Byłyśmy dwiema dziewczynkami zrośniętymi pragnieniem. Pamiętasz, jak przedstawiłam Cię jako Lidkę, Twoją siostrę bliźniaczkę, której nigdy nie miałaś? Później woda ścięła się w lód, ktoś posypał solą i popiołem. Obiecałam sobie, że położę się i umrę. Następny dzień trwał rok, może półtora. Wszystkie zlało się w ocean, który nie pozwalał mówić.
A pamiętasz, jak chciałyśmy zamieszkać w bunkrze, jakby ktoś ukrył tam przed nami przyszłość? I ten cukier w saszetkach, który smakował tak, jak sobie wymyśliłyśmy – miodowo, malinowo, czekoladowo; nasze chodniki, ciągnące się w nieskończoność, tak jak rozmowy o życiu i chłopakach, miłościach bez wzajemności.
Był też obóz w Łomnej – pierwszy w życiu. Krzysztof z Trójmiasta – pocałunek w owczarni na dyskotece. Ty poznałaś kogoś innego, ale nie pamiętam jak miał na imię. Wiem tylko, że chyba był z Iławy lub Mławy, a Ty, że potrafił taniec brzucha. Śmieszne. Później i tak wszyscy razem się pokłóciliśmy.
Krzysztof znalazł się po 10 latach przez Naszą Klasę, pamiętałam jego nazwisko. Wtedy chciał być lekarzem, dziś pracuje w Marynarce Wojennej. Mieliśmy pisać do siebie listy, wtedy jeszcze telefony komórkowe nie były tak popularne. W końcu żadne z nas nie napisało. W zeszłym roku wyrzuciłam jego adres – on ma kogoś, ja też mam.
A pamiętasz – ja puszczę sygnał z domu, wtedy Ty wyjdziesz i ja, spotkamy się w połowie? Jak przyszła jesień, sobotnie maratony horrorów z ulicy wiązów.
Świetlica i pani M, która wciąż robiła konkursy geograficzne i ukrywała w szafkach batoniki. Do dziś lubię paprykarz.
Dramat o Romeo i Julii, w którym przedmiotem kłótni stał się złoty rolex. W końcu nikt nie zobaczył naszej sztuki.
Dwie kobiety, jedna w czerwieni, druga w błękicie; anonimowe dla sklepikarzy, pasażerów autobusów. Jak dobrze czasem nie mieć imienia.
Dziś już nie odczuwa się, jak zajebiście jest oddychać świeżą dorosłością.