pamiętasz
przywitaliśmy wspólnie zanurzając usta
a kiedy wirowała sala
korony jak przed wiekami zdobiły skronie
tylko schodów nie było i szklanych pantofelków
o piątej nad ranem rącze rozwiały włosy
i zapłonęły ogniem pośród niknących ścian
rozkołysane dzwoniły dzwony w Notre Dame
pamiętasz
przywitaliśmy wspólnie splatając
pierwsze kroki godziny kanonadą fajerwerków
w horyzont słów
obietnicą jutra gdy śpi ręka w zagłębieniu szyi
a pomiędzy nie wkrada się żaden szmer
04.01.2010r.
łagodną falą
są chwile niewarte wspomnień
gdy ból uszlachetniał rysy
tak niewiele brakowało
by zatrzepotać
nim piach spije czerwień maków
i takie kiedy niewidzialnie
sączy się jad niszcząc tkankę
z nadzieją że obumrze
nim księżyc zmieni twarz
nie ma już dziewczynki
w pocerowanych rajstopach
nastolatki z podziurawioną wiarą
kobiety
są chwile pełne wspomnień
zapisanych liniami papilarnymi
na kolanach
01.02.2010r.
jedno odrębnością istnień
w wykradzionych chwilach
uczyliśmy się słuchać
spokojny nurt dodawał pewności
nie krzyk i pościg na piedestale
dziś w rozrośniętych jak drzewa
kryjemy się pośród zielonych konarów
wciąż na nowo odkrywając siebie
odsłaniamy horyzont
mówią mowa jest srebrem milczenie złotem
więc wtuleni rozmawiamy ciszą
gdzie ciepło bliskości
ważniejsze niż galopujące tabuny
czasami kołyszemy ściany
tańczy płomień przy wtórze minionych lat
i nie kroki najistotniejsze
tylko skalpel rozdzieli syjamskie
04.03.2010r.
potrójna odsłona
nie pamiętam wąsów
nawet nie wiem czy były
gdy z opowiadań tylko fuzyjka
i niechęć do roli
ona dzierżyła mocno
nie zważała na deszcze
plon był najważniejszy
pamiętam gorzkie pomarańcze
pośród przykrótkich paltotek
gdy godzina miała zastąpić dni
ona nie miała czasu na patataj
sękate dłonie cerowały wieczory
a czułość była nie na miejscu
pamiętam jak padały słowa
najświatlejsze nie znoszące sprzeciwu
więc zapadałam pomiędzy korzenie
bez poduszki szukając snu
nie wiem jaki namalują obraz
gdy zamknę drzwi krążąc arteriami
a ślady pokryje sepia
05.03.2010r.
szaleństwo
dałeś mi ucho jeszcze ciepłe
pulsujące dźwiękami
paletę barw
gdzie żółć z czerwienią
w południowym studium
miesza się rzeczywistość
kwitną słoneczniki
na stole otwarte tuby
dałeś mi oczy szeroko otwarte
zieleń z błękitem w jedno
wzburzone fale
gdzie namiętność do życia i śmierć
krótkie kolorowe pociągnięcia
łany zbóż zalane słońcem
gwiazdy skąpane w stawie
on i ja
dałeś mi usta rozchylone zachwytem
pełne smaków letniego popołudnia
na oparciu bezpańska męska koszula
zapach pragnienia
nie potrafię o ptaszkach igraszkach
bzdurach chmurach i fatałaszkach
składam litery jak w pierwszej klasie
i co spróbuję to na nic zda się
chciałam z humorem z iskierką werwą
myślałam niechże się ciut rozerwą
niech pamiętają turlani śmiechem
że i bezsensy też są potrzebne
kolejne kawy słowa na ławy
co wszak czyniło wielu już sławnych
nie patrząc zbytnio na rymu gładkość
czasem zaklęli sobie o psia kość
kpiarstwem szyderstwem autoironią
luzackie łezki z zapałem roniąc
nieśli wytchnienia nauki wszelkie
a ja się skrywam znowu w muszelkę
jak ślimak małża czy inna stwora
uciekam w konchę zupełnie chora
a co najgorsze przy tym jest właśnie
co poniektóry z drwiną przyklaśnie
wytrze jak myszką kartkę papieru
pozbawi Wita szalonych gestów
zaplącze czule w bezpieczny kaftan
co nie kamieniem porośnie trawa
28.04.2010r.
nie ze strachu
czy warto przelewać słowa
gdy na przetaku zostaje co wygodne
tak prosto odbić piłkę
niech nie wstanie
cienka granica pomiędzy
niewidzialnie dla samych siebie
przesuwamy by się wybielić
przecież to on ona
kłamstwo
nigdy nie szukałam winnych
wydłubując okruchy szkła
czekałam na czas
przecież nie zawsze wiatr w oczy
zamykam usta by nie jątrzyć
uniknąć spirali
a kiedy głowa poniżej
i ramiona sięgają korzeni
obojętnieję
coraz bardziej sękate palce
nie sięgają gwiazd
01.06.2010r.
w łagodności
lubię gdy w tle Andrea Bocielli
i kwitną kwiaty
rozkołysane białe pnie brzóz
patrzysz
jakbyś chciał malować z pamięci
wiolinowe klucze ptaków
otwierają błękit
szybujemy
niesieni pięciolinią zmysłów
do otwartych bram
gdzie nie potrzeba słów
14.07.2010r.
bez nacisków
porwałeś
z obietnicą o której pamiętał wiatr
pędzący po świecie
uniosłeś
gdzie gondolierzy i słońce
śpiewają serenady dla Julietty
a Doża lekką dłonią
maluje złote sufity
wykąpałeś
w zachwycie oczu
pośród tysięcy kwiatów
uchwyciłeś
motyle uśmiechu pośród chmur
zamykając w jasyrze ramion
bez lęku mimo burz
jesteś
27.07.2010r.
tenorzy
łagodne dźwięki pieszczotą
wymazują z pamięci niechciane
melodią ciepłego południa
mówią że nie warto
zbyt mało kartek w kalendarzu
by gubić uśmiech
zamykam drzwi
niech każdy w ciszy szuka sam
spokój jest w nas nie za progiem
a walki w błocie na ekranie
nie brudzą
duet Bocielli z Pavarottim
wędrówka rajskimi ogrodami
gdzie zielone altany dają chłód
a fontanna lśni siedmiobarwnie
najważniejsze
umiejętnie odciąć pępowinę
niezależnie
z której strony
29.07.2010r.
wrastanie
mówisz nie martw się gdy obok długonogie
odsłaniają nie tylko kolana jesteś pewnością
tęczy kwitnącej po burzy kiedy zamiera krzyk
deszczu w kałużach i soczystością barw
zalewających ogrody pola
podnoszę oczy a klucz białych żurawi
otwiera błękit jaśniejąc w słońcu
a chociaż za horyzontem wciąż wrze
pozwalam byś prostował marsa
przywołując kurze łapki
i chociaż w kalejdoskopie coraz więcej
wciąż przepatruję dale wsłuchana w szepty klepek
pytania nie zadane gdzie kroki
gdzie dłonie upinające motyle skrzydła
poranne budzenie wiatru we włosach
gdy rozespanie nie chce otworzyć oczu
mówisz jesiennieją spacery lecz
możesz liczyć na poły moich ramion
więc i mroźne śniegi nie straszne i wiatr
co dotąd w twarz pomoże iść
z pieczęcią ust zanurzam się w ciszę
przyspieszonych oddechów
gdzie płacz skóry nie dziwi
a sen nadchodzi na palcach
25.08.2010r.
wczoraj
w słonecznej plamie zwinne centki
upolowane obiektywem
patrzą zdziwione
gdy po wykutych w skale stopniach
wspinam się ku śpiącym
w szumie drzew
płynie historia zapomniana
dawnej świetności ślad
odkrywa czucie
alepjski fiołek drży figlarnie
kiedy próbujesz schwycić
kaskady barw
siedem dni
jak siedem kocich żyć
szansą
29.09.2010r.
kołatka
kiedy historia pyłem na stopach
gwar niknął za zamkniętymi
łapałeś chwile cichym pstryk
by nie zapomnieć
stromych uliczek wykutych w skale
z jaszczurką śpiącą w słońcu
sklepików gdzie ser i wino
śmiały się do wędrowców
a gaje oliwne tchnęły spokojem
kiedy historia pyłem na stopach
pomarańczowa parasolka tyczyła trasy
otwierając oczy na nieznane
opowiadała historię zdrajcy
wciąż patrzącego w dal
gdzie mury szczerzą zęby
a wiatr nie nabiera rozpędu
w miniaturowym mieście
śpi czarny kot
pamiętam
15.10.2010r.
