Dołączyła: 15 Sie 2009 Posty: 1452 Skąd: Sheffield
Wysłany: 2026-04-27, 20:13
Jak dla mnie to jest DADA. To jest jedyny sposób odczytania, żeby Twój utwór polubić. Rozbawił mnie.
Jeszcze refleksja nawiązujaca do treści Twojego wiersza. Stefan Themerson napisał w jednej ze swoich książek, że być może Pan Bóg stworzył świat wykorzystując jedynie liczby niewymierne.
Pozdrawiam.
_________________ If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
Kurka wodna, wracam do liceum. Dziesiąta klasa, trygonometria a po niej lekcja fizyki. Dyrektora wezwali do Komitetu, uczymy się sami. Laba, doświadczenia w których doświadczamy życia. Gdy wróci dyrektor kilkoro z nas dostanie w nagrodę dwutygodniowy zakaz wstępu do Liceum. - Rada pedagogiczna jeszcze nie wie, że posyła nas na drugą stronę jeziora po naukę nowego życia. Naukę, której niechciane samoistne kopniaki wiele lat później sami będą zbierać. - My tymczasem próżnię zapełniamy zapachem sfermentowanego soku, wymieszanego miętą i tymiankiem. A więc jednak próżnia pachnie, psze Pań!
Z odrobiną łezki w oku wspominam, a wiersz zwyczajnie podoba mi się. Ogromną mądrość w nim znajduję. I z każdym czytaniem mądrości tej więcej, a każde słowo niczym kalambur - rozbudowuje się we mnie. Z nowym znaczeniem i nową wartością. - Mądry wiersz. I pomyśleć, że zapisała się w nim Kobieta. Brednia to niesłychana!
Brawo, tetuniu! Brawo! Dziękuję...
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
Dołączyła: 15 Sie 2009 Posty: 1452 Skąd: Sheffield
Wysłany: Wczoraj 18:14
Powrót do liceum? Podążę, Witku za Twoim pomysłem. Byłam w klasie matematyczno-fizycznej. Matematyka codziennie a raz w tygodniu przez dwie godziny i tak przez cztery lata. Także więcej godzin fizyki niż w zwykłej klasie. Jeszcze kółko matematyczne po lekcjach raz w tygodniu,na które chodziła cała klasa. Przerobiliśmy na tym kółku podręcznik do analizy matematycznej z pierwszego roku studiów uniwersyteckich.
Kiedy pod koniec maja bywało już bardzo ciepło, wtedy w trzeciej klasie /wcześniej chyba nie mieliśmy odwagi/, urywaliśmy się czasem z lekcji na wagary. Jęździliśmy wtedy nad morze. Kto nie chciał brać w tym udziału szedł do domu. Znikała cała klasa i nic nie mogli nam zrobić.
Tylko dwie osoby /w tym ja/ wybrały potem studia humanistyczne. Reszta, a wszyscy dostali się na studia, trafiła na politechniki, na matematykę na uniwersytety, na akademie medyczne. Przydało mi się potem bardzo poważne traktowanie drugiej nauki formalnej - logiki, konieczne w prawdziwie naukowym myśleniu.
Tylko poeta, Witku, może twierdzić, że w tym wierszu jest jakaś mądrość. To stricte poetyckie pomysły dotyczące wiedzy matematycznej z poziomu szkoły podstawowej. Naprawdę zachwyca cię, że linie równoległe nigdy się nie zetkną? Pamiętaj, że tylko w geometrii euklidesowej, której uczono Cię w szkole. Są jeszcze inne geometrie, nieeuklidesowe. Wzrusza Cię poetyckie potraktowanie oczywistości matematycznej, że nie wolno dzielić niczego przez zero?
Tetu umie pisać, jest sprawna w operowaniu słowem i bardzo świadoma w tej robocie.
Próba antropomorfizowania pojęć i pewników matematycznych aż tak Cię, Witku, urzekła?
Mnie rozbawiła. Ten wiersz naprawdę przypomina wiersze sławnych francuskich dadaistów. Ot choćby dwa pierwsze wersy: "sinusoida pulsującego błękitu / przecina płaszczyznę logiki" To jest DADA.
_________________ If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
Rito, ciekawy wykład z historii edukacji, choć obawiam się, że kółko matematyczne nie uczy empatii wobec tekstu. Oczywiście, że operuję podstawami – wiersz to nie rozprawa z analizy matematycznej, lecz zapis emocjonalnego paraliżu. Właśnie dlatego "dzielenie przez zero" jest tu kluczowe: w matematyce to operacja niedozwolona, w życiu – to moment, w którym świat się rozpada. Nawiązanie do Themersona trafne, choć on akurat wierzył w etykę wynikającą z logiki, nie z chaosu.
Przyznam, że szczególnie zabolała mnie Twoja próba ośmieszenia emocji Witka. Pod wierszem rozmawiamy o literaturze i tym, co ona w nas budzi, a nie o wyższości analizy matematycznej nad wrażliwością. Dla Ciebie to "oczywistości matematyczne", dla kogoś innego – bolesna metafora życia, którego nie da się "skrócić".
Szkoda, że szukasz w poezji jedynie błędów w założeniach geometrycznych. To tak, jakby krytykować obraz za to, że perspektywa jest euklidesowa, zamiast zapytać, dlaczego postacie na nim są samotne. To, co nazywasz Dadą, dla innych jest po prostu precyzyjną strukturą izolacji. Ale rozumiem – w świecie czystej logiki dla "krzyku równoległych" miejsca nie ma. Na szczęście poezja nie musi mieć atestu politechniki. Mam nadzieję, że nie uraziłam. Pozdrawiam serdecznie.
