Wysłany: 2010-03-15, 22:55 ANKIETA KONKURSU MODERATORA - do 21 marca
NA KONKURS NADESŁANO 12 WIERSZY. KOLEJNOŚĆ ICH ZAMIESZCZENIA JEST PRZYPADKOWA.
PROSZĘ O ODDANIE GŁOSU NA JEDEN WIERSZ. NIE GŁOSUJEMY OCZYWIŚCIE NA WIERSZ WŁASNEGO AUTORSTWA.
Zdarzyć się może, że w wierszu nie ma kursywy - Ci, którzy przesłali wiersz nie w załączniku, a jako treść maila - mogli utracić dane o formatowaniu tekstu.
Kostur przechodni
Pobudka jak kubeł zimnej wody. Śniegiem celnie w oczy,
w sam środek tarczy. Preludium świetnego dnia; słońce
wzeszło i pajda chleba na ząb. Wyprowiantować się trzeba
na drogę, szczególnie że perspektywa bezpowrotna. Jeszcze
modlitwą można by się wesprzeć. Tylko bogowie nie cierpią
dwuznaczności, jasno się trzeba określić, tymczasem są drzwi
których lepiej nie domykać. W pozycji oranta cierpną ręce,
i język kołkiem staje, w pewnej fazie modlitwy nawiedzenie
jest mile widziane, a w kościołach ziąb do szpiku, szepty
się roztrzaskują o witraże, krzyże wybrużdżają czoła wiernych.
Głowa powoli opada na piersi, ruchem jednostajnym, spodziewana
normalizacja stosunków nie nadeszła. W nieodległej perspektywie
spowiedź powszechna przez zaciśnięte zęby i pięści. Chociaż lęk
w kącikach oczu przycupnięty to niecenzuralne cisną się na usta.
Jednak dowiedziałem się paru rzeczy. Kobiety płaczą z prawdziwym
artyzmem, wódki można nie popijać, najwięcej achów i ochów jest
w pornografii, wiersze się pisze z nadzieją, a najczęściej nie pisze
się wcale. Jakby się nie starać; przemijanie nas zawsze zaskoczy
ze spuszczonymi spodniami.
Uwierzyć trudno
spoglądam za siebie na młodość minioną
ubiegłe stulecie technika świat zmienia
fajerka na drucie zabawa dość żwawa
sztachety od płotu za narty Fishera
zaś łyżwy drewniane drutami podkute
z butami na sznurek patykiem skręcone
do szkoły piechotą kilometr lub kilka
po drodze błotnistej łąkami i polem
tornister drewniany kałamarz stalówka
podręcznik Falskiego kompendium wszechwiedzy
wieczorem przy blasku naftowej poświaty
rachunki na palcach w kajecie kleks siedzi
postronkiem od krowy za psoty po skórze
czasami pasiorem na pupsko goławe
do sądu nie wniosłem na ojca donosu
że chował stresowo i często się bałem
za czyny haniebne do kozy łobuza
w ciemnicy posiedział po lekcjach zazwyczaj
maszynką po głowie na łysą polanę
na łapę linijka gdy nauk nie chwytał
uwierzyć aż trudno pół wieku za nami
nauka z techniką zmieniła tak wiele
komputer na co dzień gimbusem do szkoły
panisko z uczniaka profesor już zerem
Zaciszania
czyja
chcesz rozmawiać przy zamkniętych oczach?
mam się rozebrać i znowu wszystko przeleci
przez łóżko. wstając, zamiast słów, będziesz
zbyt długo szukał kapci. z korytarza
rozejdzie się niewymówione kurwa.
FILOZOFOWANIE CZŁOWIEKA W GĘSTYM, CIENISTYM LESIE
człowiek się gubi
gąszcz myśli
natłok słów
nadmiar obrazów
a ja stoje grzecznie
obok
i widzę
niezbyt wyraźnie
Prozą o motylu.
Jak zbudować mam motyla?
