbyt wiele
tak łatwo stracić wszystko
wspinając się w górę
po rozpiętym łuku
wędrujmy przed siebie
może kiedyś
spotkają się
nasze dłonie
spojrzenia
oddechy
stopy.
(08.09.03r.)
„Spotkanie po...”
Kiedy po długiej tej rozłące
gdzieś kiedyś się spotkamy
grając przed światem obojętność
tej jednej chwili wciąż czekamy
gdy staniesz za mną cicho
z tyłu obejmiesz ramionami
wtulony w plecy szepniesz
jesteśmy wreszcie sami
budząc emocje słodkie
ustami co motylem będąc
wciąż przysiadają w nowym punkcie
poznając co za mgiełką gęstą
już mają ucztę głodne dłonie
na strunach lekko grają
w krągłościach moich uwikłane
melodię pożądaniem zwaną
rozlewa się wzburzona
po rozbudzonych ciałach
już tak niewiele nam potrzeba
aby tsunami nas porwała
więc kiedy twarzą w twarz staniemy
znikną przeszkody wszelkie
i tonąc
ja w twych oczach a ty we mnie
nie utoniemy tak naprawdę.
(5-6.11.03r.)
„Ciekawa oferta”
Pewnej nocy gdzieś nad ranem
myśl wyłuszczył swą kochanek
pracy mało jego wcale
ty się bawisz ja ci raję
przecież to jest prosta sprawa
nikt nic nie wie nic nie gada
wszystko cicho po kryjomu
pan zawita w progi domu
czas upływa zmiana gościa
już następny w twych krągłościach
ja połowa ty połowa
spółka nasza już gotowa
pomyśl mała daj znać gestem
wszak przy tobie zawsze jestem
a to tylko drobna sprawa
jak zabawa to zabawa.
(09.11.03r.)
ostrygi
mówiłeś patrząc w oczy
uwielbiam ostrygi
ich muszlę w którą się wdzieram
wsuwając zachłanny język
mówiłeś oblizując się nieznacznie
ten wyjątkowy smak
z każdym ruchem warg
sączący się wprost do ust
mówiłeś uśmiechając się drapieżnie
ich ciepłe różowe wnętrze
co kusi mnie co dnia
gdy biorę je w posiadanie
mówiłeś otaczając mnie ramionami
wędrując wzdłuż kręgosłupa
szepcząc czule swoje daj
dawałeś gwiazdy i zapomnienie
(17.11.03r.)
„Świąteczne migawki”
W granatowym mroku
wirują śnieżne muszki
ciszą otulają zmęczone ulice
żałośnie skrzypią samotne kroki
u brata Alberta długi stół
niechciana matka wygnany brat
łamią się gorzkim od łez
białym symbolem miłości
puste miejsce przy stole
tylko czyste nakrycie
uśmiecha się smutno
malując w pamięci obraz
ktoś czyta ewangelię
radosnej nowiny
więc czemu usta
bolesny tłumią szloch
przy świątecznej choince
radośnie roziskrzonej
stają domowi pasterze
dzieląc się nowym życiem
zapach siana i świerku
miesza się ze wspomnieniami
słychać rzewny serca śpiew
Pójdźmy wszyscy do stajenki...
(16.12.03r.)
„Bal ”
Cichutko jak myszki
srebrne tańczą gwiazdki
wirując zapamiętale
w zimowym tańcu chwackim
na sopelkach lodu
i na dymie z komina
wśród koronek na drzewach
melodię wiatr wygrywa
na puszystym dywanie
buty runo zdeptały
kiedy razem z północą
nowy rok witały.
(01.01.04r.)
„Reda”
Gdy mrok rozgościł się na dobre
znużony długopis po kartce wędruje
w labiryncie liter i słów
czasem zamyśli się na chwilę
przystanie zatroskany
poskrobie się za uchem
by po chwili żagle rozwinąć i płynąć
wyznaczonym kursem
ku przystani wytchnienia
zmęczony przy pirsie staje
tuląc się czule spogląda
na zmarszczoną taflę
westchnie z ulgą
i schowa się do środka
by we śnie odnaleźć klucz.
