Wysłany: 2026-01-03, 18:37 Marek Olszewski - gdzie jesteś?
Czy ktoś widział, ktoś wie?
Chodzi mi o Marka (Ciućkę) Olszewskiego.
Ostatnio Gracjana pisała pod jego wierszem pt. „Znamię Ewy” : „czytam twoje nienapisane wiersze
a ty wysyłasz mi motyle w pół otwartych kopertach”. Może coś wie?
Pamiętam, że kiedyś dawno temu, na spotkaniu poetyckim Eva (Ewa Kołodyńska) podarowała mu w prezencie cygaro. Może zna go bardziej niż inni?
Może Witold Kiejrys pamięta? I zechce coś napisać?
Może ktoś zna jego żonę Karolinę Olszewską, która również pisała wiersze, choć raczej nie tutaj?
Doszły mnie bowiem słuchy, że już go nie ma, że odszedł na zawsze. 17 września 2025 ! I że sam to sobie wybrał. Sam zdecydował, że odejdzie.
Może to być? Dajcie znać.
Czy ktoś widział Marka –
Ciućkę, który zostawiał wiersze
niewypowiedziane,
jak motyle w półotwartych kopertach?
Eva podarowała mu kiedyś cygaro –
świadectwo chwili, zapach wspomnień.
Gracjana czyta jego ciszę,
Witold pamięta jego słowa.
Karolina – żona, wiersze, które nie dotarły tutaj –
czy pamięta?
Doszły mnie słuchy, że odszedł.
17 września 2025.
Sam wybrał ciszę, którą zostawił.
Czy to możliwe?
Czy pamięć o nim potrafi przetrwać
w motylach wysyłanych z półotwartych kopert?
I w tej pustce, w tym braku,
każdy krok, każdy oddech
niesie jego cień.
Nie ma już jego słów,
ale wciąż unoszą się nad nami
jak motyle w półotwartych kopertach.
_________________ Jestem jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek.
Jago,
miło mnie zadziwiłaś. Napisałaś wiersz inspirowany moim wpisem, który bardzo mi się podoba. Jest świetny. Porusza mnie. Więc … dzięki.
Dlaczego zrobiłam tu wpis dotyczący Marka? Bo trudno mi było uwierzyć w to, co pisał mi Witold, w to co udało mi się znaleźć w necie. Sądziłam, że ktoś z tutejszych wie coś więcej i że może zdementuje te smutne informacje.
Witold Kiejrys napisał w tutejszym Shoutboxsie „Rito, Marek w dniu 25 lub 26 września został pochowany w swoim rodzinnym mieście na Śląsku. Całość informacji i korespondencję mam z siostrzenicą Marka. Jej korespondencja ze mną miała miejsce z wcześniejszego wskazania mnie jako osoby zaufanej.”
Dlaczego ja podałam niepewną datę 17 września? Bo gdzieś w necie znalazłam taką informację w nekropolii, ale dziś już nie potrafię jej odnaleźć.
A może wiecie jaki był? Jak odbieraliście jego pisanie?
Kiedyś …może jeszcze .. od roku 2005 ? Pisał na forach literackich (m.in. Plezantropia, Obsesja) jako Zielony 28. Nazwałam go kiedyś Zielony Dwa Osiem, ale potem ktoś inny przyznawał się do tej nazwy.
Cieszę się, że wiersz Ci się spodobał — już się bałam, że mnie zganisz.
To w gruncie rzeczy Twoja notatka, tylko zapisana w formie wiersza.
Czytając „Jesteś Bogiem”, odbieram go jak pożegnanie: pełne pamięci i domknięcia, choć bez wypowiedzianego wprost „żegnaj”.
_________________ Jestem jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek.
Jaga, naprawdę fajnie ci wyszło. To nie tylko moja notatka. To twój utwór. Twój pomysł, wena, wykonanie.
„Jesteś Bogiem” Też tak odbieram jak ty. Do której Ewy to pisał?
Jesteś Bogiem
(dla Ewy)
Nigdy bym tego nie przewidział.
Powiedziałbym, że to się stanie na Kadzielni,
na Wietrzni, na którą Cię nie zabrałem,
ale tej wieży nawet nie planowałem.
Tam jest Skarżysko, a tam chyba Ostrowiec
- pamiętasz?
Do tej pory nie zapamiętałem
znaków z za Twojej pupy,
których próbowałaś mnie nauczyć.
Ale zapamiętałem smak i zapach
zalewu na Umerze
- pamiętam jak przełknęłaś ślinę.
Nie pierwszą, i nie popełniliśmy błędów.
Dopilnowałaś tego, choć bardzo chciałem
liczyć każde Twoje bicie serca
i oddychać Twoim oddechem.
Tyle lat musiałem przeżyć, by docenić
jedną chwilę.- obrazek z Chęcin.
Kwiaty na tych schodach, które zauważyłaś.
Nie jestem wierzący - nikt mnie do tego
nie przekona, ale Jesteś Bogiem.
Chwilą, dla której tyle lat warto było
to wszystko znosić.
Czuję się przywołana do odpowiedzi i jednocześnie zmrożona.
Marek urodził się 19 grudnia 1974 roku w Rybniku — tak napisał na Facebooku. Jeśli wierzyć przeglądarce grobów, zmarł 17 września 2025 roku i został pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Żorach, w grobie Józefa Ciućki.
Czy znałam go lepiej niż inni?
Kiedyś pewnie tak. Podziwiał moje pisanie, więc mnie zaciekawił. Byliśmy po dwóch stronach poetyckich portali — on miał swój, ja swój. Jednak w tej raczkującej wówczas „poezji internetowej” znaleźliśmy wspólną ideę, którą roboczo nazwaliśmy: „Poeto, nie bądź anonimowy w Internecie”.
To były czasy, kiedy zarówno ja, jak i on uczyliśmy się pisać od lepszych. Było wiele emocji, starć, dyskusji i spotkań. Najbardziej pamiętam jedno — spotkanie w Warszawie u Plezantropa, Sławka Majewskiego. Marek przyjechał ze Śląska późnym popołudniem. Miał mokre skarpetki, bo ostatnie dziesięć kilometrów przeszedł pieszo — tak ważne było dla niego to spotkanie z Mistrzem.
Zresztą spośród obecnych na tym spotkaniu wielu już odeszło: Sławek, Sikora, Bonifracy…
Przez te lata widzieliśmy się jeszcze kilka razy — na spotkaniach poetyckich w Krakowie i Lublinie, w telewizji w Kielcach (czytał moje wiersze). Ostatni raz — tuż po jego ślubie, w Lublinie… Tak, dostał ode mnie cygaro — chyba w Krakowie.
Ostatni wiersz na blogu opublikował w środę, 10 września 2025 roku. Wiersz „dla Ewy”, ale nie dla mnie.
Jeśli Cię, Marku, już nie ma, to wkurzyłeś mnie bardzo.
Tak się nie robi. Nie odchodzi się bez pożegnania…
Eva, dobrze, że tu zajrzałaś, że zostawiłaś wypowiedź. Ja też jestem zmrożona tym jego odejściem i pełna niedowierzania.
Pamiętam – ty prowadziłaś poetyckie forum OBSESJA, on forum POEZJA ART. – forum młodych talentów. I faktycznie byłaś guru w poezji na tych forach. Zasłużenie.
Idea, którą roboczo nazwaliście „Poeto, nie bądź anonimowy w Internecie” zaowocowała i m.in. Marek przestał używać nicku „Zielony28” , a zaczął podpisywać się Marek Ciućka, a po ślubie Marek Olszewski lub Marek (Ciućka) Olszewski.
A teraz Marek jest z nami inaczej. Ale - myślę - jest.
Każdy przy takich rozmowach na końcu ma poczucie, że jakoś mu się nie udało napisać do końca tego, co chciał i wyrazić tego, jak ktoś lub coś było ważne. Jednak przeważnie nikt nie wie, kiedy jest ten Naprawdę Ostatni Kontakt lub tuż Przedkontakt, więc się nie wyrywa przed orkiestrę z patosem pożegnań lub z prośbą o pożegnanie przed, czy też o poinformowanie o decyzji odejścia.
Dlaczego to zrobił???
Marku, nie wszyscy Cię znamy osobiście, np, ja, ale wszyscy jesteśmy teraz przy Tobie. [*]
PS> Jeśli ktoś wie coś więcej, jeśli go znał, pamięta, to proszę napiszcie.
Ja też jestem zmrożona tym jego odejściem i pełna niedowierzania.
P.
To jego wybór. Można zatrzymać się przy pamięci o człowieku, przy słowach, które zostawił, przy chwilach, w których był ważny dla innych. Pamiętać jego obecność, głos, wrażliwość, dobro, talent — wszystko to, co realnie wniósł w życie ludzi, nawet jeśli dziś wydaje się to boleśnie kruche. Marek był wytrwały. Początkowo pisanie mu nie szło, ale nie zniechęcał się. Był marzycielem, idealistą, wrażliwcem, dobrym kompanem do wódki i papieroska, do rozmów o życiu. I tyle mogę o nim powiedzieć. Wszyscy się kiedyś spotkamy na szczycie. To więcej niż pewne. Trzeba myśleć o nazwie nowego portalu ....
Witam wszystkich, jestem siostrzenicą Marka. Odszedł od nas tak nagle, nikt tego się nie spodziewał, nawet jego synowie. Starszy syn miał w weekend wpaść z dziewczyną na obiad, ja również planowałam spotkanie z nim i kuzynami. Zanim jego syn Dawid przekazał mi wieść, że odszedł wiedziałam, że już go tu nie ma z nami. Przez dwie noce odwiedzał mnie w snach pokazując ciągle jeden i ten sam wiersz, pamiętam że przeszukiwałam wszystkie jego teksty by znaleźć całość i zrozumieć co chciał przekazać, a później odezwał się Dawid...
Wujek nie miał lekkiego życia, nasza rodzina nie była idealna, ale mimo rozłąki zawsze to z nim najlepiej potrafiłam się dogadać, rozumieliśmy swój ból, który napotykaliśmy w swoich życiach. Nie potrzebowaliśmy codziennych rozmów i spotkań by czuć swoją bliskość i zrozumienie. Czasem wystarczało jedno słowo by druga strona wiedziała czego potrzeba. Poezja dla niego była wszystkim, była czymś co pozwalało mu uciec od codzienności życia. W okresie paru miesięcy przed odejściem dążył do tego aby połączyć na nowo więzi i żeby jego synowie mogli mieć oparcie we mnie. Żebyśmy chociaż nasze pokolenie połączyło rodzinę bo on nie potrafił połączyć swojego pokolenia... Został pochowany w jednym grobie ze swoim ojcem w rodzinnych Żorach. Wiem, że jego brat starszy dba o grób wujka i dziadka bo zawsze jak go odwiedzam to jest ładnie. Można tak napisać, że grób wygląda ładnie? Ehh wiecie pewnie o co mi chodzi. Ja sama staram się odwiedzać zarówno wujka jak i dziadka często, palić świeże znicze w swoim imieniu jak i wujkowi w imieniu synów bo obiecałam im to, że będę to robić. Zawsze przygotuję sama mu stroik z kwiatami w kolorach które kochał. Dziś już mogę powiedzieć, że boli troszkę mniej to odejście, ale tylko troszkę... Wciąż potrafię siedzieć z nim parę godzin i gadać do niego. Do dziś nie wiemy co było prawdziwą przyczyną tego odejścia, do dziś szukamy odpowiedzi z Dawidem, może kiedyś natkniemy się na jakąś podpowiedź w jego laptopie lub telefonie.
Chłopaki są pod opieką psychologa, mama o nich także dba z babcią tam na miejscu w Kielcach.
Dziękuję Wam za każde dobre słowo wspomnień tu o nim, dziś jakoś mocniej odczuwałam potrzebę wejścia na to forum i znalazłam ten wątek, nie spodziewałam się, że ktoś może go tu wspominać.