nocą kiedy usną światła
wciąż przychodzisz niczym ciepły promień
choć żyjemy na odległych krańcach
wichrom się dajemy ponieść
a na progu przysiadła już jesień
między słowa zaplątany dotyk
wypełniając myśli grzeszne
chęć do życia ostrzy
17.03.2008r.
flamenco
trudno rozmawiać gdy brak odpowiedzi
ale wiesz byłeś dzisiaj
a włosy puszyły się pod ręką
wyłapywałam jak motyle
wtedy na łące
gdy lipa miodnie kusiła pszczoły
uśmiechnięty słuchałeś kosa
a może słów płynących niepewnie
czy zostaną
usta
czuję jak rzeźbią ornamenty
błądząc ciepłą wilgocią
unoszą w amazońską puszczę
wiem powiesz tak się nie da
wspomnienia zawsze różowe
a pomiędzy kamienie i grzęzawisko
ale będziesz
i uciekniemy w zaklęte ostępy
a winorośl dojrzeje w dłoniach
19.03.2008r.
szeptem by nie płoszyć
-o czym śnisz na jawie
-boję się marzyć przygnieciony
próbuję wtoczyć na górę
-jak to tak
-niespełnienie boli rozczarowaniem
żłobi kolejną bruzdę
wiatrem w oczy rzeźbi skałę
-ale przecież
-nie kuś nadzieją
lepiej z dnia na dzień
wyłapywać uśmiechy
tuląc gdy wsłuchana
dotykiem pieczętujesz bliskość
-a ja tęsknię że kiedyś
-cicho maleńka bo usłyszy
spójrz w błękicie laguny
zapisana kronika
21/22.03.2008r.
o krok od przyszłości
to był zwyczajny dzień
w cieple lipcowego popołudnia
szeptały trawy ścieląc się miękko
dla nas splecione wskazówki
co pozwalały błądzić ustom
pulsującymi miedzami
w poszukiwaniu cienia
gdzie rozkołysane skowronki
budziły błękit
a tornado odnajdowało ukojenie
w zacisznym atolu
to był zwyczajny dzień
w cieple lipcowego popołudnia
zatopiłam przeszłość
28.03.2008r.
niepotrzebna koperta
chciałam napisać list
o zwyczajnym dniu
z tobą bez ciebie
gdy deszcz płynie potokami
zmywając zmęczenie ulic
budzi źdźbła spod krawężnika
budzik jak zawsze
wyrywa poranek ze snu
wróble krzyczą na siebie
jeszcze rozespane
myśli wędrują naszą galerią
a ono uparcie obok
znaczy ślad szarym pędzlem
wiesz że to trudne
kiedy przenika wiatr
brak pewności skąd drżenie
chciałam napisać list
a pustynia wkroczyła w pióro
i kosz wystąpił z brzegów
04.04.2008r.
bez tajemnic
nie powiem jak bardzo
wiesz to czytając z dotyku
blasku szmaragdów
krzyku mew poderwanych do lotu
nie musisz mówić
poznaję
gdy piętom wyrastają skrzydła
a czułość oplata bluszczem
kiedy semafory wskazówek
prostują ramiona
nie dziwisz się melancholii
jak ja przeszukując horyzont
05.04.2008r.
w podróży
lubię gdy niecierpliwość
każe się rozglądać w poszukiwaniu
biegną drzewa drogowskazy
kameralnością kuszą polne ścieżki
tonąc w rozpasanej zieleni
w pół drogi za horyzontem
czekają na odpoczynek wskazówki
wiedząc że splatając warkocze
zanurzymy się w zapomnieniu
jak za pierwszym razem
poznając bukiety smaków aromatów
w otoczce wibrującego szeptu
zaakceptujemy swoją zwyczajność
otwierając kolejne drzwi fantazji
06.04.2008r.
list
piszesz że nie masz czasu
i że tysiące myśli w codziennym maratonie
a wróble spać nie dają znów rozpłakane rano
niepewność chęć odbiera bez przerwy gasząc światło
chociaż nie jesteś kukłą lalkarze samozwańczy
bezczucia wiążą sznurki swe przedstawienie grając
piszesz że ta obława wyssała wszelkie soki
siada na barki garbiąc podcina wciąż kolana
czeka by chwycić gardło
usiadłam
kartka leży
wygląda liter jakichś
piszę że tak nie można to tylko senna mara
że zawsze ktoś gdzieś czeka tuląc wspomnienie razem
gdy pośród westchnień wichru wróble szukały miejsca
i przecież to nieprawda że siły gdzieś odeszły
pamiętasz tak jak piórkiem poszybowałam wczoraj
a może trochę dawniej lecz wszakże nie za dawno
aktorzy w każdej scenie zmieniają ciągle maski
ale ty jesteś sobą uparcie niedzisiejszy
bez laski melonika w zaczarowanej dorożce
nasz świat wciąż umyka ramom i konwenansom
więc dziś o uśmiech proszę
spójrz w błękitnej krynolinie ruda wiewiórka pomyka
13.04.2008r.
z Krystyną w tle
jesteś lekiem na całe zło
jak echo powtarzały palce
błądząc po rozgrzanej
za drzwiami pędziła codzienność
pokasłując alergicznie
rzucała kamieniami w okna
strącone z ramion cienie
podnosząc głowy próbowały gryźć
jesteś gwiazdą w ciemności
odpowiada dłoń dłoni
prowadząc poza wymiary
18.04.2008r.
przez przypadek
spotkałam go na brzegu lata
wiatr huśtał się na trzcinie
myślałam figla spłatam
naiwnie
zniknęła gdzieś ostrożność
wstyd opadł z pierwszym deszczem
ktoś powie że bezbożną
przy nim jestem
być może nie zaprzeczam
gdy wspinam się na fale
on na mnie zawsze czeka
zuchwale
a kiedy w krzyku burzy
jak ptak spadam bez życia
z przekorą pyta czy powtórzyć
spryciarz
spotkałam go na brzegu lata
wiatr huśtał się na dzwonach
gwiazda rozbłysła i nie zgasła
czułością otulona
19.04.2008r.
spontanicznie
kiedy codzienność
wkrada się pomiędzy
porywając zdradzieckim wirem
nie potrafię czekać
drążąc ciepłym słowem
biegnę boso pokonując odległości
by tak jak lubisz
wsunąć się na kolana
kryjąc twarz w zagłębieniu
wilgotnym szeptem
zrywam wędzidła
wiodąc na zatracenie
powiedziałeś
jesteś pięciolistną
w zapamiętaniu stopniałam w dłoniach
by spłynąć kroplą dżdżu na usta
24.04.2008r.
stojąc w oknie
czasem
gdy horyzont tonie we mgle
jesteś tak nierealny
a przecież ciągle pamiętam
smak truskawek czy raczej ust
kiedy roześmiany
podawałeś kapiące lepkim sokiem
łaskotanie szampana
w bliźnie po pierwszym krzyku
a może zwinnego języka
pragnącego pachnącej mną kropli
aromat ciepłej skóry
otulający rozedrgane chwile
w ciszy oddechów
czasem
gdy noc zasnuwa horyzont
ból czekania trawi sen
26.04.2008r.
pobudka
przy tobie
wszystko jest pierwszy raz
pobudzając apetyt
faluje wiosenna zieleń
zanurzona w błękicie obłokach
kiedy dotyk zastępuje oczy
a skóra drży z niepewności
w tle szum pędzących kilometrów
i cichy plusk leniwego nurtu
zapatrzonego w słoneczne igraszki
przy tobie
godziny gnają na zatracenie
wstrzymują oddech
zadając retoryczne
nie lubię peronów pożegnań
gdy na czoło wypełza rysa
przywracając codzienności
01.05.2008r.
czułością
wchodzisz wieczorną ciszą
z aromatem kwitnącej wiśni
przytulone cienie za plecami
karminowa koronka
wypływa uśmiechem
na płonące usta
i kiedy tylko ona
chroni przed złym urokiem
porywasz w szumie
gołębie obłoków
podrywają się spod stóp
ginąc za mgłą
jestem
gdy jaśniejąc
tulisz chwile
03.05.2008r.
za siedmioma górami
rozmruczane ciepło
przegania smutki
gdy zmęczone powieki
i nie słychać kroków
kolejny wieczór
skrobie pazurami o framugi
niosąc niespokojne sny
czy już mówiłam
jesteś utuleniem samotnych dni
kiedy otwieram wieko
wyjmując
chwile rozgrzeszone jemiołą
wśród tańczących płomieni
owiane łagodną bryzą
w zielonym zakolu
powiedziałeś
nigdy tak wiele ani długo
słowa płynęły tęczowym potokiem
a mi ciągle mało
w ciszy zanurzania dłoni
gdy jednym rytmem uderzają
czułością przepełnione
tylko dlaczego horyzont zakrywa mgła
08.05.2008r.
zwrot
powiedz co czujesz
kiedy przygarniasz rozedrgane
a szept dąży na wyżyny
uliczny rozgardiasz
wciska się szparami
by opaść bez echa
zaskoczony wtuloną ciszą
czego doświadczasz
konkurując z wiatrem
kroplą deszczu
Atlasem
między obłoki odpłynął
odsłaniając nieznane
znów potrafię oddychać
25.05.2008r.
spostrzeżenie
zauważyłeś
kawa ma inny smak
kiedy zajęta huśtawka kolan
a usta zgłębiają tajemnice
jak przed zerwaniem zakazanego
wędrujemy nagimi bezdrożami
zdumieni tak łatwo poruszyć ziemię
milczenie wsłuchuje się w dotyk
mówiący więcej niż szmer słów
gdy zegary
odmierzają kroki na obcych rynkach
w nieskończoność
rozciągając chwile pomiędzy
03.06.2008r.
rozważania po
pokój wciąż oddychał tobą
niedopalona świeca
wspominała wspinaczkę
zbierały się chmury
biało-szara kotka
przestała obserwować trawy
mrucząc zajęła kolana i dłonie
ucichły kroki pozwalając by wróciła
ciężko siadła na rzęsy
patrząc z wyrzutem
czy powinnam się odwrócić
zacisnąć zęby wejść w jutro
jesteś bryzą
niosącą świeżość porankom
spełnionym snem w atolu ramion
nie wyrzuca się kromki
08.06.2008r.
do Itaki
piszę do ciebie list
a za oknem deszcz gra na werblach
spadając w otwarte usta ziemi
ucichły rozkrzyczane wróble
nie znajdując schronienia w zamkach
pozostawionych bez obrony
piszę omijając rafy
przelewam minione godziny
wplatając osnowę wspomnień
w kanwę codzienności
to nie błyskawica
a ogień tańczy wśród polan
i wiatr nuci tęsknie
piszę gdy w wysmukłym
biegną ku powierzchni bąbelki
choć nie zanurzysz
patrząc z iskierką w koronki
a białe okręty
nie dopłyną do twojego portu
lądując wrakiem na dnie
16.06.2008r.
jutro
były już szarości i czerń
trzask w palcach
gdy nie widać wyjścia
błędne ogniki
na ruchomych piaskach
obiecywały
dłonie
kłamały niosąc tymczasowość
co oprócz siebie nic nie widzi
a kiedy odeszłam
uderzyły w złorzeczenie
pytałeś czy żałuję
lipcowego poranka na ławce
gdzie szpaki w lśniących frakach
i smuga jak reflektor na rampie
naszych oczu
gdy pustynny wiatr
porusza niepotrzebne firanki
przeglądam kalejdoskop
błądząc w komnatach dotyku
czuję magię płonących szczap
wiem
będziesz
21.06.2008r.
na jagodach
nie było wokół nikogo
tylko wiatr strącał igły
a leśne ptaki
nawoływały wśród drzew
tęsknoty jak cień
niezależnie od słońca
z każdej strony
rozumiem
codzienność
podchmurne wędrówki
perz dróg pomiędzy
jednak
skóra wciąż wypatruje dłoni
spragnionych ust
ciepła szeptanych wyznań
uparte pragnienie
dotknąć opuszkiem zmartwień
w splecionej kołysce uśpić noc
poczuć jak budzisz poranek
wróciłam
z przejeżdżającym pociągiem
29.06.2008r.
na tęskną nutę
pamiętasz tamto lato
odurzał zapach siana
maki były takie czerwone
pszczoły wśród lip nieprzytomne
gdzieś w dali
rżały konie a wóz
turkotał monotonnie
zmęczony południowym słońcem
dłonie dziwnie leniwe
rysowały esy floresy
napinając do drżenia
w urywanym oddechu
pamiętasz padał deszcz
koszula sukienka drugą skórą
wabiły wśród białych brzóz
rozdzwoniły się dzwony
gdzieś tam
czekała kryta strzechą chata
z kwaśnym mlekiem na stole
chleb z cukrem
wieczorami
czytałeś Wierzyńskiego
kwitły zieloną beztroską fiołki
i byłam ci wiosną
05.07.2008r.
południe
skrzypiał stary żuraw
gdy pochylony czerpałeś
w cieniu rosochatej gruszy
byłeś taki realny a jednak
bałam się wiatru
wzdłuż ścian płonęły malwy
wiła się leniwa smużka
zapatrzony w drzemiącego psa
przystanął czas
szepnąłeś nie budź go
strząsając zimne krople
dotknąłeś rozgrzanej
puszczając w ruch karuzelę
kiedy ugięła się trawa
a twarz zagarnęła horyzont
niosłeś w łupince ramion
gdzie fale rozbijają się o brzeg
05.07.2008r.
w sezamie
kiedy nagość daje ciepło
spojrzenia i pewność
jesteś pomimo
jak kot słowem się łasisz
rozpinając tęczową trampolinę
więc skaczę w błękitno granatową toń
wiedząc
ocalisz spadochronem dłoni
a wężowisko codzienności
odpełznie z niczym
znasz pragnienie
gdy wędrujesz bez końca
spiętrzając fale aż runą
z krzykiem mew
by porwać
gdzie góra i dół
nie wiadomo
kiedy wzrok wiąże
z czułością dłonie we włosach
chciałabym być
zawsze
13.07.2008r.
bagaż
jeszcze dziś
czuję w łydkach ileś tam nad poziomem
falują przesiąknięte mgłą
włosy oplatając myśli
ktoś zginął w wypadku
nóż nie zdał egzaminu
a w kuluarach
Temida mocniej wiąże opaskę
planuję krótszą odległość choć wiem
jak zawsze codzienność bluszczem
i nie pomoże maczeta
wznoszenie błagalnych
czy kuszenie rajskością Ewy
zrywam płomienne minuty
nie zważając na srebrny pył
tuszowany jesiennie
na piętrach za enklawami drzwi plecy
zaglądają plecom w oczy pełne zimy
nie słucham najświeższych
buzujących kolejną aferą
zbierając samorodki wspomnień
pakuję garść nadziei
że czas się zapomni wsłuchany w szmer
gdy dłonie sycą dotykiem
18.07.2008r.
jest takie miejsce
gdzie jemioła rozkłada skrzydła
spragnieni szukamy ciepła
z dala od rozbieganych ulic
pod strzechą ukrytą
ponad chmurami
roztańczone języki
liżą smolne szczapy
rozświetlając półmrok
a zioła pod powałą
strzegą przed złymi
tu
przełamałeś ostatnie lody
gdy w rozszeptanej ciszy
popłynęły słowa dodając smaku
gestom obrosłym w znaczenia
litościwy starzec
mocniej ścisnął klepsydrę
zwolnił rozpędzony nurt
zasłuchany w echo
ja też
od dawna
26.07.2008r.
szkoła cierpliwości
były już maje i wrześnie
i lipce pachnące lipą
pęczniejące złudzeniem
że szczęście wyśnią
aż przyszedł kolejny
niby nic wielkiego
kiedy czułości gesty
obudziły echo