Kārlis Vērdiņš - poeta, krytyk i tłumacz, urodzony 28 lipca 1979 roku w Rydze. Ukończył Kulturoznawstwo na Łotewskiej Akademii Kultury.
Come to Me
Niosłem ci kanapeczkę z serem. Była druga w nocy, wszyscy spali, sklepy zamknięte ale w barze I Love You dostałem kanapeczkę z serem.
Jechałem taksówką z kanapeczką z serem dla ciebie, bo leżałeś tam smutny, może nawet chory, a w domu nie było niczego do jedzenia. Była naprawdę droga, sześć z groszami, ale nie ma sprawy.
Więc byłem w taksówce z małym ajlawju, zgniecionym, prawie zupełnie wystygłym. Ale z jakiegoś powodu nie dojechałem do domu. Trafiłem gdzieś, gdzie wszyscy byli uchachani i błyskotliwi, i potwornie głodni. Więc piłem i śpiewałem, ale zachowałem moją kanapeczkę.
Dopiero na trzeci dzień mogłem cię nią nakarmić, ale byłeś taki wściekły, że zjadłeś kanapeczkę nawet na nią nie patrząc. Gdybym miał więcej odwagi, powiedziałbym: ale wiesz że cię kocham, wiesz, że cię uwielbiam. Nie każ mi tego więcej powtarzać.
Tłum. Jacek Dehnel
Remont
Tylko w soboty, niedziele i święta możemy leżeć w tej samej trumnie - uchylać kruche wieko pogiętym uchwytem, oddychać wzajemnie nieświeżymi oddechami, tarzać się w prochu noc całą.
Tak, że rano, wróciwszy na miejsce, widzimy: kolejny półwysep zetlały, kolejny przylądek przetarty, kolejne chmury opadłe na ziemię, wszystko zawinięte w pościel, pokryte bladym popiołem.
Po południu łopocą pajęczyny, otrzymujemy wiadomości o ostatnich klęskach żywiołowych, które nawiedziły różne części globu. Kupujemy wino, nawiedzamy przyjaciół.
Omawiamy osobliwe samobójstwa, szczególnie zabawne ryty pogrzebowe. Od czasu do czasu ktoś udaje trupa, pozostali opowiadają piękne historie i mówią, jak nam go będzie brakowało.
W tej suchej piwniczce, gdzie ogórki i grzyby lśnią za szkłem, kołyszą się wianki cebul, a bezzębne usta pomarańczowych dyń szczerzą się na półkach.
Wspomnienia doktora Watsona
Na blacie kuchennym stwierdzono brak brudnych szklanek, w popielniczce nie było niedopałków, na półce stała nietknięta butelka whisky. W pamięci komputera nie znaleziono plików z porno, a w koszu na śmieci - opakowań po prezerwatywach. Spał już głębokim snem, pochrapując.
Na komórce nie było nowych wiadomości, w jego torbie ani w kieszeniach nie odkryto podejrzanych przedmiotów. Tylko niepewna mgiełka wątpliwości wisi w naszym mieszkaniu.
Cośmy przegapili? - zastanawiam się, popijając whisky. Jakim sposobem zawsze udaje mu się zatrzeć ślady?
Nigdy też nie mówi mi o swojej pracy, o wszystkim dowiaduję się, kiedy morderców już zaaresztowano, a ich zdjęcia są we wszystkich popołudniówkach!
To jak żyć z obcym, pomrukuję, zmywając puste szklanki. Spojrzałem - chrapie, trzymając poduszkę, w głębokim śnie.
Jeszcze bardziej się wściekam, zwijam dłoń w pięść i walę go w goleń; znowu zachrapał. Oby miał siniaka. Wtedy sobie może poużywać tej swojej dedukcji i odkryć, kto go walnął.