Nikt z żyjących tego nie wie
Braki mam w osobowości,
Brak narzędzi; to jest pewne
Babie lato jest potrzebne
To materiał jest na skrzydła,
Delikatne tak jak banki
Gdy je dziewczę tworzy z mydła
Jak zrozumieć grawitację
Jak połączyć w nim detale
Skąd wziąć barwy, kto podpowie?
Motyl wszak jest ideałem
A gdy w końcu go zbudujesz
Może Ci się kiedyś uda
Bogiem wtedy się poczujesz
To on tworzy nowe cuda
Nie poprzestań zatem na tym
Pomyśl czym jeszcze zaskoczyć
Skoro jing jest, jang pozostał
Dzień wciąż szuka swojej nocy
Gdy niebiański jest Twój motyl
Ziemskiej mu materii dodaj
Gąsienicę daj za przodka
Zapanuje wtedy zgoda
Jest przykuta wciąż do ziemi
Siedzi tuż nad swym jedzeniem
W krótkich nóżkach i posuwkach
Myśli nad swym przekształceniem
A jej ciało moi drodzy
Z jelit tylko zbudowane
Więc na rozum miejsca nie ma
To jest właśnie niebywałe
Równa bogom jest powiecie,
Wszak przekształci się w motyla
Skoro nim się zachwycacie,
Równie piękna ona była
rozmyślania
zagryzasz usta Matyldo i sączysz dzień po dniu
klawiatura kreśli obrazy pewnością podszyte choć z wyobraźni
cóż można wiedzieć o świecie zamknięty w niby ośmiu
o lawinach ludziach bez twarzy piszących dekrety
by jeszcze więcej wycisnąć
stojąc z boku
gdy inni odchodzili za ścianę tłumaczyłaś bo on bo ona
pochwalałaś skoro rozbiegły się drogi
nie brałaś pod uwagę że może dotknąć bezpośrednio
odpadnie ucho przemoczy wylana woda
pustka wypełznie spod dywanów
obiadki jak u króla Stanisława nie wypełnią pozostałych
każdy w swoim nurcie sadzi rośliny przestawia kamienie
próbuje zmieścić się w ośmiu nie zastanawiać nad wyborami
młodością wolni szukają i na nic próby pętania kiedy nie dla siebie
a dla inny uczyliśmy latać
zagryzasz usta i sączysz dzień po dniu
kiedy można wyjść z uśmiechem odrzucając za siebie
niech się potłucze jak kieliszek na szczęście
tyle jest ludzi wokół
czasami lepiej posłuchać gdy nie jesteśmy słońcem
język bywa męczący
sestyna z nikczemną alternatywą w puencie
jeśli nadwrażliwy bywałem na dotyk
to tylko dlatego że razi mnie światło
i wiem że o świcie przychodzą kłopoty
to co było ciemne oświetlić jest łatwo
później błyszczy blichtrem i udaje diament
zwykle jest nieszczere tak po prostu kłamie
gazety mnie nużą telewizja kłamie
szafirowe szkiełko odporne na dotyk
żeby czas oszukać przydałby się diament
rekwizyt niezbędny jak dla szklarza światło
natrętny cyferblat rysowałby łatwo
zniszczyłbym zegarek oszukał kłopoty
wraz z upływem godzin piętrzą się kłopoty
mogę sobie wmawiać że kalendarz kłamie
i chociaż w iluzję uwierzyć jest łatwo
niewesołą prawdę poznaję przez dotyk
w przytulnej ciemności niepotrzebne światło
by poczuć że w popiół przemienia się diament
sumienie już dawno stwardniało jak diament
nie bawią dowcipy nie straszą kłopoty
i choć w zakamarkach wciąż jarzy się światło
nadziei że jednak rzeczywistość kłamie
mamią błędne ognie prawdziwy jest dotyk
to co namacalne poczuć bardzo łatwo
wszystko mi przed laty przychodziło łatwo
i mogłem na brylant oszlifować diament
