Moje Choszczno urosło do rangi pragnienia.
Staję się moją tęknotą. Światem
pokrytym patyną dobra i zła
bez przekleństwa. Z pamięcią
zbyt krótkich rąk, by po nie sięgnąć.
Pewnego dnia wrócę tam,
by złożyć hołd miastu. Spojrzę
już inaczej żyjącym we wciąż żywe oczy.
Podam dłoń, umoszczę - bolące kolana
lat troski odlecą wraz ze mną donikąd.
04.07.2026
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
Gosiu, dziękuję pięknie. A teraz kilka słów objaśnienia:
W piątek 3 lipca gościliśmy ludzi świata artystycznego i aktorskiego, przyjaciół Maryni, a przy okazji i moich. Ludzi, dla których poezja jest tworzywem pracy w teatrze. I w pewnym momencie zaczęło się czytanie, także recytacja moich wierszy, wielu wierszy. Chwilami, aż po łzy. Zaskoczony i ogromnie zmieszany byłem. Były opowieści o więzieniu, o pierwszej miłości, która po dziesiątkach lat stała się z Marynią ostatnią, w naszej ziemskiej wędrówce przez życie.
Długi ciąg rozmów dotyczył Choszczna. Czym dla mnie było to miasto, na ile ukształtowało mnie jako twórcę i człowieka. Broniąc się przed określaniem mnie jako twórcę dobra, podkreślałem swoją rolę wyłącznie jako kreatora tego, co już jest/było. - Bowiem moim żywiołem nigdy nie był blask, a cień. Tam odnajdywałem swoje satysfakcje. - Wszyscy wcześniej czytali (podobno z zachwytem) 'Zielonego karpia...'
Niektórzy przywieźli z sobą, dla odautorskiego wpisu.
70 - 80% moich wierszy to twory po nocne snów. Ten też. Tyle tych rozmów o Choszcznie i ludziach przewijających się przez moje życie, iż nie sposób pominąć ich lub zatrzeć pamięci. Dlaczego dla nich ten drobiazg był tak ważny, tego nie wiem. Było miło. Według zapewnień gości, nie ostatnie.
W sobotę przed południem zapisałem ten wiersz, wpierw na profilu FB, a w chwilę później tutaj.
Pozdrawiam, witekk
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk