POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE WIERSZEM » Moje pierwsze wiersze » Czemu nie ma poety
Czemu nie ma poety
Autor Wiadomość
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-11, 13:46   Czemu nie ma poety

palimy


nago łatwiej przepraszać księżyc
i rodziców
lżej jest nago przekraczać obce progi
i obce kaleczyć języki
bo w nagości mniej prawdy
mniej szczerości jest
niż w ubranej ciszy

niebu wciskając złość rączkami:

niech zachłyśnie się kłamstwem
uchyli jasne oblicze
i żółte pęcherze na twarzy
zacznie wyciskać
niech się zatruje naszym karmieniem

modląc się cicho
na pamięć

a on był jak beton pośrodku
co nigdy nie płacze
i tylko zerkał
przymrużając oko
mówił : nie ty pierwszy nagi
przed moim czołem
głaszczesz nowe przyrodzenie
nie ty ostatni




Ystad


patrzcie! port!
patrzcie !
świeci w roztworze
czarnym klejem
sterty butelek połączone

najwięksi z wędrowców
w wozach
dużych małych
skorpionach
okrapiają dziecię morza

muzyka z nabrzeżnych barów
usypia znajomych
z bezdomnej plaży

to dziś
patrzcie! patrzcie!
dom niebieski umiera
i panna złota
tysięczna kochanka pustyni
z księżycem się bawi
do rana



dwie


Pod horyzont zapięte są place zbożowe.
Wiatr je liśćmi orze i chłodem
na dobranoc. Teraz twarda jesień i
serce w szczelinach zmęczone - wilgoć zlizuje
by smutek przetrzymać.

A ja pod niebem piję, schylony
motyle mam w gardle - pierwszy łyk brandy
francuskiej. Chmury zwalniają zazdrosne.
Na plecach czuję ich oddech. Mimo alkoholu
nieznośne są te wieczory.

Anonim zgubił się w jesiennym zamęcie.
Jego matka mgłę każe zszywać,
by zapomnieć na starość syna.
A co będzie ze mną? Też chciałbym zapomnieć -
najlepiej daleką przyszłość. Po zimie.




Oh gente


Gdzie się gnieździmy - z życia uratowani - wyszarpnięci
na których plażach zasypiamy
niespełnieni
nową pisząc sobie historię

które drzewa cień nam swój odddają
poza ogrodem domu
które gatunki kwiatów będą pieścić
skórę nowych skarbów

dlaczego wypędzeni
nie szukamy powrotu do trwałych więzi
do uczuć słodkich jak z albumu

czy to aby nie zmęczenie materiału?
może to przesycenie
spowalnia nasz obraz
i materię
wokół obrazu

to wszystko
co miało być życiem



miejsce dla żywych. wybacz


Nie zmieniaj proszę kwiatów
które ponad dwa lata stały w dzbanku
później w szklance; a teraz pod dywanem

Nie rozglądaj się po moich trzewiach
które od prawie roku się nie pokazują
i nie czerpią świeżego powietrza

Nie kontroluj nieba widocznego
z mojego okna - za późno -
wpadłem między gwiazdy i już milczę
jak one

Nie wiń mnie za to że kłamię
gdy mówię że idę na śniadanie -
już tak wielu zginęło za prawdę
z pełnym żołądkiem



fado pomorskie


Tu nie ma księżyców, nie ma płócien granatowych.
Gwiazd nie ma na suficie i deszcz tu też
nie pada -

Tutaj słońce się nie rodzi,
nie zasypia. W czarnych koralach
cała roślinność żyje. I w róży, choć wszystkie więdną
już po pierwszej nucie. Po pierwszym dzwonku. Na życie. Ktoś woła. Nikt nie chce się obudzić.

Oczy zaciskaj moje dziecko. Oczy zaciskaj, nim ci piękno całe po policzkach spłynie . Nim dorośniesz. Zapamiętaj jak boli zapach żałoby. Te ściany to mury katedry. Zapamiętaj chłód podłogi. I jej oczy. Jak ich namiętność piętrzy się przez tobą. To najwyższa wieżyczka portowa, co zakotwicza swoją stratę w chłodzie nieba.



do granic Asturii

Idź w stronę cieni, a światło cię mocniej ogarnie. Gdy wejrzysz.
Idź w stronę uliczek, na których walczą bezkrwawo harmonijki i gitary.
Tam gdzie akordeon stoi wejdź i się napij. Nie daj kobiecie zasnąć
póki siły ma w łydkach by ściskać ciepłe kręgosłupy. Pij,
póki wstrzymuje to twój powrót.

Nie żałuję Galicji. Nie rozliczam nocy tam rozbieranych.
Noc to ideał hiszpańskiej kobiety. Więc i ty nie żałuj,
gdy na powieki materiał czarny i zwiewny przysiądzie.
Jej biodra w tysiącach cekinów oświetlą ci ręce, byś wiedział
co dotknąć, co przygryźć, a co polizać.

I gdy już wrócisz - biskajską bryzę zetrzesz z kołnierza,
zrozumiesz jak tęskno być zaczyna po natury zwierzeniach.
Obce marzyć będą się zamki, obce trunki, obcy święci,
a ty płakać będziesz do szklanki: Straciłem w Tobie duszę,
atlantycka dziwko.



kohelet

słońce najstarszym jest feniksem
a ja? czuć zgnilizną jedynie
której źródło tylko raz wystygnie

noc po mnie przyjdzie na pewno
gdy miejsce się zwolni
w małym wozie - dla służby zbitym
z miękkich desek

Jakie to wszystko marne,
popiół nas pożre na zawsze!
Dotyku matek nie zaznamy,
głosy ojców wyschną pod nami!

ale ja
ja i tak matki
ojca nie kocham jak mówi biblia
tylko nienawidzę bo biblia mówić
nie powinna
nie znoszę - choć mała jest moja krzywda

Więc co zrobisz?
Nad czym będziesz rozpaczał głupcze,
skoro nic nie stracisz?


zasnę
niespokojnie jak zwykle
na chińskich latawcach głowę ułożę
które tak samo jak ja
uleciały
poniżej oczekiwań gapiów




przewodnik po dworskiej


Oddam moje pragnienia, bez żalu.
Jeszcze Wam pięść na nich pomogę zacisnąć.
By nie wróciły.
Za swoje namiętności zapłacę wieczność;
czy to diabłu – że nadużyłem
czy to bogu – że zboczyłem.

Pewnie wypłakać będę musiał dwie długie rzeki,
co rodowodu wód własnych nie ustalą.
Kolejności pogrzebów i kształtów butelek nie będę w stanie
określić.

Chciałbym być małym chłopcem w sandałach,
z kijem na plecach, co stoi na rozstaju i ze źdźbłem w ustach
śpiewa rodzinną pieśń. To rozstaje jak z obrazu.

Mnie droga pod wiatr wzięła – nie czułem,
że wieje od oceanu, gdzie mi ducha rozgryzą demony.
To ocean, gdzie zboża rosną czarne i gorzkie, a kłosy
są z szarej piany. Pójdź za mną,
a sam zobaczysz.



pisma niezwrotnikowe


Pasja i trzeźwość zmysłów zwykły być moimi
najcenniejszymi ruchomościami. Teraz jakby na klifie stoją
trzymając się za ręce - bo i wrosły w kamienie - wiatr tylko je wyrwać może.
Nawzajem się proszą o modlitwę,
ale słów już świętych nie pamiętają. Każda zegarek biały ma na ręce -
zepsuty. Na bierzmowanie nie odnowiono nam zegarków, bo i po co.
Już się nie opłaca. Zmarnowane pokolenie . Przysypiamy na krzesłach;
Chrząkamy głośno i chrapiemy. I pobudka. Pan Bóg nie istnieje. Spoceni patrzymy,
zdezorientowani na siebie. Jeszcze się nie wybudziliśmy. Żyć też nie zaczęliśmy,
tak serio. Mamy w planach tysiąc planów, a w każdym z nich jeszcze tysiąc pośrednich
zamiarów. Ale to jeszcze nie dzisiaj. Jeszcze siedzimy.



Lampka gaśnie. Żarówka krzywo przykręcona.
Prywatna historia.



Boję się, że znów nadarzy się okazja. Wyśmienita! Zmienić będę mógł wszystko na lepsze. Własne meble naprawić i poustawiać od nowa. Boję się jak cholera, że maska zasłużona pęknie w praniu; że mi teatr zamkną i wpuszczą tam białe gołębie. Dlatego robię zapasy. Zbieram ciemne zachody słońca do kieszeni. Do piwnicy znoszę klatki z krukami. Wino ustawiam pod ścianą.

I tysiąc za mną stoi.
Strach mój rozszeptują złośliwie, choć choroby nie muszą z czoła ścierać nocami.
Użalają się nad sobą w rodzinnym gronie , choć nie znają rozkładu cmentarzy.
Zapachu na pamięć.

Wystarczy im oko przystawić do oka.
Skroń przydeptać oddechem, a już kulą się w środku - przerażeni.
I śmieję się z ich nagości. W blizny ubrany się śmieję.



Teatr Miniatura



Miniatura

Słońce w niemej sztuce, o szkło podwójne
rozbija i ciało własne powietrzem wałkuje.
A sztuka ta, ,,zachód" ma na imię.
Ja w niej jestem jedynie przecinkiem,
co łączy i dzieli według uznania dwie myśli -
Niebo i zieleń, między nimi most słowem
układam sumiennie - cegła po cegle.
Czerwień podają, złoto podają bez wartości
i kolejne przęsła wbite w horyzont,
o krok bliżej nam wszystkim
do wieczności.

Niebo w teatrze o wysokich i tłustych
filarach śpiewa - na chmurach skrzypce,
harmonijki i chór czasem wstąpi,
przemknie przez horyzont świszcząc radośnie.
Ja w tym teatrze sztukę jedną wystawiam,
małą i marną w niej rolę odgrywam człowieka.
A sztuka przytłaczający ma tytuł, co dreszcz
mi rodzi na plecach - ,,Ziemia"




krzyżówka


dlaczego wypędzasz syna
dajesz mu lata na skalistym wybrzeżu
by go obce pomniki żywiły schronem
i ciepłem rodzinnym

wiesz że wrócę
w porze letnich deszczy
kiedy znamię kwiatu
pachnie

czy dasz mi wtedy
kubek mleka chrystusowego
czy uraczysz mnie czernią
obok ciebie rozłożoną przezornie


dla matki obraz
niosę z ramą drewnianą
grzech się po nim sączy -
na postacie nasze - wylany

na jej oczach wyschnąć
musi - nadzieja szepcze
prostując ramiona


lecz ona w bieli
obiecaną czerń zrywa
z pościeli przykleja do twarzy -
ja wylewam na obraz resztkę krzyża -
przepraszam mamusiu -

i wkładam świeże kwiaty



ciągniemy losy


w dobrych rękach myśli się rodzą
w genialnych
z przesytu umierają

dlaczego więc los
dał mi rękę niezdarną
przez której palce
nawet kamień przepływa


a może z tego kamienia
klif piękny się rodzi
co ocean pieści palcem

nie
to tylko moja ułuda


La Mer, O Mar


długi cieniu
biały murze schowany w podniebnej
szufladzie
niech cię wodą nazywają - jak zawsze
rześki poranku
pienista burzo przy każdym głębszym
oddechu
może zjadłabyś ze mną kolację
w ziarenka ślepej rośliny
drewno wbilibyśmy od stołu
mocno
powiem:
niech bezowocna stałość będzie ozdobą
mojego życia z tobą
na tych minut parę rozwianych
w grymasie
może jak wiatr się poczuję
gdy czerwień języka poprawię
może jak bóg
wiatrem w rękach pas twój oprawię
i butelkę porzucę
zaplątaną we włosy
wyobraź sobie
jak noc warkocz układa
nad horyzontem
zmieszana jednością żywiołów
jak w płaczu skleja słońce
by zdążyć do rana
i oświetlić nas
uszczęśliwić nagością
  
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-05-11, 21:17   

Takie były początki? Kiedy to ?
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-05-11, 21:27   

O! qrcze piórko !
 
 
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-11, 21:27   

początki, jak mi się wydawało, świadomego pisania wierszy.
2006,2007 ( 16,17 lat )
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-05-11, 21:28   

No nieźle :)
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-11, 22:02   

U mnie to było tak, że z samą poezją zetknąlem się dość wcześnie ( 13 lat - Różański, Elliot Stearns, ) ale pisać zacząłem o wiele później.

Na początku w ogóle nie myślałem o tym, że człowiek może pisać. Po prostu wiersze były dla mnie jakby czymś co zostało napisane i ,,teraz ja sobie to czytam". Nie wiedziałem, że to proces, który wciąż trwa wśród ludzi.

Dopiero Rimbaud, najpierw mnie zablokował w czytaniu, a później zmobilizował do pisania.
Po nim Poe, Baudelaire i inne francuskie gady ;)


( przepraszam za wynurzenie ;) )
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-05-11, 22:04   

Mnie dopadło, gdy czas mi się skurczył. Pisanie pozwalało zapomnieć, że może to amen
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-05-11, 22:06   

Baudelaire dopadł mnie przy pierwszym piwie w życiu - potem nie wiedziałam, co mnie tak trzepnęło: Kwiaty zła czy browar :wstyd:
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-11, 22:11   

:D

Ja już to gdzieś pisałem, ale wiersz Rimbaud, ,, Siostry Miłosierdzia" zadziałał na mnie w niepowtarzalny sposób. Miałem w sobie takie ciągotki, cechy charakteru, które się po tym uwidoczniły.
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-05-11, 22:13   

też gdzieś to pisałam - zafascynował mnie wierszem Statek pijany Poczułam się wykluczona z grona piszących.
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-11, 22:20   

Ja jeszcze nie miałem się z czego wykluczać, ale odsunął mnie od samego czytania poezji na parę lat.


Teraz jestem w innym momencie. Jego teksty mam za sobą. Poezję, czy raczej jej szukanie, też mam za sobą.
  
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-05-11, 22:21   

Poezję też mam za sobą.

Coś to wymyslił?!
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-05-11, 23:25   

Kamil K. napisał/a:
ale wiersz Rimbaud, ,, Siostry Miłosierdzia"


zabierz ze sobą do Ł.

(dobrze, że nic nie piszę od miesięcy - bo i tak po przeczytaniu Twoich tekstów zaprzestał- bym) ... "wierszy" ...
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-05-12, 00:36   

jakoś tak mi po czytaniu kamilowych tekstów jakbym ze swoim pisaniem był w piaskownicy, albo tuż obok ...
(dzieckiem być - nieźle jest ...!)
 
 
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-12, 16:33   

El, pisanie w ostatnich miesiącach ( listopad - marzec ) pochłaniało mnie niemal całkowicie, ale przyszedł taki moment zastanowienia, że mam przecież coś innego do zrealizowania, a tworzenie tylko to opóźnia, odwleka, komplikuje. Długo by gadać, a po co.

Marku, wezmę ten i pewnie parę innych. ;) A co do wierszy i ,,wierszy", toś ty przecież abstynent, a prawisz, jakbyś już po parunastu kielichach absyntu był. :hyhy:


Hodujmy własne dusze na wyczucie - nie strzyżmy ich i nie przewiązujmy ciasno sznurami, bo nie znamy się na tego rodzaju ,,ogrodnictwie"
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE WIERSZEM » Moje pierwsze wiersze » Czemu nie ma poety


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo