Łazienki na lotniskach są do siebie bardzo podobne, odbitki zwielokrotniane lustrami.
Kazuki wrócił do holu terminalu. Miał do wyboru: iść w lewo albo w przeciwne lewo. Zdecydował się na pierwsze. Ciągnąc torbę podróżną po ziemi rozglądał się za wózkiem.
- Nie będzie się niszczyć – myślał o torbie, w której miał wszystkie swoje skarby.
Zauważył pusty wózek przed drzwiami, na których było wiele niezrozumiałych znaków, wszystkie na czerwono. Podszedł do wózka, rozejrzał się, oparł dłoń na uchwycie, poczekał chwilę, czy ktoś nie podejdzie.
- Przecież wózek może być czyjś – pomyślał.
Nikt nie podchodził, więc Kazuki położył na wózku torbę i poszedł w wybranym wcześniej kierunku.
Miał zamiar obejrzeć wszystkie sklepy w tej części terminalu, wszystkie po lewej stronie. W ten sposób, gdy skończy oglądać lewe będzie miał pewność, że żadnego nie przegapił i spokojnie przeniesie się na prawo.
Midori czekała na telefon. Czekała już drugi dzień, z drugiego zrobił się siódmy. Kazuki nie dzwonił. To było do niego niepodobne. Nawet, jeśli był bardzo zajęty znajdywał czas na krótką rozmowę. Wiedziała też, gdzie go szukać, ale postanowiła przeczekać. Niech nie myśli, że nie może bez niego żyć. Chociaż to była prawda, albo bardzo bliska prawda. Odkąd się znali, mimo że ich uczucie trudno było nazwać gorącą miłością, to Midori czuła się bardzo spokojna, bezpieczna, i łudziła się, że potrzebna.
Kazuki pracował w dużej firmie. Nie był nikim ważnym, po prostu sprzątał biura, sprzątacz. Lubiano go i szanowano, bo potrafił dobrze, szybko pracować. Był dokładny w sprzątaniu, dokładniejszy niż niejedna kobieta zatrudniona przez firmę. Był cichy, opanowany, urzędników spóźnionych z pracą, zaszytych po godzinach w maleńkich pokoikach, witał szczerym uśmiechem i grzecznym ukłonem. Cierpliwie czekał, aż wyjdą z pękatymi teczkami - wydawało się większymi od nich samych - ze swoich kubików i wtedy dopiero zaczynał „wysokie odkurzanie”.
- Kazuki-san, miło pana widzieć – witał go, nie zmieniającą się formułką, jeden z księgowych, który zwykle wychodził ze swojego gabinetu najpóźniej ze wszystkich, a czasem nocował w biurze.
Kazuki odpowiadał mu uśmiechem, ukłonem i wracał do swojej maszyny do mycia posadzki.
Midori zupełnie niedawno była w biurze. Kazuki pozwolił odprowadzić się do pracy. Wcześniej byli w kinie, na amerykańskim filmie z aktorem, nie pamiętała nazwiska, ale pamiętała, że kiedyś widziała tego gai-jin w innym filmie, o człowieku który chodził. Miał rozbrajający uśmiech.
- Tom - przypomniała sobie imię aktora.
Kazuki nie dzwonił, był dzień czternasty. Midori zaczęła się naprawdę niepokoić.
- A jeśli jest chory? Albo jego matka? Może coś się stało? Dzwonić?
Postanowiła najpierw wybrać się do biura. Siostra, z którą mieszkała ucieszyła się, że Midori wychodzi z domu.
- To dobrze, pospaceruj, odpocznij między ludźmi, Mido – Mido, tak na nią mówiła.
Siostra nie wiedziała nic o Kazuki, bo Midori nigdy nie zwierzała się jej ze swoich sercowych spraw. Nauczyła się samotności. Odkąd nie mieszkały z rodzicami miała więcej swobody, ale też nie miała żadnej prawdziwie przyjaznej duszy. Mama, to była jedyna osoba, która rozumiała jej rozterki, to była jednak przeszłość, teraz jest za daleko i oddalenie spotęgowało nieśmiałość Midori. Mama czekała na zwierzenia, ploteczki z córką, jednak ta oddalała się i chociaż nieświadomie, lecz zamykała dojścia do siebie.
W biurowcu, jak zwykle oświetlonym o tej porze, portier poznawszy Midori pozwolił jej wjechać na piętro, gdzie Kazuki miał swój box z maszynami i zapasami do sprzątania.
Wysiadła z windy, rozejrzała się po korytarzu, starając wsłuchać się w wieczorne odgłosy biura. Jakaś młoda kobieta w obcisłej ciemnogranatowej sukience, minęła ją w pośpiechu, jednak nie omieszkała zmierzyć jej od stóp do głów, zanim nie zniknęła w windzie.
Midori przysłuchiwała się odgłosom. Wydawało się jej, że słyszy szum odkurzacza. Poszła w kierunku dźwięku. W oświetlonym białym, fosforowym światłem pomieszczeniu, podzielonym labiryntem kubików nikogo nie było widać. Słychać było szum maszyny, chociaż w pierwszej chwili trudno było z całą pewnością stwierdzić skąd dochodził.
- Kazuki!? – postanowiła dać o sobie znać, żeby nie był zdziwiony, gdy stanie przed nim.
I już żałowała, że tu przyszła, że się odezwała, że tak głupio postępuje, że się narzuca, że powinna była zostać w domu, że ma jeszcze czas, żeby wyjść, że może nie jest za późno, że powinna zaczekać, aż on sam zadzwoni, albo przyjdzie, albo zaprosi ją do kina, wyjaśni, czemu milczał, przyśle jej jakiś drobiazg pocztą.
Stała jednak i czekała. Ktoś wyłączył odkurzacz, usłyszała kroki.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
dalej z zaciekawieniem ...
fajnie jest się obudzić rano i myśleć o tych,którym w pisniu się dało "życie" ... i tak co raz to dalej ten c.d. ...
Marku bardzo mi miło, że czytasz moją "Oazę".
... specjalnie dla Ciebie jeszcze dzisiaj - moje jeszcze dzisiaj - wklejam część trzecią.
serdeczności z Janella
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Li, się cieszę, się cieszę serdeczności z Janella
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Daria [Usunięty]
Wysłany: 2009-01-21, 19:48
pożeram nie tylko wzrokiem ale i duszą, podoba się, a jakże:)