tworzył myśli złote midasowy dotyk
teraz niespodzianki to zwykle kłopoty
nocami śnię bajki i sen pięknie kłamie
że przetrwa a rankiem zabija go światło
bo nie dla mnie tęczę rozpościera światło
obłoki po niebie ścigają się łatwo
bezlitosne słońce prosto w oczy kłamie
że moje popioły przeobrazi w diament
pójdą w niebyt troski przeminą kłopoty
i odzyskam wiarę a utracę dotyk
szybko gaszę światło i czekam na dotyk
zmrok koi mnie łatwo bo ciemność nie kłamie
w jednej dłoni diament a w drugiej kłopoty
NIECHĘĆ
nie jesteś jesieninem
mój szal nie wkręci się w koła
śmierć duncan upodabniają tryby czasu
dokręcając rzeczywistość
coraz płytszym oddechem
karmisz słowem jakbyś czesał wiatr
w pędzie szalonego wehikułu
zapadam na anoreksję uczuć
milczeniem zduszę
to
co wciąż dla mnie obce
kalejdoskop
wczoraj
zanurzona w biało-niebieskiej przestrzeni
zapatrzona w wielobarwny świat i tęczy odcieni
zachwycona dotknęłaś
kolory jak bańki mydlane prysnęły
dzisiaj
spowita w szarości jak w kokonie miękkim
wynurzasz się czasami by wzrokiem obojętnym
uchwycić taniec złota i pomarańczy
zieleni z czerwienią,gdy w fiolecie tańczy
dotknąć nawet możesz lecz z konieczności
tkwisz bezpieczna w miękkości bez wyrazistości
jutro
sięgasz wzrokiem i dłońmi obiema
by dotknąć barw żywych i jasnych pasteli
zmieniających się kolorów w przeróżnych odcieniach
tylko myśl przeleci niby błyskawica
czy nie braknie odwagi by wyrwać kotwicę
i zawirować taniec w barwnym korowodzie życia ?
Życie
To tylko wyskok z płóciennych prześcieradeł,
rozgarnięcie cieni, powzięcie mocno kawy, odpuszczenie
mycia zębów.
z loży straceńców
najpierw łódką
do nieobiecanych
pod urwiskiem
w milczeniu
nuestro mundo húmedo*
jeszcze raz
poczekam
tuż przy
ty
granatowej kwadrze
utoczysz kubeczek
namiętności
tylko świecom nie życzę przemienienia
niech ociekają
wciąż ciepło
* nasz świat wilgotnieje(hiszp.)
Pięknie to znaczy po ludzku anastazja
nie jestem poetą wyrośniętym na ziemi pochlebstw
tych co są na czasie
piszę grafomańskie banalne emanacje
wraz z kołem wzajemnej adoracji
krytykowana za żenujące próby zwrócenia
na siebie uwagi
pytam - dlaczego
ci co powinni nas wspierać swoim artyzmem
napełniać inspiracją zadawalają sie swoją rolą
płynącą z prądem
chlastają metaforami wymagając
tego samego od nas
w konstruktywnych komentarzach znajdziesz
a co to jest banał za banałem gdzie metafory
niektórzy poeci doprowadzają do elitarności
stają się rozumiani dla małej rzeszy smakoszy
ponadczasowe idee jak miłość nienawiść czy wolność
są rozumiane jednostkowo tracą znaczenie
ktoś zapomniał że sens sztuki zrozumienia powinien być
wspólny powinien rozwijać a nie ganić
Sobie zagłosowałem!
A jako że "zgłosiłem" anioła jako nagrodę za najlepszy z "krótkich" - to trzeba poczekać czy znajdą się w czołówce...
Indianeczka czuwa! Paląc papieroska pokoju.
Oddałam głos na wiersz, który ujął mnie "od pierwszego czytania"
Ciekawa jestem ilu z nas ma ten sam gust - czekam do...wiosny
by dowiedzieć się kto jest autorem mojego ulubieńca