Czy czasem, kiedy siedzisz w pustym mieszkaniu, nie masz dziwnego przeświadczenia, że nie jesteś sam? Cień na ścianie, ledwie wyczuwalny ruch powietrza, przelotne muśnięcie ramienia...
Nie lubię objawień. Wolę z przeciwległego kąta pokoju, nie odsłaniając siebie, obserwować twoją postać pochyloną nad kartką. Znam twoje myśli. Mogę dowolnie wnikać w ten czy ów zakątek ciebie. Czasem dziwisz się, skąd ta nagła fala ciepła. A to ja... osnuwam cię skrzydłami. Jesteś taki bezbronny, kiedy naprzeciw lustra spotykasz siebie. Jestem taka bezradna, kiedy wiem, że nie mogę zasłonić sobą twojego odbicia..
Nie jestem z grona świętych, choć ludzie różnie mrzą. (Anioł to jeszcze nie święty. Bywa bowiem, że zstępuje w mrok. Nosi w sobie piętno ludzkiej słabości. A święty, to ktoś bez skazy). Jestem aniołem, kobietą, choć równie dobrze mogłabym być demonem. (To jedynie kwestia przesunięcia granicy. Nie ma granic nie do przekroczenia). Miewam ciało, ale używam go niechętnie, nie umiem się nim posługiwać. Jest barierą. Zniekształca. Jak każdy przekaźnik. Rozprasza, przez co doznania stają się niewyraźne. Wolę patrzeć i wychwytywać z twojej twarzy ledwie dostrzegalne oznaki skrytych pragnień, które umiejętnie ukrywasz w sobie przed ludźmi. Wówczas bezgłośnie przelatuję przez pokój, patrzę ci głęboko w oczy...
To nieprawda, że samotność przylgnęła do ciebie na zawsze! Gdybyś chciał spojrzeć dalej, wyjść poza próżnię, dostrzec w tym wszystkim mnie... Pokój zniknąłby. Ja zrzuciłabym skrzydła. Mógłbyś mnie dotknąć. Mogłabym stać się... Zapłonąć tobą...
Potrafię całą noc stać tak nieruchomo. Niczym posąg na ołtarzu.
Myślisz, że łatwo być aniołem? Oddzielonym od ciebie tylko woalem spojrzenia i świadomością, że to przeszkoda nie do pokonania. Czuć twoje ciepło i nic nie móc zrobić. Być tak blisko, będąc tak daleko. Tęsknić, stojąc tuż przed tobą...
Gdybyś wiedział, jak często mam chęć zrzec się duszy... Jak często wątpię... Jak bardzo jestem nie aniołem, lecz... zjawą. Błąkam się. Przesączam między twoimi dłońmi. Bez możliwości odczucia czegokolwiek. Bez możliwości dania ci odczuć, że jestem... Nawet kusić nie potrafię... Rozpustnie niewinna... Czuję się tym splamiona. Odmiennie światu...
Więc gdybyś zechciał mnie dostrzec... Może mogłabym przybrać chociaż pozór kobiety?... Otrzeć łzę z twojej twarzy?... Utulić cię do snu?... Zostać?... Może mogłabym?...
Ale nie dziś, nie tej nocy. Już świta... Za moment wstaniesz od stołu. Zdmuchniesz świecę. Zaśniesz w bladym odblasku lustra. Dwoisty. A ja... bosa powrócę do nieba, które jest mi piekłem. Jedyna, która znów skapitulowałam. Wszystkie inne zostały – w czyimś pokoju, przy czyimś ciepłym ciele, w mocy zmysłów, w raju uniesień. Tylko ja jedna... Jeden... anioł przeklęty! Powrócę... Zbyt niedoskonała, by móc się objawić...
Piękna historia, od strony profesjonalnej niech oceniają fachowcy. Dałem się urzec z przyjemnością...
Myślałem, że czas buntu i zwątpienia Anioły mają już za sobą, ale...
_________________ I będą mi grały wiatry...
M.
an [Usunięty]
Wysłany: 2011-12-11, 22:42
"Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia" - pisał Grochowiak.
Miło wiedzieć, że te słowa uwodzą, diękuję
an [Usunięty]
Wysłany: 2012-09-08, 15:02
zanim odejdę
słowem zakreślę
kształt Twoich ust
ciepło dłoni
dotyk
opowiem świat
lepszy niż ten
piękniejsze życie
miłość na przekór
zatoczę granice
a wszystko pomiędzy
będzie tylko Twoje
potem cicho zamknę drzwi
pomyślisz śniłem
będzie znów jak było
tylko pod powieką
znajomy obraz
czyjaś twarz
potem łza paląca
opowiem świat
lepszy niż ten
piękniejsze życie
miłość na przekór
zatoczę granice
a wszystko pomiędzy
będzie tylko Twoje
...wzruszyłaś
po łzy w oczach
dziękuję, że mogłam go przeczytać
an [Usunięty]
Wysłany: 2012-09-09, 00:32
Tak... anioł podobny do poprzednich. Dziękuję, Aś
A słowa?... dla mnie tekst prozą jest ważniejszy, wiersz to tylko dodatek, dopowiedzenie... Myślałam, że jest kiepski, że tylko dla mnie ma wartość... Ale skoro piszesz, że wzrusza.........
Choć mi daleko do wzruszeń. To przekleństwo po kres..............