a w ustach wciąż truskawkowe lato
gdy ząb na ząb obejmuje
diamentowym obrazem na szkle
zamiast ramion szept zniewala kilometry
płowieje zapach od p do p
wymagania z ośmiu robią dwanaście
by odciąć lotki skraść błękitne hale
za rogiem kartonowe ściany
z ławką pod głowę i wiatr
reguły bez czucia wyzwalają łokcie
odpadam w przedbiegach
gdy przyrośnięte do boków
nie torują drogi
pod wiatr rozgarniam skłębione
w poszukiwaniu blasku jantarów
smaku spokojnego snu
22.11.2010r.
płatki śniegu
gdybym mogła zarazić
łagodnością nadmorskiej bryzy
ale nie
mówisz taplaj się jak wszyscy
przecież nawet niebo jest ołowiane
nic że widziałaś jak chodnik pije krew
będziesz inna jak ja czy oni
więc nie mogę ubrać niemodnej bluzki
przekrój lat które są były lub będą
wiesz
nigdy nie lubiłam defilad pierwszomajowych
jestem sobą
tygrysem o niepowtarzalnym wzorze
że niby on podobny i ona
przyjrzyj się
choć podobnie dostrzegamy barwy
język tworzy swoje witraże
nie
przecież nie wystawię twojej twarzy na wiatr
słowa są tak ulotne
04.01.2011r.
zza
śpisz
odpoczywają złagodniałe rysy
szybują myśli pośród komnat
jaśniejącymi korytarzami
gdzie nabierają znaczeń
najprostsze gesty
wtulenie
kwitną słowa znane od wieków
a jednak wciąż budzą zorze
pozwalają odnaleźć lagunę
jak kryształ
śpisz
coraz więcej srebra na skroniach
kusi delikatność opuszków
cichy szept
13.03.2011r.
nadmorskie impresje
biegliśmy
a spętane piachem stopy
zwalniały w coraz dłuższym cieniu
srebrzyły się łuski fal
po kamieniach przemykał lis
niosąc niepewność w oczach
i strach obudzony krokami
w zamierającym krzyku mew
chwytaliśmy ostatnie promienie
nim zatonęły
wgryzając się w horyzont
wiatr cicho nucił kołysanki
gdy z niechęcią wracaliśmy
gdzie żarówka nie rozświetla wnętrz
27.04.2011r.
uparciuch
wyrazić siebie gdy bieg
rozdaje miejsca noclegu
gazetę na kamieniu
chleb
polany wodą
posypany cukrem
w pachnącym południu
brzęczenie lip
za miastem nadal kwitną
próba zatrzymania dezercją
karaną zawiązanymi rękawami
precyzja sznurka w kieszeni
wysusza atrament
w zamian kukułcze
nie wyklują się
w endemicznym świecie
ręcznych haftów z dna szuflady
03.05.2011r.
pozytywka
wciąż słyszę szum kaskad
szmer głosów zachwyconych
wiatr we włosach
szmaragdowy blask osiadał wraz z mgiełką
na drewnianych kładkach twarzach
kusił drobnymi łuskami oczy
przepływały ławice
na dnie
puchły zbielałe konary
kontrastując z zielenią liści
bezchmurnym błękitem
wszędzie było cię pełno
gdy próbowałeś zatrzymać ulotne
a ptaki wtórowały do śmiechu
02.06.2011r.
miarka
przychodzi nieproszona z wiatrem
jęczącym w reumatycznych konarach
nagością skał bezzielennych
uderza w dzwony na trwogę
z żądaniem okupu
gdy
klepsydrzany
piach niknie między klepkami
zabierając pejzaż pachnący mlekiem
miedzę donikąd
z opaską na powiekach żąda uzasadnienia
dla szklanych drobin w źrenicach
pękniętej framugi
kiedy obowiązek zabrał ostatnie chwile
spontaniczności pełnej ciepła
i wyzuty legł cieniem
zginęły zapałki
*
jestem zbieraczką kamieni
zerwanych z szyi odwiązanych od stóp
tych co zginają kolana znacząc rdzą
poprzez setki kilometrów kręte
pokonuję wystukując krok za krokiem
by zebrać kwarcowe okruchy
i gdy milcząc w ukryciu
otwieram sezam pod świetlikiem
w zapomnieniu dłoni milkną dzwony
ogłuszone beztroskim śmiechem
dziewięćsił krasi skały
09.06.2011r.
za horyzontem zdarzeń
gdy czas się kurczy nie pytam
chwytam porządnie lejce
i nic już nie nauczy
mówię sobą
nic więcej
z szeptem latawcem podniebnym
floresy kreślę i esy
aby zapisać w pamięć
chwilę co jest
i cieszy
gdy czas ucieka przed siebie
jesień zima pod drzwiami
krajobraz goni krajobraz
piękne nieznane
kobierce
więc dłoń ukrywam w dłoni
rozdzwonił się skowronek
niebem przysiadł
na skroni
i czego pragnąć więcej
19.07.2011r.
do horyzontu
pamiętasz
niosło w głąb molo
tęsknie na wietrze tańczyły mewy
kroczyła biel z dostojeństwem
i szeptał piach pod stopami
wczoraj splecione z dzisiaj
niosło skrzydlate pięty
choć jesień w barwnych arrasach
myśli niepokorne
gra nasza pozytywka
na przekór w piątek świątek
pozwala z głową w chmurach
przejść po linie
05.11.2011r.
śladami
to nie będzie nowatorskie
pisanie powinno jak kropla skałę
tęsknota bezskrzydła
sunie po wszystkich czterech
i wraca psem
bassetem patrzy w źrenicę
w nasłuchiwaniu nie ma nic
po za wyczekiwaniem na odgłos
kroków
atramentowych kropli
chciwie spijanych z kształtnych
gdy odnajdzie się myśl
to nie jest nowatorskie
jak róża księżyc i serce
litery pisane na skórze jednym
a może pięciolinią w mroku
cisza wydzwania kuranty
andante allegro presto
oddechu
17.01.2012
tytułu nie napiszę z przekory
grasz w zielone gram
masz zielone mam
zupełnie bez sensu jednak
mierzona daję różne odczyty
nawet najbliżsi się gubią
przewracamy kartki
dziwne zawsze opuszczałam opisy
teraz wylewam atrament
nad płaczącą wierzbą
nieudanym zachodem w wirujących
liście wciąż lecą z drzew
truizm
prawda ona jest dobra
w rozpamiętywaniu
tropieniu cudzego dobra
wynajdywaniu ukrytych garbów
i wyją syreny wieszcząc pożar
myśli
wiesz
lustro ma dwie strony
bardziej wstydliwą przylega
byś widziała odwrócone odbicia
na ostatnim planie
wnętrze łupinką włoskiego orzecha
02.02.2012
coś z dzbanem
od zawsze ważyłam słowa
najczęściej gryząc język
ujmowałam
kiedy przekraczały poziom
płakały kartki
w swoistym katharsis
jak stuletnia iwa targana wiatrem
na przednówku
wciąż ważę słowa
27.02.2012
wciąż drzemie
kiedyś na strychu w berka
na osiem niezdarnych łapek
i podrapane kolana
a przecież pośród ulic
grzeczna dziewczynka na pasach
gdy tu każde drzewo
pies
kot
kiedyś na zielonej miedzy
w ciszy rozlała się
droga mleczna pełna brokatu
a kiedy rozdźwięczały się trawy
można było śledzić spadające
w proszalnym szepcie
niech
będzie
kiedyś u cembrowiny
wyciągał szyję nieznośnie skrzypiąc
a usta chłonęły zimne krople
u źródła
najtrudniej stanąć
by objąć płowogrzywe obłoki
z dala od dzisiaj
05.03.2012r.
nike
pamiętam niewidzące
dłonie wtulone w ciepło
bezsilne
wobec krążących
i jastrząb snu co porwał
świadomość
świt wstawał śpiewnie
przed piątą
wstęgami z szumem drzew
pamiętam nienasycenie
z kartki na kartkę
szeptem wplątanym we włosy
zwycięskie drżenie
16.06.2012
sennie
między zielenią zanurzoną w błękicie
z uwolnionymi stopami
chciałabym
z lekkością dmuchawca dalej
ku lśniącym taflom gdzie granice
obce dla zapatrzonych
a płonąca purpura budzi z uśpienia
żagle dłoni w kołysance dnia i nocy
niosą
śpiewają roztańczone trawy
w wiśniowych sadach cichną kroki
jantarowe okruchy manną
sycą spierzchnięte gdy wtulamy twarze
z lekkością babiego lata
splatamy spojrzeniem dale
pragnienie między zielenią a błękitem
omszałej cembrowiny z żurawiem
w cieniu gruszy
łatwiej odnaleźć sens
15.07.2012r.
nierozsądnie
krzyczymy sznurując usta
z obawy przed obojętnością
nie dajemy szansy
a jednak
wciąż szukamy w odbiciu
zatrzymanego spojrzenia
dłoni uśmiechu
maleńka gałązka biczem
więc zatrzaśnięta
za gardą nieobecności łatwiej
plastyczny pancerz
nieufność
krzyczymy z zagryzionymi ustami
odczytując przychylne jako litość
odchodzimy w mrok
z wiarą rozdrapujemy zabliźnione
14.10.2012r.
mgnienie
płomiennymi śladami wśród szelestów
w lustrze łapiemy ostatnie
brzegi rozedrgane sitowiem
zgubiły zieleń
nagie gałązki nie kryją zadumanej altany
wąską alejką w zapomnienie
patrząc na kręgi spod barwnych piór
zbieramy okruchy przeciw cieniom
gdzie kret nie pozwala na wytchnienie
idziemy Ra kryje się za drzewami
przysiadł wiatr
cisza rozlewa się leniwie
pisze ciepłym strumieniem
wilgotne wersy
23.11.2012
impresje
mówisz o śniadaniu na trawie
mai wenus olimpii
o nocodniach pełnych marzeń
pośród toskańskich winnic
szepczesz o chwytaniu zachodów
zaplatanych w warkocze
pozwalasz zobaczyć znowu
aleje cyprysem porosłe
wspominasz barwne portofino
pod chmur żaglami
gdzie chwilami słońce kwitło
wiatr włosami się bawił
jak impresjoniści malujesz
słów obrazy pełne tęsknoty
zapełniasz sobą pustkę
wspólnie kamień toczysz
10.11.2013r.
pastelowe szkice
pamiętasz była jesień nie
pełnia lata skracała sukienki
złocistością okrywając odsłonięte
w otwartych oknach tańczyły firany
fontanna żyła trzepotem szarych piór
rozpościerając nad chodnikiem tęczę
migawka z cichym trzaskiem
zapisywała chwile
całowałeś po kryjomu moje włosy
uwalniając tęsknotę z klatki żeber
w słonecznym paśmie
gubiliśmy wstyd
Lidio
Ile czytania !!! i refleksji i zadumania
Musze rozłożyć na raty, aby łatwiej było odnieść się do każdego z nich personalnie, osobiście i z sercem
Gratuluję "płodności i weny!
Pozdrawiam wieczornie
Lidio
Ile czytania !!! i refleksji i zadumania
Musze rozłożyć na raty, aby łatwiej było odnieść się do każdego z nich personalnie, osobiście i z sercem
Gratuluję "płodności i weny!
Pozdrawiam wieczornie
Ewo, to wiersze chyba z 3-4 lat, tyle, że zebrane w jednym miejscu
Dziękuję i pozdrawiam ciepło
_________________ a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
pamiętasz
przywitaliśmy wspólnie zanurzając usta
a kiedy wirowała sala
korony jak przed wiekami zdobiły skronie
tylko schodów nie było i szklanych pantofelków
o piątej nad ranem rącze rozwiały włosy
i zapłonęły ogniem pośród niknących ścian
rozkołysane dzwoniły dzwony w Notre Dame
pamiętasz
przywitaliśmy wspólnie splatając
pierwsze kroki godziny kanonadą fajerwerków
w horyzont słów
obietnicą jutra gdy śpi ręka w zagłębieniu szyi
a pomiędzy nie wkrada się żaden szmer
całkiem nieźle się zaczęło
jak przystało na wieczorową porę
płomiennie
wszystko wiruje - sala usta dłonie
biją dzwony w Notre Dame
i tylko sęk w tym, że... ja nie pamiętam