POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Amandalea » retrospekcje
retrospekcje
Autor Wiadomość
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2014-01-05, 19:54   retrospekcje

ciasno

pamiętasz
przywitaliśmy wspólnie zanurzając usta
a kiedy wirowała sala
korony jak przed wiekami zdobiły skronie
tylko schodów nie było i szklanych pantofelków

o piątej nad ranem rącze rozwiały włosy
i zapłonęły ogniem pośród niknących ścian
rozkołysane dzwoniły dzwony w Notre Dame

pamiętasz
przywitaliśmy wspólnie splatając
pierwsze kroki godziny kanonadą fajerwerków
w horyzont słów
obietnicą jutra gdy śpi ręka w zagłębieniu szyi
a pomiędzy nie wkrada się żaden szmer

04.01.2010r.


łagodną falą

są chwile niewarte wspomnień
gdy ból uszlachetniał rysy
tak niewiele brakowało
by zatrzepotać
nim piach spije czerwień maków

i takie kiedy niewidzialnie
sączy się jad niszcząc tkankę
z nadzieją że obumrze
nim księżyc zmieni twarz

nie ma już dziewczynki
w pocerowanych rajstopach
nastolatki z podziurawioną wiarą
kobiety

są chwile pełne wspomnień
zapisanych liniami papilarnymi
na kolanach

01.02.2010r.


jedno odrębnością istnień

w wykradzionych chwilach
uczyliśmy się słuchać
spokojny nurt dodawał pewności
nie krzyk i pościg na piedestale

dziś w rozrośniętych jak drzewa
kryjemy się pośród zielonych konarów
wciąż na nowo odkrywając siebie
odsłaniamy horyzont

mówią mowa jest srebrem milczenie złotem
więc wtuleni rozmawiamy ciszą
gdzie ciepło bliskości
ważniejsze niż galopujące tabuny

czasami kołyszemy ściany
tańczy płomień przy wtórze minionych lat
i nie kroki najistotniejsze

tylko skalpel rozdzieli syjamskie

04.03.2010r.


potrójna odsłona

nie pamiętam wąsów
nawet nie wiem czy były
gdy z opowiadań tylko fuzyjka
i niechęć do roli

ona dzierżyła mocno
nie zważała na deszcze
plon był najważniejszy

pamiętam gorzkie pomarańcze
pośród przykrótkich paltotek
gdy godzina miała zastąpić dni

ona nie miała czasu na patataj
sękate dłonie cerowały wieczory
a czułość była nie na miejscu

pamiętam jak padały słowa
najświatlejsze nie znoszące sprzeciwu
więc zapadałam pomiędzy korzenie
bez poduszki szukając snu

nie wiem jaki namalują obraz
gdy zamknę drzwi krążąc arteriami
a ślady pokryje sepia

05.03.2010r.


szaleństwo

dałeś mi ucho jeszcze ciepłe
pulsujące dźwiękami
paletę barw
gdzie żółć z czerwienią

w południowym studium
miesza się rzeczywistość
kwitną słoneczniki
na stole otwarte tuby

dałeś mi oczy szeroko otwarte
zieleń z błękitem w jedno
wzburzone fale
gdzie namiętność do życia i śmierć

krótkie kolorowe pociągnięcia
łany zbóż zalane słońcem
gwiazdy skąpane w stawie
on i ja

dałeś mi usta rozchylone zachwytem
pełne smaków letniego popołudnia
na oparciu bezpańska męska koszula
zapach pragnienia

słyszysz
wiruje walc

22.03.2010r.


z włosem pod włos

zamykacie usta
łamiecie bezpióre palce
żądając czołobicia
wiwisekcji

jak spluwaczka
przyjmuję obelgi
nie oddam

czasem
przesypuję życie
w klepsydrze dłoni

16.04.2010r.


bagatelka

nie potrafię o ptaszkach igraszkach
bzdurach chmurach i fatałaszkach
składam litery jak w pierwszej klasie
i co spróbuję to na nic zda się

chciałam z humorem z iskierką werwą
myślałam niechże się ciut rozerwą
niech pamiętają turlani śmiechem
że i bezsensy też są potrzebne

kolejne kawy słowa na ławy
co wszak czyniło wielu już sławnych
nie patrząc zbytnio na rymu gładkość
czasem zaklęli sobie o psia kość

kpiarstwem szyderstwem autoironią
luzackie łezki z zapałem roniąc
nieśli wytchnienia nauki wszelkie
a ja się skrywam znowu w muszelkę

jak ślimak małża czy inna stwora
uciekam w konchę zupełnie chora
a co najgorsze przy tym jest właśnie
co poniektóry z drwiną przyklaśnie

wytrze jak myszką kartkę papieru
pozbawi Wita szalonych gestów
zaplącze czule w bezpieczny kaftan
co nie kamieniem porośnie trawa

28.04.2010r.


nie ze strachu

czy warto przelewać słowa
gdy na przetaku zostaje co wygodne
tak prosto odbić piłkę
niech nie wstanie

cienka granica pomiędzy
niewidzialnie dla samych siebie
przesuwamy by się wybielić
przecież to on ona
kłamstwo

nigdy nie szukałam winnych
wydłubując okruchy szkła
czekałam na czas
przecież nie zawsze wiatr w oczy

zamykam usta by nie jątrzyć
uniknąć spirali
a kiedy głowa poniżej
i ramiona sięgają korzeni
obojętnieję
coraz bardziej sękate palce
nie sięgają gwiazd

01.06.2010r.


w łagodności

lubię gdy w tle Andrea Bocielli
i kwitną kwiaty
rozkołysane białe pnie brzóz
patrzysz
jakbyś chciał malować z pamięci

wiolinowe klucze ptaków
otwierają błękit
szybujemy
niesieni pięciolinią zmysłów
do otwartych bram
gdzie nie potrzeba słów

14.07.2010r.


bez nacisków

porwałeś
z obietnicą o której pamiętał wiatr
pędzący po świecie

uniosłeś
gdzie gondolierzy i słońce
śpiewają serenady dla Julietty
a Doża lekką dłonią
maluje złote sufity

wykąpałeś
w zachwycie oczu
pośród tysięcy kwiatów

uchwyciłeś
motyle uśmiechu pośród chmur
zamykając w jasyrze ramion
bez lęku mimo burz
jesteś

27.07.2010r.


tenorzy

łagodne dźwięki pieszczotą
wymazują z pamięci niechciane
melodią ciepłego południa
mówią że nie warto
zbyt mało kartek w kalendarzu
by gubić uśmiech

zamykam drzwi
niech każdy w ciszy szuka sam
spokój jest w nas nie za progiem
a walki w błocie na ekranie
nie brudzą

duet Bocielli z Pavarottim
wędrówka rajskimi ogrodami
gdzie zielone altany dają chłód
a fontanna lśni siedmiobarwnie

najważniejsze
umiejętnie odciąć pępowinę
niezależnie
z której strony

29.07.2010r.


wrastanie

mówisz nie martw się gdy obok długonogie
odsłaniają nie tylko kolana jesteś pewnością
tęczy kwitnącej po burzy kiedy zamiera krzyk
deszczu w kałużach i soczystością barw
zalewających ogrody pola


podnoszę oczy a klucz białych żurawi
otwiera błękit jaśniejąc w słońcu
a chociaż za horyzontem wciąż wrze
pozwalam byś prostował marsa
przywołując kurze łapki

i chociaż w kalejdoskopie coraz więcej
wciąż przepatruję dale wsłuchana w szepty klepek
pytania nie zadane gdzie kroki
gdzie dłonie upinające motyle skrzydła
poranne budzenie wiatru we włosach
gdy rozespanie nie chce otworzyć oczu

mówisz jesiennieją spacery lecz
możesz liczyć na poły moich ramion
więc i mroźne śniegi nie straszne i wiatr
co dotąd w twarz pomoże iść

z pieczęcią ust zanurzam się w ciszę
przyspieszonych oddechów
gdzie płacz skóry nie dziwi
a sen nadchodzi na palcach

