Maria Kalota-Szymańska (ur. 1926) - jej tomik ,,Białe przeciągi" wydany przez gdańskie ,,Wydawnictwo Morskie" otrzymałem jakieś 10 lat temu w jednym ze starych kartonów. Malutka książeczka zagubiona między ,,Potopem", a ,,Ostatnim Dniem Skazańca" Wiktora Hugo.
Wiersze - nie wiem czy warte uwagi, ale mojego zauważenia na pewno - z nawiązką. Jeśli ktoś zechce przeczytać jeszcze kilka, to mogę przepisać, tylko słowo .
Poniżenie
Nie ból
jest najgroźniejszy
ani nawet lęk
przed kalectwem
Ale wołanie o basen
którego nikt
nie kwapi się
podać
Przypadek chorobowy
Leżę w karnym ordynku
szpitalnej sali
Oprócz łóżka
przydzielono mi ściereczkę
i tępe sztućce
w płóciennym woreczku
Inne luksusy
wyposażenia osobistego
są własne
Leżę
stale na wznak
nudny krajobraz sufitu
mając przed oczami
Już nie odpowiedzialny
za samego siebie
człowiek
a jeden z wielu
przypadek chorobowy
Adaptacja
Wszystko jest tutaj
nie moje
Nie mogę oswoić
twardego łóżka
wiecznie zacinającej się
szuflady
Wszystko jest tutaj
nie moje
Tak wytarte
od częstego użytku
przez innych
że anonimowe
Powoli
sama sobie
zacieram sie w oczach
Tak bardzo statystyczna
że nawet
nie swoja
Dla mnie "rewelka" - kiedyś napisałem też kilka na ten temat - mój Boże - marniutkie przecież. Te moje oczywiście!
Daj jeszcze kilka. Ja z przyjemnością poczytam. Zatrzymam się przy nich. Mogą być nieszpitalne...
Ale skoro "Białe przeciągi" to pewnie wszystkie szpitalne... Moga być. Wszak każdemu z nas tam blisko!
artur bodler [Usunięty]
Wysłany: 2010-03-02, 21:35
Tak myślałem, Marku, że ci się spodoba. Wasze pisania mają według mnie coś wspólnego.
Później wstawię więcej.
Dopiero teraz to wiem
kwadrans jest co kwadrans
dotąd liczyłem
godziny, dni, miesiące, lata
(czasem minuty
jeśli na Miłą czekanie)
Dzisiaj
ze szpitalnego łóżka słyszę
co piętnaście minut
spokojne
wyważone w tonie
bim – bom
z wieży kościelnej
I tak to
prosty mechanizm
(koło zębate
młotek
dwa małe dzwony)
odmierza mi życie
co kwadrans obwieszczając
Minąłem
To jeden z tych, o których pisałem. Kilka ich było z półtoradniowego pobytu w zakaźnym. Umknąłem przez okno na parterze z ciuchami pod pachą!
artur bodler [Usunięty]
Wysłany: 2010-03-03, 15:08
Jest w tym tomiku kilka tekstów opatrzonych imieniem, co automatycznie stawia to w postaci cyklu, takiego obserwacyjnego. Szpital to w końcu w dużej mierze, chcąc nie chcąc, stykanie się z człowiekiem.
Pani Malwina
Pani Malwina
nie żyje wśród
Ona jest osobną wyspą
oddzieloną całym oceanem
Nie uczestniczy w
nie mówi o
nie pospolituje się z
Bez reszty
in odore sanctitatis*
zamknięta w tabernaculum
własnego cierpienia
________________________
Ależ intensywnie ta łacina tutaj się rysuje...umrzeć w zapachu bycia świętym
________________________
Marzenka
Osaczone zwierzątko
schwytane w siatkę pytań
ponad możliwość odpowiedzi
Na przekór kłamliwym słowom
pocieszenia
ona wie:
życie którym żyła
nie powróci
Z tym garbem kalectwa
będzie zupełnie inne
Ale jakie?
Jakoś to będzie
- mówi
Ale jej oczy
są oczami zwierzątka
schwytanego w pułapkę
bez wyjścia
Gertruda
Wystaje z pościeli
jak suchy badyl
spod śniegu
Mówi
że zasrane życie
że ten s...
jej stary
połamał jej nogi
że ta k...
jej córka
przyszła z brzuchem
Mówi
mówi
wypluwa z siebie
wszystkie zestarzałe krzywdy
a w jej przeżartym alkoholem sercu
rośnie nienasycone
pragnienie litości
W natrętnej nadziei
potrząsa coraz hałaśliwiej
żebraczą miseczką
Żebyż choć jeden
grosiczek współczucia
Tylko bryłki lodu...
Świnie nie ludzie
mówi
i na wznak wzgardy
puszcza potężnego
bąka
A ja, Marku, korzystam z okazji, i do napisania za kilka miesięcy.