i chciałoby się krzyczeć albo wyć, lub jedno i drugie, jednocześnie bez względu na otoczenie, ludzi, zwierzęta, krzyczeć, że boli, że niesprawiedliwie, że dlaczego, za grzechy jakieś, za błąd, za niedopatrzenie i jest siła tylko na milczenie, ciszę, która rozrywa ciało, duszę, którą się czuje i która umiera po kawałku w milczeniu, głuszy myśli, które gonią fatamorgany i same siebie i nie ma wyjścia z korytarzy pozamykanych drzwi a na wszystkich krzywe lustra a nad nimi lepkie maski i dzwonki błaznów i piszczałki ogłaszają ciągle koniec, koniec wszechświatów, koniec wszystkich końców
Drzwi prowadzące dokądś są tylko jedne. Zamykają się i otwierają wyłącznie z dyżurki. Na korytarzu snuje się zapach przypalonego mleka i kawy. W kątach czają się koty kurzu, kłębki wyczesanych włosów, zdechłe muchy i na pewno pająki o oczkach jak łebki szpilek poruszające się na okrągło.
Drzwi prowadzące dokądś otwierają się bez uprzedzenia. Wtedy należy dobiegać, żeby być przy. Otwierając się wpuszczają powiew z tam, stamtąd, powietrze bez lizolu, skażone, ale oni tego nie wiedzą.
Drzwi są kremowe, albo białawe, albo sino-białe, najbardziej kremowe, zimne albo gorące. Czasem wycierane szmatą z lizolem, żeby zatrzeć ślady z tam. Drzwi mają w sobie bardzo małe okienko, przez które i tak nic nie widać. Nic nie słychać. Nie skrzypią. Może są zbyt ciężkie, żeby skrzypieć, albo skrzypią, ale nie słychać że.
Drzwi prowadzące dokądś są granicą. Dyżurka wie, kiedy otwiera się granica i dla kogo. Przed drzwiami nie wiadomo nigdy, co jest za. Za drzwiami też nie wiadomo. To się ciągle zmienia. Trzeba szybko podbiegać, żeby zobaczyć skrawek za. Tylko jak się otworzą to widać, ale to za mało, żeby dokładnie było wiadomo, co jest tam.
Najważniejsze, żeby nie wejść za drzwi. Nie ma odwrotu, jeśli się już weszło. Ale jeżeli brak siły, jeżeli siła zamieniła się na niesiłę, trzeba wejść i być za. Na łasce dyżurki i przypalonego mleka i czasu, w którym nie ma godzin, nie ma dni, nie ma nic.
Drzwi prowadzące dokądś są tylko jedne.
Nie widać ich, gdy przychodzi ciemność.
Ale są.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
niepokój o to, że kiedyś trafię za takie drzwi był we mnie od zawsze ...
zwłaszcza wtedy, kiedy (bywało) w białym fartuchu mogłem je otwierać w obie strony...
to jest większe od nas, ten strach, że kiedyś (byc może) nie będzie już się w tym białym fartuchu, a w koszulinie - takiej nieco za pępek - albo i nie, w dziurawych spodniach w paski - żeby jeszcze bardziej BYĆ BYTEM "za tymi dzrzwiami"
(o ile dobrze zrozumiałem Twój tekst) nawet jakby nie to i tak ...
niepokój o to, że kiedyś trafię za takie drzwi był we mnie od zawsze ...
zwłaszcza wtedy, kiedy (bywało) w białym fartuchu mogłem je otwierać w obie strony...
to jest większe od nas, ten strach, że kiedyś (byc może) nie będzie już się w tym białym fartuchu, a w koszulinie - takiej nieco za pępek - albo i nie, w dziurawych spodniach w paski - żeby jeszcze bardziej BYĆ BYTEM "za tymi dzrzwiami"
(o ile dobrze zrozumiałem Twój tekst) nawet jakby nie to i tak ...
Tak Marku, dobrze zrozumiałeś.
Najgorzej jest, jeśli się trafi za takie drzwi a to co przed istnieje w niepamięci.
Z upalnego Bl i jeszcze upalniejszej Janelli ślę
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
bo zawsze jest jakaś brama
i trzeba przez nią wyjść lub wejść
bo może kiedyś ktoś coś nikt czy nic
przyszłam, bo kiedyś napisałaś, że strumieniówka o chorych na sen,
kojarzy Ci się z Twoją miniaturą Przejścia.
jeszcze kiedyś w innym wierszu napisałam:
drzwi dzielą przestrzeń na to, co się stanie
i na to, co może się stać.
chyba miałyśmy podobną wizję, podobny pomysł, który każda zrealizowała inaczej.
to niesamowite.
Twój tekst bardzo mi się podoba, poruszył mnie. Może dlatego, że ja mam podobne
rozkminki.
bo zawsze jest jakaś brama
i trzeba przez nią wyjść lub wejść
bo może kiedyś ktoś coś nikt czy nic
przyszłam, bo kiedyś napisałaś, że strumieniówka o chorych na sen,
kojarzy Ci się z Twoją miniaturą Przejścia.
jeszcze kiedyś w innym wierszu napisałam:
drzwi dzielą przestrzeń na to, co się stanie
i na to, co może się stać.
chyba miałyśmy podobną wizję, podobny pomysł, który każda zrealizowała inaczej.
to niesamowite.
Twój tekst bardzo mi się podoba, poruszył mnie. Może dlatego, że ja mam podobne
rozkminki.
to dobrze, że przyszłaś, dziękuję, że przyszłaś.
Przejścia są dla mnie bardzo ważnym tekstem. Szczególnie ze względu na dedykację. Twoją strumieniówkę pamiętam ponieważ trudno było nie zauważyć podobieństwa w motywach obu tekstów.
wiosennie
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E