25.08.2010r.


wczoraj

w słonecznej plamie zwinne centki
upolowane obiektywem
patrzą zdziwione

gdy po wykutych w skale stopniach
wspinam się ku śpiącym
w szumie drzew

płynie historia zapomniana
dawnej świetności ślad
odkrywa czucie

alepjski fiołek drży figlarnie
kiedy próbujesz schwycić
kaskady barw

siedem dni
jak siedem kocich żyć
szansą

29.09.2010r.


kołatka

kiedy historia pyłem na stopach
gwar niknął za zamkniętymi
łapałeś chwile cichym pstryk
by nie zapomnieć

stromych uliczek wykutych w skale
z jaszczurką śpiącą w słońcu
sklepików gdzie ser i wino
śmiały się do wędrowców
a gaje oliwne tchnęły spokojem

kiedy historia pyłem na stopach
pomarańczowa parasolka tyczyła trasy
otwierając oczy na nieznane
opowiadała historię zdrajcy
wciąż patrzącego w dal

gdzie mury szczerzą zęby
a wiatr nie nabiera rozpędu
w miniaturowym mieście
śpi czarny kot
pamiętam

15.10.2010r.


a w ustach wciąż truskawkowe lato

gdy ząb na ząb obejmuje
diamentowym obrazem na szkle
zamiast ramion szept zniewala kilometry

płowieje zapach od p do p
wymagania z ośmiu robią dwanaście
by odciąć lotki skraść błękitne hale

za rogiem kartonowe ściany
z ławką pod głowę i wiatr
reguły bez czucia wyzwalają łokcie

odpadam w przedbiegach
gdy przyrośnięte do boków
nie torują drogi

pod wiatr rozgarniam skłębione
w poszukiwaniu blasku jantarów
smaku spokojnego snu

22.11.2010r.


płatki śniegu

gdybym mogła zarazić
łagodnością nadmorskiej bryzy
ale nie
mówisz taplaj się jak wszyscy
przecież nawet niebo jest ołowiane
nic że widziałaś jak chodnik pije krew
będziesz inna jak ja czy oni


więc nie mogę ubrać niemodnej bluzki
przekrój lat które są były lub będą
wiesz
nigdy nie lubiłam defilad pierwszomajowych
jestem sobą
tygrysem o niepowtarzalnym wzorze
że niby on podobny i ona

przyjrzyj się
choć podobnie dostrzegamy barwy
język tworzy swoje witraże
nie
przecież nie wystawię twojej twarzy na wiatr
słowa są tak ulotne

04.01.2011r.


zza

śpisz
odpoczywają złagodniałe rysy
szybują myśli pośród komnat
jaśniejącymi korytarzami

gdzie nabierają znaczeń
najprostsze gesty
wtulenie

kwitną słowa znane od wieków
a jednak wciąż budzą zorze
pozwalają odnaleźć lagunę
jak kryształ

śpisz
coraz więcej srebra na skroniach
kusi delikatność opuszków
cichy szept

13.03.2011r.


nadmorskie impresje

biegliśmy
a spętane piachem stopy
zwalniały w coraz dłuższym cieniu
srebrzyły się łuski fal

po kamieniach przemykał lis
niosąc niepewność w oczach
i strach obudzony krokami

w zamierającym krzyku mew
chwytaliśmy ostatnie promienie
nim zatonęły
wgryzając się w horyzont

wiatr cicho nucił kołysanki
gdy z niechęcią wracaliśmy
gdzie żarówka nie rozświetla wnętrz

27.04.2011r.


uparciuch

wyrazić siebie gdy bieg
rozdaje miejsca noclegu
gazetę na kamieniu
chleb

polany wodą
posypany cukrem
w pachnącym południu
brzęczenie lip
za miastem nadal kwitną

próba zatrzymania dezercją
karaną zawiązanymi rękawami
precyzja sznurka w kieszeni
wysusza atrament
w zamian kukułcze

nie wyklują się
w endemicznym świecie
ręcznych haftów z dna szuflady

03.05.2011r.


