(w niedzielne popołudnie 7 czerwca 2009)
Miła Lucynko !
Jak wiesz, bo pisałem, od połowy maja rezyduję w „swoich lasach”. Pogoda nie jest sprzyjająca – deszcze, burze – tak więc miałem przerwę dwudniową – zwiałem przed burzą. I to była dobra decyzja. Po powrocie zastałem powywracane sprzęty, połamane gałęzie. Ale jest też i dobra strona – moje „hektary” w końcu się zazieleniły. Nawet wyrosły jakieś śliczne, żółte kwiatki …
Poza tą dwudniową absencją przedwczoraj także wychynąłem ze swojej ostoi. Bo oto w Miasteczku G. dwudniowe święta („Dni Gorzowa”)obchodzone z dużym rozmachem – zwłaszcza w dziedzinach kultury masowej. Znasz mnie, więc domyślasz się, że to nie dla nich moje opuszczenie lasów.
Właściwie dla trzech tylko – akurat dla mnie ważnych, znaczących prezentacji sztuki, w których uczestnictwo uznałem za potrzebne i sensowne.
Tak więc najpierw piątek: godzina późno-wieczorna, dwudziesta trzecia tego dnia. Róg ulicy 30 Stycznia i Dąbrowskiego – przedwojenna kamienica (teraz internat Technikum Ekonomicznego).
Tak, tak tego samego, które jakoś udało mi się wiele lat wstecz ukończyć, .Tę cześć internatu zamieszkiwały dziewczyny – naszych chłopięcych wtedy serc westchnienia frunęły z drugiej części tegoż budynku.
Stoję w grupce osób, które przyszły zobaczyć pokaz, który jego twórca Zbigniew Sejwa nazwał ładnie: „akcja wideo w przestrzeni otwartej”. Już , kiedy widziałem film pt. „Dom” pokazywany parę tygodni wstecz w Klubie Myśli Twórczej „LAMUS”, film, który stał się kanwą dzisiejszo-nocnego pokazu, wiedziałem, że „rzecz” warta obejrzenia. I nie zawiodłem się. Znakomity pomysł zasadzający się na ludzkiej potrzebie podpatrywania życia drugiego człowieka, ba – tutaj zastanowienia się nad jego człowieczą kondycja, egzystencją. Bo zbyszkowe podpatrywanie nie ma w sobie nic z mentalności osiedlowych „wisiorów okiennych”, których głównym celem jest tylko podpatrywanie, pisanie sobie właściwych plotkarskich scenariuszy . Kiedyś napisałem taką miniaturkę o jednej z sąsiadek mojego bloku, co to obdarzona sporymi kobiecymi walorami, przez wiele godzin okupuje parapet swojego okna:
Jak arbuzy
Obkłada nimi parapet
Mówią o niej
„Wisior okienny”
W pięciu oknach kamienicy (filmowego domu) oglądać możemy przez kilka minut życie tych, którzy za szybami. Jakaś pani kładzie się spać – rozbiera się (gratka dla podglądaczy ) …, - a czyż nie jest normalnym rozbierać przed pójściem spać ? W innym oknie kilka osób biesiaduje przy stole. Pojawia się pies, ktoś podchodzi do stołu, zapala papierosa. Widać, że mieszkanie – akurat ten pokój - nie jest w jakiś szczególny sposób umeblowany, na ścianach nie ma obrazów – można podejrzewać jakąś tymczasowość tego miejsca albo, że dopiero mieszkańcy się urządzają – to młodzi ludzie. Te dwa „okna” – dla mnie takie normalne w swojej prawdziwości. Zafrapowały, zaciekawiły obrazy z dwóch innych. Jeden bardzo statyczny: w skromnie urządzonym wnętrzu starsza kobieta siedzi na „rozebranym” do spania łóżku, jest w koszuli nocnej. Modli się „na różańcu”. Nie klęczy, a siedzi na brzegu łóżka . Tak więc należy sądzić, że już nie może klęczeć, byłoby jej trudno wstać – pozycja siedząca do modlitwy jest wymuszona stanem zdrowia. Bo nie wierzę, że niechęcią albo brakiem pobożności …
Już nie patrzę, spuszczam głowę. W myślach moja Mama - o tej godzinie tez kładzie się Spa,ć a nieco wcześniej – też „na siedząco” w fotelu – różaniec. Po nim jeszcze Apel Jasnogórski z Częstochowy, z niewielkiego radia wspólnie odmawiany z tymi, którzy tam …
I jeszcze Lucynko jedno okno. To, które najbardziej mnie poruszyło – no nie, nie okno, a widok, projekcja za jego szybami. Para – mężczyzna i kobieta ubrani w podomki, pani, chyba w koszuli nocnej. Podartej na plecach. Tańczą ze sobą. Muzyki nie słychać, ale z ruchów ciał odczytuję walca.
Walca w nieco zwolnionym tempie. Takim jakim mogą go tańczyć starsze osoby. Bez wirowania, figur i innych przynależnych przymiotów. Mężczyzna i kobieta nie są do siebie przytuleni, poruszają się jak w transie po przestrzeni pokoju, wydają się być pochłonięci tą czynnością bez reszty. Nie widać twarzy – możemy jedynie domyślać się ich wpatrzenia w siebie, może mówienia; „cóż nam zostało, potańczmy walca, może za jakiś czas już nawet tego nie będziemy mogli” .
Już nie patrzę, spuszczam głowę. W myślach czasy, kiedy pracowałem w tzw. „służbie zdrowia” – godziny w Domu Starców, kiedy opowiadałem o Fryderyku Chopinie. Niekiedy, po tych pogawędkach jakieś, właśnie, „tańce” – to przypomnienie osób, które zeszły „z góry” nie do końca dokładnie ubrane … ale z jakąś taką godnością w obcowaniu z muzyką, poruszaniu się … taniec zapomnienia ? Ja pamiętam!
Było ciemno, nas widzów ze trzy dziesiątki osób, błyskały flesze aparatów, zatrzymujące się samochody – pasażerowie zadzierali głowy, by zobaczyć co się dzieje … Ilu wyniosło refleksje podobne do moich ? Nie wiem. Wiem, że warto było, mimo panującego chłodu postać tam i zobaczyć, zastanowić się, zadumać … Na pewno integrował pokaz, przekaz, pobycie razem tego późnego wieczoru w tamtym miejscu, może też … lampka szampana co jak na otwarciach wystaw pośród murów galerii …
A, że nie jest to Sztuka dla mas, które w tym czasie nad Wartą słuchały muzyki popowej. Cóż - powiedziałem do Zbyszka Sejwy i Moniki Kowalskiej, która dzielnie pomagała przy instalacji, realizacji projektu – „artysta, jeśli tworzy dzieło nawet dla jednej osoby, która je obejrzy i doceni ,powinien powiedzieć sobie: Warto było!”
Kończę, Lucynko już ten dzisiejszy list, bo jakoś tak mi się wydłużył, chociaż przecież nie o wszystkim udało się napisać. Tak więc o „Galerii „Bezbronna” i teatrze ulicznym w następnym pisaniu! Może jutro jak czas pozwoli.
Tymczasem pozdrowienie i dobre myśli posyłam.
Acha, fotkę z tej prezentacji poślę w następnym liście – akurat tusz w drukarce mi się skończył.
Pech ? No, pech!
Proszę bardzo ! Pisać do Ciebie to przyjemność!
Niestety nie mogę zamieścić fotek z nocy - kolega przysłał ale nic nie można z nimi zrobić - trzeba by mieć program do odkompresowania ...
poproszę Go o normalne, może wtedy ?
... Stoję w grupce osób, które przyszły zobaczyć pokaz, który jego twórca Zbigniew Sejwa nazwał ładnie: „akcja wideo w przestrzeni otwartej”. ... Znakomity pomysł zasadzający się na ludzkiej potrzebie podpatrywania życia drugiego człowieka, ba – tutaj zastanowienia się nad jego człowieczą kondycja, egzystencją.
Jedni listy dostają a inni ... przecinki do wstawiania
żartuję
Bardzo ciekawe spostrzeżenia Marku, a przede wszystkim interesująca instalacja, forma nader wciągająca tych, którzy pop mają na codziennie.
Ukłony i gratulacje dla autorów.
Takie kamienice to całe wszechświaty, w których wszystko w miniaturze, pookienkowane, poszufladkowane.
Twoje refleksje Marku, jak zawsze od ogółu do szczegółu prowadzą, lub zupełnie odwrotnie od szczegółu do ogółu, od prywatności do powszechności.
Jeszcze tylko słowo w obronie "wisiora okiennego" Myślę, że często te panie, panowie też, nie mają co robić, albo są samotni, albo lubią popatrywać, albo tak bezmyślnie "wiszą", bo mieszkanie za ciasne, ściany zamykają. Chyba, że coś niemiłego robią: psioczą, klną, plują (nie-daj-boże), wyrzucają niedopałki, ogryzki, pestki - chociaż te ostatnie to najmniej szkodliwe. A niech sobie "wiszą", ukłony dla "wisiorów", wiszą w swoich oknach, na swoich poduchach, albo kocykach.
Co mi przypomniało o moim Ojcu, zmarłym kilka lat temu. Też był "wisiorem", a jak. Miał problemy - pod koniec życia szczególnie - z chodzeniem, a lubił sobie pogadać z sąsiadami, z dziećmi bawiącymi się pod oknami, no to "wisiał". Sąsiedzi z kilku bloków go znali z tego "wiszenia" i podchodzili pod okno i gadali, i dziwowali się nad światem i życiem.
Czasem na parapet wysypywał trochę obiadowych ziemniaków, okruchy chleba i zlatywały się gołębie, był jeden taki czy dwa, które z ręki jadały.
Czekam na następny list o ulicznym teatrum serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
już napisany, zaraz zmiejszę fotki
(jakiś "przecinkowiec" mile widziany !)
a co do "wsiorów" -- masz rację - są tacy i tacy ... może ja też kiedyś będę wisiał i patrzył jak rosną drzewka, które przedwczoraj na przeciwko okien swoich posadziłem- pogawędzić będzie trudniej - I piętro ...