Witku, Twój komentarz to dla mnie najlepszy dowód na to, że poezja ma moc przywracania zapachów nawet tam, gdzie teoretycznie panuje próżnia. Pięknie "odczarowałeś" ten mój chłód sfermentowanym sokiem i miętą. Cieszę się, że te matematyczne terminy stały się dla Ciebie wehikułem czasu i że odnalazłeś w nich tę mądrość, o którą mi chodziło – tę ludzką, a nie podręcznikową. Bardzo Ci dziękuję za to, że poczułeś ten wiersz tak głęboko. Pozdrawiam.
Dołączyła: 15 Sie 2009 Posty: 1452 Skąd: Sheffield
Wysłany: Wczoraj 20:44
tetu napisał/a:
Rito, ciekawy wykład z historii edukacji, choć obawiam się, że kółko matematyczne nie uczy empatii wobec tekstu. Oczywiście, że operuję podstawami – wiersz to nie rozprawa z analizy matematycznej, lecz zapis emocjonalnego paraliżu. Właśnie dlatego "dzielenie przez zero" jest tu kluczowe: w matematyce to operacja niedozwolona, w życiu – to moment, w którym świat się rozpada. Nawiązanie do Themersona trafne, choć on akurat wierzył w etykę wynikającą z logiki, nie z chaosu.
Przyznam, że szczególnie zabolała mnie Twoja próba ośmieszenia emocji Witka. Pod wierszem rozmawiamy o literaturze i tym, co ona w nas budzi, a nie o wyższości analizy matematycznej nad wrażliwością. Dla Ciebie to "oczywistości matematyczne", dla kogoś innego – bolesna metafora życia, którego nie da się "skrócić".
Szkoda, że szukasz w poezji jedynie błędów w założeniach geometrycznych. To tak, jakby krytykować obraz za to, że perspektywa jest euklidesowa, zamiast zapytać, dlaczego postacie na nim są samotne. To, co nazywasz Dadą, dla innych jest po prostu precyzyjną strukturą izolacji. Ale rozumiem – w świecie czystej logiki dla "krzyku równoległych" miejsca nie ma. Na szczęście poezja nie musi mieć atestu politechniki. Mam nadzieję, że nie uraziłam. Pozdrawiam serdecznie.
Nie uraziłaś mnie ale nie zrozumiałaś i osądziłaś niesprawiedliwie. A ta przypięta mi łatka, że szukam w poezji jedynie błędów w założeniach geometrycznych to co najmniej rzut kulą w płot. Nie wolno serwować nikomu takich uogólnień z powodu komentarza pod zaledwie jednym wierszem. Pominę złośliwość, że "kółko matematyczne nie uczy empatii wobec tekstu".
Przecież sama doświadczyłaś mojej empatii w komentarzach, jakie zamieściłam do tej pory pod Twoimi wierszami. Możesz także poznać, jesli tylko zechcesz, moje wcześniej napisane wiersze na tym forum i moje komentarze pod utworami innych użytkowników.
Od pierwszego czytania wiem o co Ci chodziło w tym utworze. Nie wzbudził jednak mojej empatii, bo z powodu obeznania w matematyce, fizyce czy logice pewnie nie mógł. Tak się po prostu stało. Wybacz "wykład z historii edukacji". Witek mnie do tego sprowokował.
"Krzyk równoległych" nigdy nie stanie się dla mnie osobiście metaforą dla oddalonych od siebie dwojga ludzi pozostających ze sobą w relacji. Prawdopodobnie bardzo konkretnie zapisała się w moim doświadczeniu i w mojej pamięci znajomość matematyki, geometrii czy logiki.
W dorosłym życiu o wiele bardziej interesowała mnie sztuka.
Wasilij Kandinski, sławny rosyjski malarz, napisał książkę "Punkt i Linia a Płaszczyzna" /wyszła po polsku w 1986 roku/. Jest w moim posiadaniu i znam ją dobrze. Autor uduchowił geometrię. Tam byś pewnie znalazła inspirację do pisania poezji.
Na koniec zwierzę Ci się, że wzruszyła mnie pointa: "znikam w ułamku / którego nie da się / skrócić"
Proszę nie rozpędzaj się w swoich ocenach.
Pozdrawiam serdecznie.
_________________ If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
Rito, dziękuję za to zwierzenie na końcu. To dowód na to, że jednak "ułamek" i do Ciebie przemówił, mimo całej tej logiki, która stała na straży. To dla mnie najważniejsze.
Co do reszty – to nie był "rzut kulą w płot", a jedynie reakcja na formę Twojego komentarza. Wiersz zawsze będzie polem bitwy między wiedzą a czuciem, a fakt, że dla Ciebie linie równoległe nie mogą być metaforą, to po prostu wybór interpretacyjny. Każdy ma do niego prawo – tak samo jak Witek ma prawo do swoich wzruszeń bez bycia wywoływanym do tablicy.
Nie miałam zamiaru przypinać Ci łatki, jedynie stanęłam w obronie prawa do subiektywnego, emocjonalnego odbioru tekstu, który jest dla mnie równie ważny, co wiedza teoretyczna. Każdy z nas ma inny bagaż doświadczeń i inne granice metafory – i to jest w literaturze najpiękniejsze. Cieszę się, że mimo różnic w postrzeganiu linii równoległych, spotkałyśmy się w puencie tego wiersza. Pozdrawiam i dobrej nocki życzę