pozytywka


wciąż słyszę szum kaskad
szmer głosów zachwyconych
wiatr we włosach

szmaragdowy blask osiadał wraz z mgiełką
na drewnianych kładkach twarzach
kusił drobnymi łuskami oczy
przepływały ławice

na dnie
puchły zbielałe konary
kontrastując z zielenią liści
bezchmurnym błękitem

wszędzie było cię pełno
gdy próbowałeś zatrzymać ulotne
a ptaki wtórowały do śmiechu

02.06.2011r.


miarka

przychodzi nieproszona z wiatrem
jęczącym w reumatycznych konarach
nagością skał bezzielennych
uderza w dzwony na trwogę
z żądaniem okupu
gdy
klepsydrzany
piach niknie między klepkami
zabierając pejzaż pachnący mlekiem
miedzę donikąd
z opaską na powiekach żąda uzasadnienia
dla szklanych drobin w źrenicach
pękniętej framugi
kiedy obowiązek zabrał ostatnie chwile
spontaniczności pełnej ciepła
i wyzuty legł cieniem
zginęły zapałki

*

jestem zbieraczką kamieni
zerwanych z szyi odwiązanych od stóp
tych co zginają kolana znacząc rdzą
poprzez setki kilometrów kręte
pokonuję wystukując krok za krokiem
by zebrać kwarcowe okruchy
i gdy milcząc w ukryciu
otwieram sezam pod świetlikiem
w zapomnieniu dłoni milkną dzwony
ogłuszone beztroskim śmiechem
dziewięćsił krasi skały

09.06.2011r.


za horyzontem zdarzeń

gdy czas się kurczy nie pytam
chwytam porządnie lejce
i nic już nie nauczy
mówię sobą
nic więcej

z szeptem latawcem podniebnym
floresy kreślę i esy
aby zapisać w pamięć
chwilę co jest
i cieszy

gdy czas ucieka przed siebie
jesień zima pod drzwiami
krajobraz goni krajobraz
piękne nieznane
kobierce

więc dłoń ukrywam w dłoni
rozdzwonił się skowronek
niebem przysiadł
na skroni

i czego pragnąć więcej

19.07.2011r.


do horyzontu

pamiętasz
niosło w głąb molo
tęsknie na wietrze tańczyły mewy
kroczyła biel z dostojeństwem
i szeptał piach pod stopami

wczoraj splecione z dzisiaj
niosło skrzydlate pięty
choć jesień w barwnych arrasach
myśli niepokorne

gra nasza pozytywka
na przekór w piątek świątek
pozwala z głową w chmurach
przejść po linie

05.11.2011r.


śladami

to nie będzie nowatorskie
pisanie powinno jak kropla skałę
tęsknota bezskrzydła
sunie po wszystkich czterech
i wraca psem
bassetem patrzy w źrenicę

w nasłuchiwaniu nie ma nic
po za wyczekiwaniem na odgłos
kroków
atramentowych kropli
chciwie spijanych z kształtnych
gdy odnajdzie się myśl

to nie jest nowatorskie
jak róża księżyc i serce
litery pisane na skórze jednym
a może pięciolinią w mroku
cisza wydzwania kuranty
andante allegro presto
oddechu

17.01.2012


tytułu nie napiszę z przekory

grasz w zielone gram
masz zielone mam

zupełnie bez sensu jednak
mierzona daję różne odczyty
nawet najbliżsi się gubią

przewracamy kartki
dziwne zawsze opuszczałam opisy
teraz wylewam atrament
nad płaczącą wierzbą
nieudanym zachodem w wirujących
liście wciąż lecą z drzew

truizm
prawda ona jest dobra
w rozpamiętywaniu
tropieniu cudzego dobra
wynajdywaniu ukrytych garbów
i wyją syreny wieszcząc pożar
myśli

wiesz
lustro ma dwie strony
bardziej wstydliwą przylega
byś widziała odwrócone odbicia
na ostatnim planie
wnętrze łupinką włoskiego orzecha

02.02.2012


coś z dzbanem

od zawsze ważyłam słowa
najczęściej gryząc język
ujmowałam

kiedy przekraczały poziom
płakały kartki
w swoistym katharsis

jak stuletnia iwa targana wiatrem
na przednówku
wciąż ważę słowa

27.02.2012


wciąż drzemie

kiedyś na strychu w berka
na osiem niezdarnych łapek
i podrapane kolana
a przecież pośród ulic
grzeczna dziewczynka na pasach
gdy tu każde drzewo
pies
kot

kiedyś na zielonej miedzy
w ciszy rozlała się
droga mleczna pełna brokatu
a kiedy rozdźwięczały się trawy
można było śledzić spadające
w proszalnym szepcie
niech
będzie

kiedyś u cembrowiny
wyciągał szyję nieznośnie skrzypiąc
a usta chłonęły zimne krople
u źródła
najtrudniej stanąć
by objąć płowogrzywe obłoki
z dala od dzisiaj

05.03.2012r.


nike

pamiętam niewidzące
dłonie wtulone w ciepło
bezsilne
wobec krążących

i jastrząb snu co porwał
świadomość
świt wstawał śpiewnie
przed piątą
wstęgami z szumem drzew

pamiętam nienasycenie
z kartki na kartkę
szeptem wplątanym we włosy
zwycięskie drżenie

16.06.2012


sennie

między zielenią zanurzoną w błękicie
z uwolnionymi stopami
chciałabym

z lekkością dmuchawca dalej
ku lśniącym taflom gdzie granice
obce dla zapatrzonych
a płonąca purpura budzi z uśpienia
żagle dłoni w kołysance dnia i nocy
niosą

śpiewają roztańczone trawy
w wiśniowych sadach cichną kroki
jantarowe okruchy manną
sycą spierzchnięte gdy wtulamy twarze

z lekkością babiego lata
splatamy spojrzeniem dale
pragnienie między zielenią a błękitem
omszałej cembrowiny z żurawiem
w cieniu gruszy
łatwiej odnaleźć sens

15.07.2012r.


nierozsądnie

krzyczymy sznurując usta
z obawy przed obojętnością
nie dajemy szansy
a jednak

wciąż szukamy w odbiciu
zatrzymanego spojrzenia
dłoni uśmiechu

maleńka gałązka biczem
więc zatrzaśnięta
za gardą nieobecności łatwiej
plastyczny pancerz
nieufność

krzyczymy z zagryzionymi ustami
odczytując przychylne jako litość
odchodzimy w mrok
z wiarą rozdrapujemy zabliźnione

14.10.2012r.


mgnienie

płomiennymi śladami wśród szelestów
w lustrze łapiemy ostatnie
brzegi rozedrgane sitowiem
zgubiły zieleń

nagie gałązki nie kryją zadumanej altany
wąską alejką w zapomnienie
patrząc na kręgi spod barwnych piór
zbieramy okruchy przeciw cieniom
gdzie kret nie pozwala na wytchnienie

idziemy Ra kryje się za drzewami
przysiadł wiatr
cisza rozlewa się leniwie
pisze ciepłym strumieniem
wilgotne wersy

23.11.2012


impresje


mówisz o śniadaniu na trawie
mai wenus olimpii
o nocodniach pełnych marzeń
pośród toskańskich winnic

szepczesz o chwytaniu zachodów
zaplatanych w warkocze
pozwalasz zobaczyć znowu
aleje cyprysem porosłe

wspominasz barwne portofino
pod chmur żaglami
gdzie chwilami słońce kwitło
wiatr włosami się bawił

jak impresjoniści malujesz
słów obrazy pełne tęsknoty
zapełniasz sobą pustkę
wspólnie kamień toczysz

10.11.2013r.


pastelowe szkice

pamiętasz była jesień nie
pełnia lata skracała sukienki
złocistością okrywając odsłonięte
w otwartych oknach tańczyły firany

fontanna żyła trzepotem szarych piór
rozpościerając nad chodnikiem tęczę
migawka z cichym trzaskiem
zapisywała chwile

całowałeś po kryjomu moje włosy
uwalniając tęsknotę z klatki żeber
w słonecznym paśmie
gubiliśmy wstyd

pośród szeleszczących żółtością
odnaleźliśmy dłonie
w zaplocie serdecznym
znaczymy horyzont pustej alei

29.12.2013


zdarta płyta

Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony


monotematyczność wszyta w podszewkę
wypływa melancholią nocną
zamgloną srebrzyście w ciszy
zaokienych mar

słyszysz dzwonią zmarznięte łzy
gasnących spojrzeń skostniałe ławki
nie utulą w popiele dni
stacyjki bez semaforów
zapominają o pędzących w dal

w gabinecie luster pękło ostatnie tremo
kalecząc siatkówki obojętnych dłoni
pełne kieszenie przeliczają mamonę

zabrakło miejsca bez łokci
monotematycznie szukam
jesiennej strony księżyca

31.01.2014r.
_________________
a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
 
 
Lidka 

Dołączyła: 11 Lis 2012
Posty: 6378
Wysłany: 2014-01-05, 20:02   

:serce: Li Am :serce:
ja Cię... :)

te brylanty słów chowasz w szufladzie???
n i e d o b r a!
 
 
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2014-01-05, 20:04   

Lidka napisał/a:
:serce: Li Am :serce:
ja Cię... :)

te brylanty słów chowasz w szufladzie???
n i e d o b r a!


No nie, część z nich jest na forum tylko rozpierzchnięta przez te wszystkie lata :P , a tu je wsadziłam do jednego worka ;)
_________________
a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
 
 
Lidka 

Dołączyła: 11 Lis 2012
Posty: 6378
Wysłany: 2014-01-05, 20:08   

Amandalea napisał/a:
Lidka napisał/a:
:serce: Li Am :serce:
ja Cię... :)

te brylanty słów chowasz w szufladzie???
n i e d o b r a!


No nie, część z nich jest na forum tylko rozpierzchnięta przez te wszystkie lata :P , a tu je wsadziłam do jednego worka ;)


he!
dobre sobie!
uważasz, że z worka paskudzie będzie lepiej sięgać? ;)
 
 
Liliowa 
Ewa Janowska


Dołączyła: 21 Mar 2013
Posty: 520
Wysłany: 2014-01-05, 20:14   

Lidio :)
Ile czytania !!! i refleksji i zadumania :)
Musze rozłożyć na raty, aby łatwiej było odnieść się do każdego z nich personalnie, osobiście i z sercem :)
Gratuluję "płodności i weny!
Pozdrawiam wieczornie :)
 
 
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2014-01-05, 20:19   

Lidka napisał/a:
Amandalea napisał/a:
Lidka napisał/a:
:serce: Li Am :serce:
ja Cię... :)

te brylanty słów chowasz w szufladzie???
n i e d o b r a!


No nie, część z nich jest na forum tylko rozpierzchnięta przez te wszystkie lata :P , a tu je wsadziłam do jednego worka ;)


he!
dobre sobie!
uważasz, że z worka paskudzie będzie lepiej sięgać? ;)


Tak myślę, jeśli w ogóle myślę :rotfl: :rotfl:
_________________
a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
 
 
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2014-01-05, 20:20   

Liliowa napisał/a:
Lidio :)
Ile czytania !!! i refleksji i zadumania :)
Musze rozłożyć na raty, aby łatwiej było odnieść się do każdego z nich personalnie, osobiście i z sercem :)
Gratuluję "płodności i weny!
Pozdrawiam wieczornie :)


Ewo, to wiersze chyba z 3-4 lat, tyle, że zebrane w jednym miejscu ;)
Dziękuję i pozdrawiam ciepło :)
_________________
a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
 
 
Lidka 

Dołączyła: 11 Lis 2012
Posty: 6378
Wysłany: 2014-01-05, 20:22   

Amandalea napisał/a:
Tak myślę, jeśli w ogóle myślę :rotfl: :rotfl:


ze mnie zawsze i tylko nabija siem
i bez pozdrowień :rozpacz: :rozpacz: :rozpacz:
 
 
Lidka 

Dołączyła: 11 Lis 2012
Posty: 6378
Wysłany: 2014-01-05, 20:29   

Amandalea napisał/a:
ciasno

pamiętasz
przywitaliśmy wspólnie zanurzając usta
a kiedy wirowała sala
korony jak przed wiekami zdobiły skronie
tylko schodów nie było i szklanych pantofelków

o piątej nad ranem rącze rozwiały włosy
i zapłonęły ogniem pośród niknących ścian
rozkołysane dzwoniły dzwony w Notre Dame

pamiętasz
przywitaliśmy wspólnie splatając
pierwsze kroki godziny kanonadą fajerwerków
w horyzont słów
obietnicą jutra gdy śpi ręka w zagłębieniu szyi
a pomiędzy nie wkrada się żaden szmer


całkiem nieźle się zaczęło
jak przystało na wieczorową porę
płomiennie
wszystko wiruje - sala usta dłonie
biją dzwony w Notre Dame
i tylko sęk w tym, że... ja nie pamiętam :P

Li Am :serce:
bardzo ciekawie
:padam: :padam: :padam:

i idę dalej...
 
 
Lidka 

Dołączyła: 11 Lis 2012
Posty: 6378
Wysłany: 2014-01-05, 20:42   

Amandalea napisała:
Cytat:
łagodną falą

są chwile niewarte wspomnień
gdy ból uszlachetniał rysy
tak niewiele brakowało
by zatrzepotać
nim piach spije czerwień maków

i takie kiedy niewidzialnie
sączy się jad niszcząc tkankę
z nadzieją że obumrze
nim księżyc zmieni twarz

nie ma już dziewczynki
w pocerowanych rajstopach
nastolatki z podziurawioną wiarą
kobiety

są chwile pełne wspomnień
zapisanych liniami papilarnymi
na kolanach

01.02.2010r.


bo wspomnienia trzeba byłoby na dwie grupy rozdzielić:
1/ do jakich chętnie się wraca
2/ i te niejako wymuszone

Li Am :serce:
doskonale spuentowałaś:

"są chwile pełne wspomnień
zapisanych liniami papilarnymi
na kolanach"


:padam: :padam: :padam:
 
 
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2014-01-05, 21:45   

wspomnienia...wspomnienia...wspomnienia ;)
_________________
a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
 
 
Lidka 

Dołączyła: 11 Lis 2012
Posty: 6378
Wysłany: 2014-01-05, 21:55   

Amandalea napisał/a:
wspomnienia...wspomnienia...wspomnienia ;)

poją... wzniecają... płaczą

takie one są
stety i niestety
 
 
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2014-01-05, 22:39   

Lidka napisał/a:
Amandalea napisał/a:
wspomnienia...wspomnienia...wspomnienia ;)

poją... wzniecają... płaczą

takie one są
stety i niestety


ano ;)
_________________
a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
 
 
Lidka 

Dołączyła: 11 Lis 2012
Posty: 6378
Wysłany: 2014-01-05, 22:40   

Amandalea napisał/a:
Lidka napisał/a:
Amandalea napisał/a:
wspomnienia...wspomnienia...wspomnienia ;)

poją... wzniecają... płaczą

takie one są
stety i niestety


ano ;)

tak to jest…
 
 
Lidka 

Dołączyła: 11 Lis 2012
Posty: 6378
Wysłany: 2014-01-22, 18:56   

Amandalea napisał/a:
z włosem pod włos

zamykacie usta
łamiecie bezpióre palce
żądając czołobicia
wiwisekcji

jak spluwaczka
przyjmuję obelgi
nie oddam

czasem
przesypuję życie
w klepsydrze dłoni

16.04.2010r.

.......... :padam: :padam: :padam:


Li Am :serce:
kształtne sterowanie słowem i… włosem ;)
tylko tylko "spluwaczka" hmm to nie Twój język :hyhy:
próbowałam czymś zastąpić, ale chyba się nie da :P

"czasem
przesypuję życie
w klepsydrze dłoni"


b r a w o!

… a ziarenka piasku
rysują linie papilarne :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Amandalea » retrospekcje


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo