Najpierw dzwoni do Niej, że jedzie po południu do lasu, na wieś. Dzwoni, bo mówiła mu wczoraj o swojej samotności. Nie, nie są sobie w jakiś szczególny sposób bliscy.
Żadnego w nim myślenia o Niej w męski sposób.
Ale to miła, dla niego, znajomość. Pomogła mu kiedyś! Bezinteresownie. Więc chciałby Ją zabrać z tego tętniącego, pełnego hałasu miasta. Dzwoni. A Ona mówi, że nie ma czasu. Że musi ćwiczyć na skrzypcach. Bo za kilka dni koncert. Więc jedzie sam. Jak zwykle. I od wielu lat.
I kiedy skręca z głównej szosy w boczną drogę gdzie zaczyna się las zwalnia bieg samochodu, prawie do szybkości roweru na którym w inne dni tędy. Tak lubi patrzeć
na mijane drzewa, chaszcze po bokach drogi, bagienka gdzieniegdzie błyskające niewielkimi taflami wody. Otwiera okna. Wyłącza radio - chociaż trochę mu żal – Ballada g –moll op. 23 jego ukochanego Chopina w połowie przerwana. Chce słuchać lasu.
Jedzie najpierw do wioskowego jednotrakowego tartaku. Właściciel obiecał mu szeroką deskę. Potrzebuje jej na kapliczki, które wieczorami w piwnicy struga. Myśli, że Jej spodobałoby się to miejsce, ten tartak pod lasem. Przecież nie widziała nigdy takiego. Jest z wielkiego miasta na południu .
Potem, duktem leśnym, jedzie do siebie. Do swojej rezydencji pod lasem na obrzeżu wioski, prawie na jej granicach. Gdzie cisza, śpiew niepłoszonych hałasem ptaków. Pewnie by się zdziwiła tą rezydencją – to tylko zadaszona deskami, maleńka przyczepka campingowa i drewniana szopka na narzędzia, na schowanie roweru.
Wyjmuje deskę z samochodu, zanosi do szopki. Nie może stać, leżeć na słońcu lub w czas deszczu.
Gdyby Ona tu była może by tłumaczył o schnięciu drewna, pokazywał kapliczki, rzeźby, obrazy. Gdyby tu była.
Parzy herbatę. Siada w foteliku. Rozkłada oparcie. Jest chłodno więc ubiera
flanelową koszulę. Jej, zapewne przyniósłby koc. Patrzeliby w niebo, na chmury popijając z fajansowych, białych kubków gorącą herbatę. Może zechciałaby kilka kropel rumu do niej. Jest w szafce na wypadek chłodniejszego dnia na rozgrzanie się.
O czym byłaby rozmowa? Nie wie. Ale może o Muzyce. Może o poezji, o tomikach które w przyczepie na półce. Może o czuciu samotności, byciu samemu pośród tłumu. Nawet pośród bliskich osób. O wyobcowaniu. Alienacji.
A później, kiedy wieczór i ptaki swoje dobranocne trele – jakże szczególne – zna je na pamięć, wracaliby do miasta. Tym jego srebrnym samochodem, o pozłoconej zachodem porze dnia.
...
O czym byłaby rozmowa? Nie wie. Ale może o Muzyce. Może o poezji, o tomikach które w przyczepie na półce. Może o czuciu samotności, byciu samemu pośród tłumu. Nawet pośród bliskich osób. O wyobcowaniu. Alienacji.
A później, kiedy wieczór i ptaki swoje dobranocne trele – jakże szczególne – zna je na pamięć, wracaliby do miasta. Tym jego srebrnym samochodem, o pozłoconej zachodem porze dnia.
2 czerwca 2014 roku
Mam Markowego anioła. Mieszka w kuchni. Ta kuchnia, to właściwie część otwartego pomieszczenia z kominkiem, codzienną jadalnią, oknami wychodzącymi na las, obserwującymi ptaki i inne żyjątka, co na balkon się wdrapią.
Kapliczki nie mam, mam - poza aniołem - Markową Madonnę Biało-czerwoną.
Smutno tu bardzo u Ciebie Marku a przecież choćby sam fakt, że masz - w pewnym sensie - swoje Łośno i to co do niego prowadzi, to powód do uśmiechu.
Rozumiem, że chciałoby się podzielić takim miejscem, tym bardziej z osobą którą się lubi, ale może są inne osoby, bliższe, które też byłyby szczęśliwe, gdybyś je zabrał do swojego królestwa?
serdecznie
e
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
bardzo wzruszające i dziwnie bliskie
chciałoby się być widzieć czuć
Jedzie najpierw do wioskowego jednotrakowego tartaku. Właściciel obiecał mu szeroką deskę. Potrzebuje jej na kapliczki, które wieczorami w piwnicy struga.
- z mężem też często zajmujemy się takimi rzeczami teraz strugamy okrajki bo robimy domek dla dzieciaków na lato (są trzy ściany jeszcze weranda i daszek) - fajna sprawa
Potem, duktem leśnym, jedzie do siebie. Do swojej rezydencji pod lasem na obrzeżu wioski, prawie na jej granicach. Gdzie cisza, śpiew niepłoszonych hałasem ptaków. Pewnie by się zdziwiła tą rezydencją – to tylko zadaszona deskami, maleńka przyczepka campingowa i drewniana szopka na narzędzia, na schowanie roweru.
i wystarczy takie są najlepsze
O czym byłaby rozmowa? Nie wie. Ale może o Muzyce. Może o poezji, o tomikach które w przyczepie na półce. Może o czuciu samotności, byciu samemu pośród tłumu. Nawet pośród bliskich osób.
- to mnie trafiło
Marku bardzo mnie poruszył Twój tekst aż nie chce się wracać
Poślę ci mailem fotki kapliczek, jakie teraz sobie strugam wieczorami.
Potem rozdaję chętnym.
Dzięki za wpis!
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Marku, czytałem parę dni temu, czytam dzisiaj i być może jutro też do tego tekstu wrócę! A dlaczego? Otóż, jesteś w nim obecnym od początku do końca! Jest mi bliski! Podoba mi się autentyczność i przekaz który w nim zawarłeś!
Elu! Doszedł do Ciebie e-mail z fotkami kapliczek? Może gdzieś zaginął nad Atlantykiem?
Może będziesz tego roku w Polsce? To bym podesłał, jak kiedyś Madonnę.
Jeśli Ci się podobają.
One są znaczenie, znacznie mniejsze, jak tamten obraz. 1/5.
Ja znowu wstawiłam Balkonowego w pelargonie, Dyżurny Mamy wylądował tym razem obok irysów, a ten Najmniejszy dzielnie pilnuje nad łóżkiem Syna - dzięki Marku.
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
wojna światów [Usunięty]
Wysłany: 2014-07-22, 11:04
Też miewam takie hipotetyczne spacery, sytuacje... i miejsca, do których chciałabym zabrać Kogoś, choć nie zabiorę...
Konwencja istotnie, jak w "Listach hipotetycznych". Do nich, jak Ela, wracam wciąż, bo nie da się nie.