(09.01.04r.)
„Przekroczyć Rubikon”
W klepsydrze oczu
przesypuje się
nocne licząc godziny
rondo nie doszło
do lustra siatkówki
nagłym zatrzymane splotem
z opanowania łańcucha
zerwały się myśli
jak wampir pijąc krew
wietrzny pogromco
za uzdę mocno je chwyć
rozwianą przytul grzywę.
(07.02.04r.)
„Bez relaksu”
Poszłam na spacer donikąd
wiało okrutnie
nigdzie nie było twoich śladów
gdzieś obok między krzakami
cień latarni przemknął
zacierając bliznę lisim ogonem
chciałam odpocząć chwilę
lecz ławka była zajęta
rachunkiem sumienia
powoli but za butem idę
ostrożnie stawiając obcasy
na zaśnieżonym lodowisku.
(15.02.04r.)
"Logiczny imperatyw"
Głos z wnętrza
rozdrapuje blizny
przykłada tampon jadu
przez zużyty wenflon
sączy się kroplówka
złowieszczych myśli
wyrwać ją muszę
nie słyszeć więcej
ponurego kap kap
podnieść zasłonę powiek
skupiając na siatkówce
pastelowe barwy
a stając pod wiatr
przyswoić jego bukiet
radość po zapachu poznać.
23.03.2004r.
„De ja vue”
Był dzień a może wieczór
pulsujący błękit
i czarny piasek liter
słowa jakich wiele istniało
i nadal egzystuje
między promieniami
smukłe palce nie trącają dziś
strun włosów gładzi ust
jak ślepcy na klawiszach
szukają wyjaśnienia
wystukując brajlem
uwierającą tęsknotę
piktogram uśmiechu
echo zrozumienia
zawiązany supełek
realna kawa
właściwie dwie
wpatrzone w usta filiżanek
muśnięcie rzęs o policzek
bezpieczne odbicie
na batucie siatkówki
i chwytasz ten błysk
wierząc że maj
trwa dwanaście miesięcy.
(24.03.04r.)
„Zesłanie”
Banita twoich myśli
błąkam się między godzinami
szukając tej wspólnej
ziarno tęsknoty uwiera boleśnie
pragnieniem powrotu
szeptu dotyku spojrzenia
szaniec wzniosłeś obronny
przede mną....między nami
chiński mur
powietrze nie drży tu twoim głosem
opuszki nie czują wypukłości słów
płaskie litery są domysłem
samotna tułaczka
dzień po dniu
w oczekiwaniu deszczu słów.
(04.04.04r.)
„Nieudany krok”
Jak powiedział mistrz Adam :
Trzeba z żywymi naprzód iść
po życie sięgać nowe,
a nie w uwiędłych laurów liść
z uporem stroić głowę
więc wyszłam z mej samotni
między siwe buki białe brzozy
kasztanowce czarne
nabrzmiałe pąkami
jak brzuchy kobiet
tuż przed rozwiązaniem
szukałam ukojenia
zrywając ptasie trele
ze słonecznych nitek
łowiąc szum przyjazny
wędką sztucznorudych włosów
spomiędzy tańczących konarów
i byłoby tak dobrze
gdyby nie ostre ćwieki wspomnień
wydłubałam sercu oczy skrywając ból.
(05.04.04r.)
. Koty na dachu
Niezręczni kochankowie nocy
podążają za blaskiem księżyca
wąskim gzymsem
kołysani gaworzeniem powietrza
wchodzą po drabinie czucia
wyrównując rachunki
a osiągając niebo
opuszczają kaszmirowe zazdrostki
by nie zdradzały ich oczy
jednym cieniem
zapadają w ciszę
usypiając niezagrożeni.
(23.04.04r.)
senne tango
zimny policzek wtulam w poduszkę
podglądając jak firanki
łowią gwiezdne krasnopiórki
taka jasna ta noc
księżyc w lisiej czapie
zaprasza przerzucając kładkę
a może czarne przepierzenie postawić
byś nie dostrzegł ognia
gdy dłoń ci podam wkraczając na nią
w zwiewnej dymu sukience
mantylce uśmiechu
poprowadzisz ku śpiącemu echu
i gdy grajek w kominie
zagra cicho tango
nie pozwolisz
by skończył się sen
23.12.04r.
okruch królowej zimy
wszystkie te płatki muśliny
aromaty i inne bzdety
wrzucamy w silos
albo nie zróbmy opisówkę
rozwlekłą na cztery strony
landrynkowym spinając księżycem
dorzucimy jakiegoś skrzydlatego
tego z łukiem no wiesz amora
i może jeszcze serce niech zemdli
szanując odwagę niektórych
chyba wypada dodać coś jeszcze
może puentę urwaną w pół słowa
niech wysili się trochę
a może podejść do sprawy
z psychologicznego punktu widzenia
cóż wtedy mamy
współczesna kobieta
nie używa słodkich słówek
przesiąknięta wiedzą i papierosami
cel wytknięty nie ma przeszkód
doskonalenie ponad
nie ma tłumaczenia
wszyscy wszystko wiedzą
a jak nie
08.05.05r.
nocny pejzaż
oprawiona w okienne ramy
współczesna Mona Lisa
zapatrzona w neonowy mrok
czasem lancetem rozcięta noc
wyda pomruk bólu
spływając w uliczne studzienki
zatańczą żałośnie latarniane kapelusze
rzucając pobladłymi piegami
w zmoknięte krawężniki
szarpany wiatrem parasol
zakotwiczył na oparciu
tuląc połamane skrzydła
na parapecie kot
tarką języka
ściera morskie krople
23.05.05r.
spokojnie między kartki włożę
to nieprawda
za siedmioma górami
wcale trawa nie jest zieleńsza
dziwisz się mój panie
widziałam
miodu nie piłam
ten sam ból sól ostrze
burzowe chmury
lancet ciszy
już nie szukam
kwiatu paproci
twój śmiech mój panie
drży powietrze
spazmem akacji wstrząsane
kolce nie pomogą
30.05.05r.
maszkaron
przewidywalna do obrzydzenia
ani odrobiny współczesności
blichtru okrojonego
szczękościskiem
czasowniki dziurawym sitem
zaśmiecają każdy wers
przymiotniki
nic do domysłu nie zostawią
rzeczowniki
gwoździem w ścianie
wers za wersem
gryzie nie wydumaniem
wobec szczerej krytyki
cóż znaczy tych stu kilku
rzucających miedziaka
za siedemdziesiąt stron
05.06.05r.
niepokój
wybudowałeś swoją piramidę
jeszcze nie czas
ale błądzę szukając
to ślepy zaułek
mrocznej przeszłości
dałeś wskazówkę
już czuję drżenie ziemi
epicentrum wciąż niewidoczne
twój sen wciąż beze mnie
wznosi się na jastrzębich skrzydłach
dotknęłam ciepłej czerwieni
za wcześnie
strumienie popłynęły uliczkami
rwące potoki zmyły znaki
zamruczało rozdarte niebo
z zaciśniętej krtani nie pada pytanie
uśmiech nadrabia miną
znów szukam czekolady
11.09.05r.
nocą
przysiadł na poduszce
kpiąco roześmiany
za szerokie łóżko
kładąc się łuną
rozpraszał
senne powieki
wchodząc pod źrenice
zawęził ogląd
do trzeciego oka
wypłynęłam
między rafy
nie widzisz uśmiechu
08/09/11.05r.
nie do pary
zapatrzeni w dal
mijacie się ślepo
w poczuciu winy
nie patrząc jak biegnie
przemijają kwiaty
gasną galaktyki
przenicowany świat
nie spada na cztery łapy
rozdzwaniając łzy na chodniku
wstęgi liter pętają nogi
przypinając i odpinając
skradzione skrzydła
i tylko ptaki nadal szybują
pilnując pór roku
wciąż budują
25.03.06r.
namiastka
możesz zarzucić
że tylko o jednym
pisze każda litera
w relacjach między
nie potrzebna cisza
wieczorny dotyk sumą dnia
a jeśli
podkładami marzeń
biegną myśli
bez szans na nocne spotkanie
twoje jestem
ciepłem wspomnień
kołysze do snu
16.04.06r.
moja utopia
między drzewami polana ukryta
pod starym dębem źródło ma początek
radosne trele i szum wiatru słychać
męczących duszę pozbywam się zwątpień
pośród źdźbeł trawy diademy rozpięte
w porannym słońcu rozbłysły tęczowo
tutaj nie można mieć wciąż miny smętnej
gdy tyle piękna tak blisko tuż obok
woń fiołków nęci aż wiruje w głowie
przymykam oczy i spokojnie czekam
wiem cicho przyjdziesz usiądziesz i powiesz
wszak nie spóźniłem się przecież maleńka
03.05.06r.
niepoprawne myśli
znów spojrzeć w głębię
ciepłego brązu
szukając złotych skier
powtórzyć za naturą
rysując drobną siateczkę
wokół
ustami zamknąć powieki
chłonąc bliskość
bezszelestnie wpleść palce
zapomnieć
o minutach bez
i tamtym ognisku
07.05.06r.
na spokojnie
nie chcesz mnie budzić zbyt wczesną godziną
potem porwany wirem codzienności
czujesz się jakbyś miał za chwilę zginąć
węzłem problemów oplątany mocnym
tak upływają minuty godziny
ranek skończony wybija południe
przecież nie mogę tutaj ciebie winić
chociaż na słowa czekać coraz trudniej
czasem przychodzi w zadumie refleksja
jak ziarnko grochu uwiera boleśnie
pomimo wszystko miły nie dostrzegasz
związanej z tobą zależności pewnej
gdy ciepłym głosem wchodzisz w sen o brzasku
nie straszne chmury ani błyskawice
wyciągam uśmiech z mrocznych zakamarków
choćby męczący dzień pogodnie minie
25.05.06r.
nie każda arka ma swój ararat
chciałabym wszeptywać
ciepłem ust
wtulonych w koszulę
wymruczając na kolanach
zadowolenie
zatopione w ramionach
usłyszeć słowa zakazane
zapadające głęboko
pulsujące pod paznokciami
opleść powojem
roztańczyć płomienie
będąc manną na pustyni
02.06.06r.
. patrząc w kalendarz
za było i za nic szafujmy toastami
za niebo i księżyc za ból co ostrzem tępym
szarpie jak pies kłami nie przestając wciąż mamić
że minie jak chęci a świat się dalej kręci
kołowrotkiem chwili czasem szalę przechyli
łudząc szczęścia mgnieniem nim zdążę pozielenieć
już ktoś sercu bliski odchodzi choć był wszystkim
więc wypiję z cieniem kielich za urodzenie
22/23.07.06r.
w tłumie
wkroczę w świat bajki przymykając oczy
głucha na fałszu rozedrgane nuty
nie wiedzą dokąd będą nogi kroczyć
myśli o mury przestaną się kruszyć
wartko popłynę niesiona muzyką
obce ramiona znów oplotą kibić
amarant nieba jaskrem będzie kwitnąć
i tylko serce nieszczęśliwe milczy
lecz czy to ważne nie koniec zabawy
wciąż trwa muzyka śmiechu dźwięczy echo
samotne widmo nie ma prawa straszyć
od ludzkich twarzy wokół jest aż gęsto
07.10.06r.
Marek
Z. Marek Piechocki
Wiek: 79 Dołączył: 19 Paź 2007 Posty: 15295
Wysłany: 2008-02-05, 20:20
Muszę sobie zaplanować jakiś wieczór z Twoim "Tomikiem", który powyżej
amandalea
Lidia Kowalczyk
Wiek: 64 Dołączyła: 17 Paź 2007 Posty: 21336
Wysłany: 2008-02-05, 21:52
Zapraszam Marku serdecznie
_________________a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza