W płótna poranka palmojad się zaplątał;
wapienne oko przyłożył do szyby proroka:
,,Afryka! Budź się! Zwijaj manatki,
bo już tłum czeka i pustynne karafki."
Dajcie mi spokój grzywiaste koronniki,
seledynowe różeńce i dumne kurhanniki.
Czerwień na niebie i piwo już zwietrzałe,
czego chcieć więcej? Życia nad prawem?
Durne wypłosze – ja tu wciąż krew uciskam,
by na życie rodziców fanaberią nie wyprysła.
Niemal zapomniałem o szkle i sztucznym niebie
a wy dziobem i pazurem – wandale bezczelne!
Śniłem dziś o wielkich platformach z których wytryska słoneczna zachęta
dla moich uczynków. Śniłem o makowych kiściach i portach bez nazwy –
umysł ciężko opadł w hibernację. ( Wieczór, dużo śniegu i wydęta szklanka )
Marzyłem o arabskich agronomach – piaski hodują, piaski jedzą i piaskiem
luźnym zasypiają. Szukałem delty dla rozgrzanych we mnie fal powietrza,
rozgrzebywałem ziemne napletki, by wydrzeć z nich zalążek którejś z flor.
Pilnował moich kroków marokański pasterz w śnieżnych szatach i tęczowej
głowie. Wyciągałem do błękitnej studni pałąkowate skronie i wyobrażałem.
Świat napiętrzałem po drugiej stronie lustra. Rybie oczy i drzwi - wielka łuska.
Błyszczały kamienne inkrustacje i wrogo nucił afrykański czarownik – wiatr
przez inne cywilizacje nie rozpoznany. Tu wieżowce prędko by umarły.
Rozdarte leżałyby pracownicze kartony. Wielkie kości leniwych żarłyby
anemiczne gepardy i ceglaste hieny. Z nich się pną chichoczące budowle!
I oszklone nocą okna w których wiecznie głodny snuje się cyrkowiec.
Źle z moim ciałem – nerwy mimowolnie rozkołysane o krzesło palce zaparte,
by nie wyskoczyć przez okno. Nie wskoczyć w ścianę, za wierszem Wojaczka,
gdzie serca pompują żółć rozbawioną a wargi jak letnia ćma – gubią się w świetle.
Uprawiam w gęstej glinie niszowego mesjasza. Ustawiam go na postumencie
korpusem do świata. Niech skrzy się, niech piszczy. Mój zbawca – dziewczynka,
która skalnego słońca żąda w poranek. Obłędny palmojad, rudokrwisty diadem.
Jak dla mnie tekst przyciężki. Ukazujesz w nim mnogość obrazów, których nie dane nam będzie nigdy zobaczyć. Łączysz je refleksjami z tamtego miejsca. Pomimo, że odległe jest to od moich upodobań, to jednak przeczytałem z zainteresowaniem.