Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a na dodatek bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata. źródło: http://www.filmweb.pl/film/Marsjanin-2015-715533
Pretekstem do napisania o tym filmie wcale nie jest fakt, że właśnie go obejrzałam. Bo "Marsjanina" Ridleya Scotta widziałam niedługo po polskiej premierze, czyli pod koniec 2015 roku. Parę razy przymierzałam się do założenia tego wątku i dopiero dzisiejsze spotkanie ze ścieżką dźwiękową do obrazu zmobilizowało mnie do tego. Jednak - najpierw o filmie! Przyznam, niektóre sceny są naciągane do bólu. Ale z drugiej strony: przecież tak miało być, z przymrużeniem oka. "Marsjanin" to świetne kino nastawione na efekty specjalne i sporą dawkę humoru. Rewelacyjna gra Matta Damona (który został zresztą za rolę botanika Marka Watneya nominowany do Oscara w kategorii: najlepszy aktor pierwszoplanowy) dopełnia reszty. Dodać warto, że zdjęcia do filmu to dzieło Polaka, Dariusza Wolskiego i one też zostały nominowane w kilku prestiżowych festiwalach, choć nie w tym Oscarowym akurat.
W większości (a film trwa ponad 2 godziny) jest to opowieść jednego aktora. Monologi Watneya są zabawne i błyskotliwe. To wielki atut filmu! A główny bohater przywodzi na myśl Robinsona Crusoe - jest jego odpowiednikiem rzuconym w XXI wiek i pozostawionym samemu sobie pośród marsjańskich piasków. To naprawdę świetna historia! A Ridley Scott po raz kolejny udowodnił, że jest wielkim reżyserem, nie pozbawionym poczucia humoru
wojenko nie miałam przyjemności nie ogladałam jeszcze ale może nawet dziś to zrobię
mój ośmioletni syn strasznie lubi takie historie "o kosmosie "
a tym bardziej jeszcze jeśli pojawia się w nich człowiek
mam nadzieje że ośmiolatek może też obejrzeć
Piszesz że w większości to opowieść jednego aktora
Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden film " Cast Away "
_________________ Budowałem na piasku
I zawaliło się.
Budowałem na skale
I zawaliło się.
Teraz budując zacznę
Od dymu z komina.
Wiek: 49 Dołączył: 05 Maj 2014 Posty: 1537 Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-03-22, 11:25
wojniasta, nie cytuj recenzji kiełbaskowego recenzenta. Sama robisz to lepiej:) machasz piórem machasz:))
_________________
wojna światów [Usunięty]
Wysłany: 2017-03-22, 11:37
Ty, Stefan, nie ściemniaj
wojna światów [Usunięty]
Wysłany: 2017-03-22, 11:40
asia napisał/a:
Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden film " Cast Away "
Jeśli mówimy o filmach jednego aktora i nawiązaniu do postaci Robinsona Crusoe, to jak najbardziej! Całkiem udany obraz z Tomem Hanksem w roli głównej. Sprzed 17 lat... Jak ten czas leci!